Kiszczak przyznaje, że bezpieka manipulowała faktami i tworzyła fikcyjnych współpracowników, by uwiarygodnić materiały zdobyte lewymi metodami, lub pogrążyć ludzi na których pogrążeniu im zależało. W ten sposób wiele osób stało się tzw. TW nie mając o tym zielonego pojęcia, aż do dziś, kiedy wziął się za nich niezastąpiony IPN. To swoją drogą zastanawiające. Z jednej strony państwo ustami swych – ponoć – „najzacniejszych” przedstawicieli grzmi o koniczności obcięcia emerytur esbekom oraz dziejowej sprawiedliwości i nie zważając na konsekwencje nawet to prawo próbuje wprowadzić. Z drugiej strony to samo państwo reprezentowane głównie przez IPN, uważa tychże esbeków za najbardziej wiarygodną grupę ludzi jaka kiedykolwiek zaistniała w Polsce. To byli niezwykle sumienni, skrupulatni i uczciwi ludzie, a w związku z tym można w 110 procentach polegać na teczkach które przez lata PRLu stworzyli. Wedle IPN, bezpieka nie mogła fałszować teczek, bo to było wbrew etyce służby. Jeśli więc ktoś w tym układzie „oficer bezpieki – ofiara oficera bezpieki” kłamie, to z pewnością nie jest to oficer bezpieki. Chcąc być sprawiedliwym, nie powinno się dziś zbiorowo karać byłych esbeków zmniejszaniem im emerytur. Wręcz przeciwnie, wielu z nich powinno dostać emerytury wyższe, a prawie wszyscy złote krzyże zasługi. Zwłaszcza za zasługi dla IPNu, bo bez ich teczek, teczuszek i karteluszek, ta kupa politycznego gówna z Kurtyka na czubku, nie miała by żadnego sensu istnienia.