Graffiti #1

26/10/2008

Słowo na niedzielę:  Boga na sto procent  nie ma. Przestań się martwić i ciesz się życiem. 


Uwaga, niebezpieczni patrioci #2

25/10/2008

Tematyka gejowska jest na topie. Jak nie Heider, to nasz zamierzchły rodak, Warneńczyk. 31 października na krakowskim rynku miały się odbyć uroczystości urodzinowe króla Władysława Warneńczyka. Nie odbędą się, bo król był gejem, a w tym samym czasie Kraków nawiedza obywatel pRezydent i nie wypada, żeby epatować go uroczystościami urodzinowymi pedała. Myślę, że jest to sygnał do rozpoczęcia nowego etapu badań i weryfikacji narodowej historii pod zupełnie nowym kątem. Czas skończyć panowie z IPN z esbeckimi teczkami, zaś na poważnie należy zająć się życiem seksualnym (i moralnym) rodaków, zwłaszcza tych niby zasłużonych. Każdy bohater z pomnika i kart historii, powinien być co rychlej prześwietlony, czy aby w życiu swym nie za bardzo lubił chłopców. Pierwszym podejrzanym niechaj będzie Wojtyła, bo przecież to ksiądz, a wiadomo jak z tymi księżmi bywa. Co drugi to albo pedofil, albo gej. Warto to sprawdzić, nim postawimy kolejny pomnik, nim być może na wyrost ogłosimy go świętym. Bardzo podejrzanym wydaje się kolega król Sobieski i niechaj funkcjonariusze IPN jasno stwierdzą, czy cała ta historia z wielką miłością do Marysieńki nie jest przypadkiem lipą i ściemą i czy Marysieńka to na pewno kobieta. Tym bardziej, że tu i ówdzie słyszy się plotki, o tym, co też ów Sobieski wyprawiał z pojmanymi pod Wiedniem jeńcami, zwłaszcza młodymi i urodziwymi.

Naturalnie podejrzanymi stają się też koledzy tacy jak Dmowski, czy Piłsudski. Złośliwi mówią, że Dmowski nie lubił Żydów tylko tak na pokaz, a prywatnie to bardzo kochał żydowskich chłopców. To pewnie plotka i potwarz, ale czy aby na pewno? Wygląda na to, że był i skończonym chujem i gejem. 

A Piłsudski? Czy ktoś z was da sobie obciąć rękę, czy ten człowiek zakochany w wojsku i koszarach, o mentalności sierżanta, miłość ową nie rozumiał zbyt dosłownie? A ta jego Kasztanka, czy to też nie wydaje się podejrzane, czy nie ociera się to przypadkiem o zoofilię?

Można tu by mnożyć wielkie postaci, lekkomyślnie zapisane w historii złotymi srebrnymi zgłoskami, które niestety należy czym prędzej sprawdzić pod wszelakim kątem. To dla IPN robota na lata, i dalsze usprawiedliwienie dla jego istnienia. Sprawdzać, sprawdzać i jeszcze raz sprawdzać. Nurkować w szambie, weryfikować, grzebać, czy aby przy wielkich zasługach dla ojczyzny, nasi spiżowi bohaterowie nie są też złymi moralnie przykładami dla przyszłych pokoleń. A potem zrzucać z pomników, wykreślać z książek, odbierać emerytury i inne przywileje. „Nie” dla pedałów, narodowym programem uzdrowienia dziejów. 


People who Died #1

24/10/2008

Heider, austriacki pop-prawicowy polityk, zginął tak jak żył, czyli w stanie nietrzeźwym. I kit z tym, nie to jest najważniejsze. Istotniejsze jest to, że ten wzorcowy prawicowy oszołom był gejem, czyli pedałem. No,  niewątpliwie jest to jakaś wiadomość. Dla naszej rodzimej prawicy, zwłaszcza tej z podtekstem faszyzującym, tak moralnej i narodowo-poprawnej, powinien to być sygnał ostrzegawczy. Gorąco bym przeto namawiał owych panów, o których wszyscy wiemy, by przestrzegali pewnych zasad i pilnowali się gdzie i z kim bywają. Przypominam sobie takie zdjęcie na którym taki pan Wojciech Wierzejski paradował pół nagi w towarzystwie młodych chłopców, też nieco przykuso ubranych. Niby nic, niby był tylko na koncercie jakiś neofaszolskich garkotłuków, ale kto go tam w końcu wie. Bo jak taki pan Wojciech zejdzie, albo wywinie inny tego typu numer, to może się zdarzyć, że jakiś utrwalony również na tym zdjęciu wielbiciel, publicznie wyzna, że Wojtuś  „był mężczyzną mojego życia”. I co wtedy? Nie chciałbym mówiąc szczerze, by kolorowe parady gejów i lesbijek, zastąpione były szarymi paradami polityków, też gejów. Ale rozumiem teraz, dlaczego taki choćby LPR, tak zawzięcie walczył z owymi paradami równości. Oni po prostu nie znoszą konkurencji. 


z życia lubieżnych chrześcijan (fuck religion) #3

23/10/2008

Każdy uczciwy Arab i muzułmanin marzy o męczeńskiej śmierci. Wie, że w niebie obok Allaha, który poda mu dłoń na przywitanie i pierwszą szklankę piwa, czeka też na niego 70 z hakiem dziewic, gotowych na wszystko i oczywiście niebiańsko pięknych. Nie za bardzo wiadomo skąd tam te panny się znalazły i co robiły w życiu takiego, że nadal są dziewicami. Choć jak wynika ze szczątkowych doniesień „z tamtej strony”, niektóre przypadki dziewictwa dałoby się być może wytłumaczyć. W każdym razie pamiętajcie drodzy muzułmanie, że jak się ma chujowe i przesrane życie, to bywa, że i czasami po śmierci fart nie dopisuje. 


Kaczy kurnik #2

22/10/2008

Czyli stało się tak, jak stać się miało. Pan Ludwik Dorn został wydymany przez pana Jarosława Kaczyńskiego: bez mydła, bez żelu poślizgowego i bez prezerwatywy. Efektem owego analnego seksu jest pozbawienie pana Dorna członkowstwa w PiS. Nie wiem jak on to biedny przeżyje, tym bardziej, że wydymano go wbrew woli jego, oraz za mówienie prawdy. Bo pan Dorn strasznie naraził się panu Jarosławowi oraz przydupasom jego, za dwa dość barwne określenia, jak najbardziej celne i prawdziwe. Po pierwsze pozwolił sobie publicznie powiedzieć o „susłoizacji partii”, po drugie zaś wspomniał o „dworze sułtana otoczonego enuchami”, mając niewątpliwie na myśli niedawnego kolegę Jarosława Kaczyńskiego i jego durnych kumpli, tak głupich jak ów Suski. Na marginesie: gdyby w muzeum w Sevres chcieli obok wzorca metra przechowywać także wzór ludzkiej głupoty, to pan Suski byłby idealnym kandydatem.

W ten sposób te dwa powiedzonka stały się gwoździem do trumny kolegi Dorna, do nie dawna trzeciego bliźniaka, wiernego sługi kurdupli, który dla nich strasznie się poświęcał udając nawet głupszego niż był w istocie. Teraz dostał wolne.

Co prawda pan Dorn odgraża się iż „on tu jeszcze powróci”, ale nie łudźmy się, to zwykłe sranie w banie. Panie Ludwiku kochany, nie będziesz miał pan do czego wracać. Już niedługo bowiem, jeśli proces czyszczenia partii z elementów rewizjonistycznych w pełni się powiedzie, jedynymi członkami PiS będą Jarosław Kaczyński oraz jego kot w randze sekretarza generalnego. Nie wiem czy taki powrót spełniałby pana życiowo i zaspakajałby  pana co prawda niewielkie, ale jednak jakieś tam polityczne ambicje.  Przestań więc pan zawracać dupę tymi powrotami i zajmij się pan „byciem posłem niezależnym”, jeśli w ogóle po tylu latach tkwienia po uszy w kaczystowskim syfie, rozumie pan jako tako pojęcie „niezależności”.