People who Died #4

31/01/2009

 

laghi_090131Agencje donoszą ————– (Rzym) Kilka dni temu zmarł Pio Laghi, jeden z najwybitniejszych dyplomatów Watykanu. Obok zasług dla Kościoła miał w życiu karty ciemne. Jak milczenie wobec zbrodni argentyńskiej junty wojskowej.

[Na zdjęciu obok: Pio Laghi to ten z prawej w towarzystwie jednego ze swych promotorów]

Z pewnym opóźnieniem dowiedzieliśmy się o śmierci owego „wybitnego watykańskiego dyplomaty”. Argentyńczycy wspominają go niczym zły sen. Od początku usprawiedliwiał juntę. Była dla niego zastępem „szlachetnych rycerzy toczących bój o ocalenie ducha narodowego i chrześcijańskiej cywilizacji przed komunistyczną nawałą”. Pan „wybitny dyplomata” był więc w wielkiej przyjaźni z dygnitarzami junty, miał też stały dostęp do katowni, donosił na ludzi, a w oficjalnych wypowiedziach chwalili rządy wojskowych za “odsiewanie ziarna od plew”.  Tak samo zresztą zachowywał się cały kościół argentyński , do dziś będący kłębowiskiem szuj i wrednych patafianów. Wieść o zgonie pana kardynała była podobno dla herr Benedykta “duchowym wstrząsem“. Dla nas na szczęście nie był to „wstrząs”, co najwyżej ulga. 


Kaczy kurnik #9

31/01/2009

Adam Bielan lubi jak nazywają go spin-znachorem. Co prawda on sam uważa się za doktora, no, ale znachor też brzmi nieźle. O tym, że jest znachorem świadczą jednak fakty. Mówi o to ten samotny (jak to w PiSie), masturbator słowa:

„Mam nadzieję, że Polacy zatęsknią za premierem, który wiedział, czego chce, potrafił podejmować trudne decyzje, które nawet kosztowały go utratę władzy, gdy wymagały tego zasady. A nie premiera, który w czasie kryzysu jeździ na narty, nie potrafi zrezygnować z trzydniowych weekendów i nie informuje ani opinii publicznej, ani Sejmu o prawdziwej sytuacji”.

Mocne, ale bez sensu. Jedyne za czym Polacy tęsknią, to żeby Kaczyński wreszcie się ożenił i jechał w pizdu w długą podróż poślubną. Już nawet nieważne z kim się ożeni: z Jolką, Adamem, Krysią, czy Zenonem, byleby tylko zniknął z oczu. My Polacy, a także wszelkiego sortu Sprzedawczyki sponsorowane przez brooklyńskich Zydów, nie chcemy również pana Jarosława nadmiernie fatygować. Niechaj już nie zostaje premierem i broń boże niechaj nie podejmuje żadnych trudnych, ani łatwych decyzji. Generalnie odsuńmy go od podejmowania jakichkolwiek decyzji, zwłaszcza w naszym imieniu. Nie chcemy też jego zasad, bo od zasad wolimy kwasy. Jedyne z czym jesteśmy się w stanie zgodzić, to fakt podkreślany przez Bielana, ze Jarosława K. nie wyjeżdżą na trzy dni na narty. Nie wyjeżdżą, bo nie umie jeździć. Nie pije też wódki, bo nie dostaje do stolika. 


Pensjonariusze z Tworek #3

30/01/2009

 

wolniewicz_090129Nic tak nie poprawia humoru i wprowadza w dobry nastrój, jak ujrzenie po długim niebycie ulubionej postaci. Otóż wczoraj koło północy w dyskusji  TV Kultura poświęconej karze śmierci, pojawił się pan profesor Bogusław Wolniewicz.

* Info dla niewtajemniczonych numer jeden: Wolniewicz to filozof i logik działający wbrew logice, skumany od lat z katopolactwem i wszelkiego rodzaju innymi zboczeniami,  począwszy od Radia z Twarzą a na Naszym Dzienniku skończywszy.

* Info dla niewtajemniczonych numer dwa: pan profesor Wolniewicz jest dlatego moim ulubieńcem, bo to on właśnie wymyślił teorię wedle której,  Polskę atakują  bezustannie i bez przerwy Sprzedawczyki podżegane i finansowane przez brooklyńskich Żydów. Dzięki więc szanownemu panu profesorowi mój blog ma motto takie jakie ma. Przyznacie więc, że nie da się nie lubić,  czy ignorować takiej postaci.

Z przyjemnością też stwierdzam, że pan profesor żyje i ma się dobrze, choć już nie tak dobrze. W programie który oglądałem, pan profesor najczęściej przysypiał, by budząc się na chwilę, wykrzykiwać  inwektywy kompletnie nie na temat skierowane do osób nie tyle będących w studiu, co raczej w jego przerwanym przed chwilą śnie. Potem znów zapadał w krótką drzemkę, z której wytrącał go łokciem nie znający litości prowadzący dyskusję. I to nawet było zabawne. Tyle, że do dziś dojść nie mogę, co chcieli osiągnąć autorzy sadzając na kanapie oryginała uchodzącego może w TV Trwam, ale nie w programie mającym w nazwie słowo Kultura. Nie ten cyrk i nie te małpy. 


Wojtyła superstar #3 + Przypadki beznadziejne #6

30/01/2009

Jest taki obywatel, z brodą i w czarnej kiecce, który nazywa się Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Być może jest to człowiek któremu należy współczuć. Trudno bowiem znaleźć kogoś tak upierdliwego i tak nakręconego, w sprawie w praktyce nie mającej żadnego znaczenia. Rzec można więc,  że to jednostka chorobowa, po wielokroć zdiagnozowana, w potocznym języku zwana „pierdolcem”. Współczujemy jego kolegom i znajomym, jego rodzinie, a także żonie lub kochance, ale fakty mówią same za siebie: wasz ulubieniec wymaga leczenia. To samo zresztą twierdzi wielu przedstawicieli kościoła, tyle że ich intencje są zgoła inne. Ich wkurwia przede wszystkim to, że w świetle „badań” i teorii księdza Zalewskiego, 99% rodzimych hierarchów, a także pomniejszego planktonu, w kraju i zagranicą, to agentura komunistycznej bezpieki. I ta teoria (czasami bardzo przekonująca) im się nie podoba, bo przecież oni wszyscy są czyści i poza podejrzeniami, co nawet Watykan stwierdził specjalnym dokumencie. A ten „brodaty chuj” (jak wyraził się o księdzu jeden z biskupów) ciągle ryje nie zauważając,  że z woli boga sprawa jest już zakończona. Trudno więc orzec co jest gorsze – ewidentnie sfiksowany Zalewski, czy może kłamiący w żywe oczy w każdej sprawie biskupi i ich wierni podwładni.

Ksiądz Zaleski nie zrażając się jednak opinią swoich zwierzchników, dalej ryje czyli szuka. Ostatnio znalazł kolejnego agenta w Watykanie, który przekazywał informacje o papieżu i innych ważnych duchownych w Watykanie. Gość miał ksywę „Prorok” i działał wedle ustaleń naszego Holmesa od końca lat 70 do końca lat 80. Zbierał wszelkie informacje dotyczące papy: jego rozkładu dnia, koloru majtek, stanu skarpetek, ilości wizyt w kiblu, tudzież koloru atramentu którym papa pisał swe słynne dzieła literackie. To straszne przestępstwa, biorąc pod uwagę, że polski papież lada moment, czyli najprawdopodobniej jeszcze pod koniec tego wieku zostanie świętym. Czekamy na dalsze informacje kięże detektywie, a zwłaszcza interesuje nas, czy aby prymas Glemp nie był w przeszłości tajnym agentem Mossadu. 


Very fuckin’ Poland #17

29/01/2009

Mówią, że armia, w tym ich minister, się burzą. Nie chcą cięcia wydatków, a najbardziej już nie chcą zmian w ustawie emerytalnej. Wedle Klicha i jego kolegów w mundurach, żołnierz to jest obywatel szczególnej kategorii, któremu należą się arcy specjalne prawa i przywileje. Za co? Za nic nie robienie!

Taka jest bolesna prawda moi drodzy. Utrzymujemy chyba z 80 tysięcy oficerów i podoficerów (mówię o tych „podpadających” pod ową ustawę emerytalną), totalnych darmozjadów, panów  (trafiają się i panie) siedzących cały dzień z biurkiem niczym byle jaki urzędas. I teraz ktoś chce mnie przekonać, że ta armia to wielka sprawa, że trzeba na nią wydawać (wyrzucać w błoto) miliardy złotych, że ci ludzie tak strasznie tam zapierdalają, że należy im się wysoka emerytura już po 15 latach? Czym się różni policjant od żołnierza? A no tym, że policjant czasami, z kłopotami bo z kłopotami, ale zrobi coś dobrego. Złapie złodzieja, bandziora z osiedla, udupi psychopatę. A co dobrego i użytecznego robi żołnierz? Dba o nasze bezpieczeństwo? Gówno prawda. To teoria niesprawdzalna, iluzoryczna, czyli sranie w banie. Po co te ciągłe szkolenia, te udawanie, te bezpodstawne poczucie misji, po co te grube pieniądze wywalane w błoto na ich zabawki, na ich dobre samopoczucie? Po co to wszystko? Tylko po to, żeby paru kolesi mogło sobie jechać za nasze pieniądze na nie naszą wojnę i nie w naszym interesie  i zabijać ludzi, którzy akurat nam nie są nic winni.

I nie mówię tu, żeby armii nie było. Niechaj będzie, ale na równych prawach z innymi.  I nie sto pięćdziesiąt tysięcy darmozjadów z niepohamowanym apetytem i aberracyjnym wyobrażeniem o swojej misji. Dwadzieścia tysięcy w zupełności wystarczy. Ostatecznie nie każdy musi być inteligentem.