Funcalifornication #3

26/12/2008

Sceneria: kościół, puściutki jak zawsze, tuż obok ołtarza…

On: Chodzi o to, że przechodzę kryzys wiary. Krótko mówiąc – nie potrafię pisać. A to straszny kanał, bo jestem pisarzem. Zawodowym pisarzem, a nie potrafię wyprodukować nawet cholernego orzeczenia.

Zakonnica: Zwykle zalecałabym ci kilka „ojcze nasz” i parę zdrowasiek. Ale to może nie załatwić sprawy. Może zrobię ci loda?

On: Hmmm?

Zakonnica: Loda. Pomoże ci to?

On: Chcesz mi zrobić loda?

Zakonnica: Twój kutas sam się nie obciągnie

On:  Nie…, ale jesteś… zakonnicą. Zajebistą zakonnicą…!

bognasnienawidzi_2_081226


Personal Messages #12

25/12/2008

Jak to zwykle w święta bywa, wybrałem opcję czym dalej tym lepiej. Powodów jest kilka. Po pierwsze lepsze jest pełne słońce i ciepły piasek, od wszechotaczającego, szarego syfu, nawet ze śniegiem w tle.

Po drugie: nie ma nic gorszego, niż wpatrywanie się w mulastego, ościstego karpia, z natury rzeczy bez smaku i dzielenie się jakimś białym waflem, zwłaszcza gdy w pobliżu nie ma grama masła i nawet ociupiny dżemu. Reszta się nie liczy, bo te dwie rzeczy są w stanie popsuć apetyt na co najmniej miesiąc.

Po trzecie: lubię się ruszać, ale w święta musiałbym siedzieć bykiem w domu. Bo ani nie ma gdzie iść, a i jechać gdziekolwiek strach, bo na drogach grasować będę bandy pijanych w trzy dupy katolików, świętujących wedle zasady: „bania od śniadania”. Oczywiście zakładam, że mogę zostać kiedyś rozjechany, ale dlaczego akurat przez jakiegoś pijanego chuja wracającego z pasterki.

Po czwarte: święta poza krajem, to pewność, że nie zobaczę prezydenta z jego orędziem, prymasa z jego orędziem, Kevina samego w domu lub zagubionego w Nowym Jorku, filmu o papie Wojtyle, montażu kolęd od których słychania tylko przewraca się żołądek. Nie muszę też „bywać”, wśród znajomych rodziny i bliskich, co generalnie jest bezcenne i wydłuża życie co najmniej o rok. O nerwach nie wspomnę.

Po piąte: mogę robić co mi się podoba, słuchać co mi się podoba, żreć co mi się podoba i na co mam ochotę, bez oglądania się na zakazy, nakazy i to co wypada lub nie wypada.

Po szóste: mam szanse odpocząć, bo nie kieruje się zasadą: „boże niech to wreszcie się skończy i niech wreszcie pójdę do roboty”, tylko dużo rozsądniejszą: „boże niech to jeszcze trwa, nie chce już wracać do tego pierdolonego kraju”.

Po siódme: każdy dzień bez rodaka w pobliżu, to dwa dni życia więcej w przyszłości

Po ósme i ostatnie: no i co za widoki obok mnie…

plaza_081225


Personal Messages #11

24/12/2008

Nie ma co kryć: od dziś zaczynają się święta. Przynajmniej dla Was, bo dla mnie zaczynają się wakacje. Szanuje wasze uczucia (zwłaszcza te religijne) i w związku z tym dziś przynajmniej nie będę przeklinał i używał obelżywych słów. Tak, jestem tolerancyjny i potrafię odpuścić. Życzę wam wszystkiego dobrego i bogatego Mikołaja, Chociaż…, nie… Niech ten cały Mikołaj będzie skończonym gołodupcem i biedakiem, byle byście wy byli bogaci.

wesolych-swiat_081224


Kaczy kurnik #6

23/12/2008

Nie przesadzałbym z tym potępieniem. Co niektórzy przyczepili się bowiem do PiSu, że zorganizował sobie tzw. „opłatka”, wdając na to 28 tysi. Zaś największy ich grzech jest taki,  że sama gorzała kosztowała 3570 zetów. Tymczasem to pozory, żeby nie powiedzieć: suchy zakon. Bo jeśli weźmie się pod uwagę, że na spotkaniu było 250 parlamentarzystów, to na łeb wypada 14,28 złotego. Ile wódki można się napić za takie grosze? Raczej niewiele.

Ja rozumiem, że nie wszyscy piją. Taki Kaczyński nie pije, bo mu potem nie staje, taki Putra też nie pije, bo mu potem za bardzo staje (i wąsy mu wypadają), Kurski nie pije, bo jeździ z konwojem policyjnym do Gdańska (po prostu nie wypada być nawalonym), Kuchciński pił ale teraz nie pije, bo mu nie wolno, Brudziński nie pije bo mu się ręce trzęsą i wszystko wychlusta nim chluśnie, a Cymański też nie pije bo mu mama nie pozwala… Oczywiście jest też kilka egzemplarzy, którzy walą za dwóch, albo trzech. Taki na przykład Karski jak nie walnie flaszki z gwinta, to za chiny nie wsiądzie do samochodu, a tym bardziej meleksa. Gosiewski też może raczej sporo, ale to nie tyle widać, co słuchać jak mówi. Nie wspomnę już o Suskim, który sprawia wrażenie jakby opłatkiem dzielił się codziennie, od rana do wieczora, od poniedziałku do niedzieli. Reasumując, spodziewałbym się mimo wszystko, że tej wódy w PiSie powinno iść dużo więcej (mają parę robaków do zalania), a nie tylko za jakieś marne trzy tysie z hakiem. Więc proszę raz jeszcze, nie przesadzajmy.

Raczej przyglądajmy się PSLowi. Bo oni jak zwykle z cicha pękaci. Oficjalnie na wódeczkę wydadzą oszczędnie, 5 złotych na ryja, ale  przecież każdy z nich to rolnik pełną gębą. Na pewno samogon w stodole przemysłowo produkuje. I w związku z tym na opłatku schemat jest następujący: ćwiarteczka ze sklepu, bańka na mleko ze stodoły. Jakby co jednak, rachunki są w porządku, nikt paluchem nie pokaże. 


Żurnaliści i cykliści #3

22/12/2008

Widzę (i czytam) że redaktor Skworz, naczelny Press, jest niezadowolony. Jego irytację wywołał tekst Pacewicza z Wyborczej, kwestionujący sens całego tego cyrku pod hasłem „wybieramy dziennikarza roku”, za którymi to jasełkami właśnie Press stoi.  Irytacja jest tym większa, iż Pacewicz dowodzi, że można szanownemu laureatowi Rymanowskiemu przypisać wszystko lub prawie wszystko, ale na pewno nie tytuł dziennikarza roku. Niestety, Pacewicz ma rację!

Rymanowski jest bowiem typowym przedstawicielem najliczniejszej grupy dziennikarskiej we współczesnej Polsce. Sprawnych, dobrze prezentujących się na wizji ludzi, o raczej pobieżnej wiedzy i nieskomplikowanym charakterze. Wielu rzeczy nie są w stanie pojąć, ba, nawet ich to nie obchodzi, natomiast wiedzą doskonale jedno: muszą tworzyć widowisko za wszelką cenę. Liderzy (czytaj: bardziej znane chwilowo twarze tej kasty) to między innymi Sekielski, Morozowski, Gawryluk, no i choćby ów Rymanowski, na którego akurat w tym roku padło. Nie wymieniam celowo Olejnik, bo ona pochodzi z czasów, kiedy trzeba było mieć choć odrobinę oleju w głowie.  I nie sądzę, żeby ktoś kto choć raz oglądał taki czy owaki program prowadzony przez pana Rymanowskiego, miał wrażenie,  a i zdanie,  inne niż Pacewicz. Tak, to nawet sympatyczna, ładnie ufryzowana i umalowana, acz nakręcona kukiełka. Nie mówmy więc o dziennikarzu tylko szołmenie, sprawnym  odtwórcy napisanej wcześniej roli. Jest to jakaś profesja ale nie dziennikarstwo. Prawdziwi dziennikarze, a tacy są, niestety, a może na szczęście nie biorą udziału w imprezach o dętej reputacji. Redaktor Skowrz w pełnym oburzenia oświadczeniu pisze:

„Dziennikarska praca Bogdana Rymanowskiego nagrodzona w głosowaniu 58 polskich redakcji broni się sama. Bronią go też ci, którzy go znają z Radia Kraków, RMF FM, TVP, Telewizji Puls, TVN-u i TVN 24.”

Tyleż święta prawda co i gówno prawda. Bo w zasadniczej swej masie owe 58 redakcji składa się z rymanowsko-podobnych.  Trudno, żeby zające głosowały na wilka.