Very fuckin’ Poland #17

Mówią, że armia, w tym ich minister, się burzą. Nie chcą cięcia wydatków, a najbardziej już nie chcą zmian w ustawie emerytalnej. Wedle Klicha i jego kolegów w mundurach, żołnierz to jest obywatel szczególnej kategorii, któremu należą się arcy specjalne prawa i przywileje. Za co? Za nic nie robienie!

Taka jest bolesna prawda moi drodzy. Utrzymujemy chyba z 80 tysięcy oficerów i podoficerów (mówię o tych „podpadających” pod ową ustawę emerytalną), totalnych darmozjadów, panów  (trafiają się i panie) siedzących cały dzień z biurkiem niczym byle jaki urzędas. I teraz ktoś chce mnie przekonać, że ta armia to wielka sprawa, że trzeba na nią wydawać (wyrzucać w błoto) miliardy złotych, że ci ludzie tak strasznie tam zapierdalają, że należy im się wysoka emerytura już po 15 latach? Czym się różni policjant od żołnierza? A no tym, że policjant czasami, z kłopotami bo z kłopotami, ale zrobi coś dobrego. Złapie złodzieja, bandziora z osiedla, udupi psychopatę. A co dobrego i użytecznego robi żołnierz? Dba o nasze bezpieczeństwo? Gówno prawda. To teoria niesprawdzalna, iluzoryczna, czyli sranie w banie. Po co te ciągłe szkolenia, te udawanie, te bezpodstawne poczucie misji, po co te grube pieniądze wywalane w błoto na ich zabawki, na ich dobre samopoczucie? Po co to wszystko? Tylko po to, żeby paru kolesi mogło sobie jechać za nasze pieniądze na nie naszą wojnę i nie w naszym interesie  i zabijać ludzi, którzy akurat nam nie są nic winni.

I nie mówię tu, żeby armii nie było. Niechaj będzie, ale na równych prawach z innymi.  I nie sto pięćdziesiąt tysięcy darmozjadów z niepohamowanym apetytem i aberracyjnym wyobrażeniem o swojej misji. Dwadzieścia tysięcy w zupełności wystarczy. Ostatecznie nie każdy musi być inteligentem. 

Dodaj komentarz