Była pierwsza po południu, może nawet druga, w każdym razie byłem już po kilku napitkach z parasolką, stąd nie do końca dowierzałem temu co przeczytałem. Odczekałem więc trochę, aż pomroczność minie i raz jeszcze sięgnąłem do źródła. Wszystko się jednak zgadzało, nic mi się nie przyśniło, czyli dobrze przeczytałem i zrozumiałem tekst. Otóż pewna pani z Warszawy, lat około z górą czterdziestu, doszła do dramatycznego wniosku. Zrozumiała bowiem, że nie potrafi już dłużej żyć ze świadomością, że jej ukochany mąż, lat nieco ponad trzydzieści, po ślubie nie dostał od niej najcenniejszego daru, mianowicie jej dziewictwa. To „coś” straciła wieki temu, sama już nie pamięta w jakich okolicznościach. W każdym razie ktoś ja puknął, w kim wydawało się jej, że jest zakochana. Teraz zaś ta straszna świadomość „nie mania” tak ja przygniotła do ściany, iż postanowiła dawno przeputaną cnotę odzyskać. Znalazła klinikę, która tę jej cnotkę zrekonstruuje, żeby mogła ją po raz drugi stracić. I na tym w zasadzie kończy się ta cała historia, bowiem reszta, to ckliwy kawałek dla grubych i nieatrakcyjnych miłośniczek seriali telewizyjnych.
Myślę sobie, że to na swój sposób wstrząsające. Będąc kobietą, pewnie byłbym niesłychanie szczęśliwy, że moim największym i najistotniejszym zmartwieniem w życiu jest zagubiona przed laty cnota. Ale już nie chciałbym być tak naiwny, żeby wierzyć, iż wczepienie przez chirurga kawała celofanu, cofnie i przeniesie w niebyt fakt niezaprzeczalny, że cnota może kiedyś była, ale się zmyła. Można też się zastanawiać kto tu pani Dorotce bardziej mógłby pomóc: chirurg czy psychiatra, ale w gruncie rzeczy to nie moja sprawa, a tym bardziej, to nie moja cnota. Znam kilka, a może nawet kilkanaście kobiet (część osobiście), które sporo by dały, aby cnotę stracić i to jak najszybciej, o ile możliwe – nie chirurgicznie. Ot, tak po ludzku, w łóżku, w kiblu na dworcu, w wagonie sypialnym, byleby z facetem. I co? I nic!
W ramach obowiązkowej terapii, panią Dorotkę można by skierować na konsultacje do posłanki Szczypińskiej. Ona by jej pewnie wytłumaczyła (toż to służba zdrowia), że nie jest problemem kobiety 40-letniej brak cnoty, problemem takiej kobiety jest mieć cnotę nadal (pani poseł coś o tym wie).