Personal Messages #5

Ponieważ nie przepadam za Ameryką (irracjonalny brak wiz, irracjonalne widzenie świata), przeto średnio mnie interesuje tamtejszy główny dylemat: Obama czy McCain. Zaznaczam, iż od urodzenia i genetycznie jestem anty-konserwatystą i anty-prawicowcem, więc jasnym jest, że gdyby choć trochę mnie to obchodziło, swój głos oddałbym na Obame. Może nawet nie tyle na niego, co przeciwko McCainowie. Choć w istocie rzeczy, z naszego punktu widzenia, zupełnie obojętnym jest który z nich będzie rządził.

Jednocześnie gdybym miał być choć przez minutę poważnym (co jest niesłychanie trudne i raczej niemożliwe), to krótko wytłumaczę, czemu ów McCain mi zwisa o wiele większym kalafiorem niż Obama.

Po pierwsze, jako się rzekło, jest konserwatystą, a to w moim przekonaniu na dzień dobry wyrzuca go poza nawias. Jeśli komuś to nie wystarcza, to dodam, że gość ma 70 lat z hakiem. Czy ktoś z was chciałby, aby prezydentem i jednocześnie premierem rządu waszego kraju, był schorowany emeryt, mający problem z określeniem stron świata? Zwłaszcza w obliczu wezwań jakie czekają już nie tyle cały świat, co samą Amerykę?  A jak wam się podoba jako kandydat na wiceprezydenta, może i urodziwa, ale ewidentnie przygłupia cipa z tipsami z innej epoki? Chcielibyście aby wiceprezydentem w Polsce była – dajmy na to – Jola Rutowicz??? Bo to mnie więcej te same odniesienia. Tak moi drodzy, McCain to nic innego jak Gosiewski Ameryki, w sferze werbalnej, fizycznej i mentalnej.

Kto z Polaków zdrowych na umyśle powie dzisiaj, że w nadchodzących wyborach prezydenckich będzie głosował na Gosiewskiego?

Dlatego, czy komuś podoba się Obama czy też nie, czy lubi Murzynów czy może nimi pogardza, to w istocie rzeczy nie ma wyjścia. Trzeba kibicować Obamie. Na szczęście nie musimy dokonywać tak kuriozalnych wyborów. Przynajmniej na razie. 

Dodaj komentarz