Poddani prezesa, tego, który z „ziemi wolskiej” podążał, za nic mają brata jego jedynego, chwilowo prezydenta. Ci poddani bowiem, chcą zakwestionować (znaczy zaskarżyć) traktat lizboński. To spisek niestety i totalna niesubordynacja. Bo jak to tak? Ten pan prezydent tyle się narobił, tyle nachodził przy tym traktacie, większość punktów sam negocjował, pocił się, sapał, walczył, chciał dobrze a może nawet najlepiej, przez chwilę nawet stał się abstynentem (plotka?), w każdym razie flaki sobie bidok wypruwał, i nagle… I nagle banda idiotów, zdrajców i sprzedawczyków, ten cały jego wysiłek chce przewrócić do góry nogami. Jarek, kurwa, weź to bydło twardą ręka za ryj, bo ci brata do cna psychicznie wykończą. Ta menda Giżyński, i ten psychol Macierewicz jaja sobie robią.
To nic że mają trochę racji. Nie po to przecież nasze dziadki krew z siebie wiadrami wylewali, nie po to z fasonem szli na śmierć, żeby teraz jakimś traktatem cały ten farmazonizm rozmienić na drobne. No, ale pal tam niepodległość, jeśli tylko autorytet tego pana prezydenta miałby ucierpieć. A my patrioci, wierzymy panu prezydentowi, bo on wie co robi i gorąco protestujemy przeciwko próbom podważenia jego autorytetu przez grupę niedorozwojów. Wolszczaków i wypierdków i twoich poddanych Jarosławie. A że to dęta akcja i marnie przygotowana, niechaj świadczy o tym fakt, że pod petycją nie podpisał się kwiat polskich intelektualistów: pani Szczypińska, pan Putra, oraz pan Suski.
Opublikował/a revelstein 
Opublikował/a revelstein
Opublikował/a revelstein