W Krakowie wyłuskali z grobu generała Sikorskiego. Ot, tak dla rozrywki. Z nudów i z braku lepszych zajęć śledczy z IPN postanowili ustalić, czy Sikorski rozbił się tak sam z siebie, czy może ktoś pomógł mu pożegnać z życiem. Generalnie chodzi o to, by ustalić ponad wszelką wątpliwość, że Sikorskiego zaciukali Ruskie, bo tylko taka opcja wchodzi w grę. Tezę taką z góry założył IPN i teraz postarają się ją udowodnić. Jak? Tego nikt nie wie. No, bo jeśli nawet wyjdzie, że generał zginął w zamachu, to jakim cudem ustali się, że to akurat zamachnęły się te wstrętne Ruski, a nie dajmy na to Angole, Chińczyki, ci od Hitlera albo któraś z kochanek?
A tak w ogóle to na kij jest to nam potrzebne? Kogo normalnego obchodzi dziś, to znaczy 26 listopada 2008 roku, czy i jak zginął Sikorski? A jeśli nawet zatłukli go Ruskie, to czy z tego powodu będziemy dumniejsi, mądrzejsi, lepsi? Będziemy lepiej spali, czy może obłożymy Rosję jakimś wydumanym embargiem na coś? Myślę sobie, że cała ta heca narodowo-martyrologiczna psu na budę się nie zda. Jak już chcą ci naprawiacze historii, prostować wszystko łącznie z bananami, to mogli tego trupa zostawić w spokoju. Wystarczyłoby, wystawić do telewizora jakiegoś dyżurnego eksperta z Kurtyką za plecami i niechaj ten ekspert powie autorytatywnie: tak, naszego wielkiego rodaka do nieba wysłał Stalin z koleżkami. Ustaliliśmy to ponad wszelką wątpliwość. Skąd to wiemy? Chuj wam do tego. Prawda jest taka, jaką ją przedstawiamy. Kto chce niech wierzy, a reszta na drzewo niedowiarki. Naród byłby zadowolony, a Sikorski spokojnie leżałby sobie w grobie.