Poseł Dziedziczak (wiadomo skąd), został nazwany burakiem za to, że zaatakował w niewybredny sposób seksualność pani poseł Grodzkiej. Pytany o przyczyny całego zamieszania Dziedziczak tłumaczył, iż zrobił to z powodu braku jego tolerancji dla pogardy. O jaka pogardę chodziło?
Oto na posiedzenie komisji Kultury i Środków Przekazu zostali zaproszeni księża.Nie wiadomo za bardzo po co ich zaproszono, no ale to jest Polska. Poseł Grodzka, wedle wersji Dziedziczaka, „wielokrotnie obrażała kapłanów zwracając się do nich per pan”. No dobrze, tylko co w tym obraźliwego? Ja rozumiałbym oburzenie, gdyby ta Grodzka zagaiła do księżula w stylu „proszę księdza pedofila”, albo żeby w inny niewyszukany sposób definiowała upodobania tego czy innego kapłana. Tymczasem ona użyła grzecznego określenia „proszę pana”, co nie jest określeniem ani napastliwym, ani chamskim, ani w żaden inny sposób obraźliwym. Co najwyżej jest wyrazem dystansu, do którego każdy ma prawo, nie zaś braku szacunku.
I jeśli ten burak Dziedziczak mówi o „elementarnym braku kultury”, to dobrze by było, aby pierwej spojrzał w lustro. Kogo tam zobaczy? Ponieważ nie ukrywam raczej swojego „elementarnego braku kultury” tudzież szacunku do tych i owych, odpowiem w tej sposób: pan Dziedziczak ujrzy w lustrze jakiegoś chuja, który stoi vis a vis i pilnie się w niego wpatruje.













