To jedna z najgorszych wiadomości jaka dotarła do mnie ostatnimi czasu. Z sejmowego hotelu zniknął alkohol!!! Nie będzie go w knajpie, barkach, nigdzie; suchy zakon. Wiadomość jest nie dlatego straszna, że wreszcie parlamentarzyści będą trzeźwi, tylko dlatego, że w okolicy jak na razie nie ma żadnej przyzwoitej meliny. Ponieważ każdy poseł rano (no, prawie każdy) jest na potężnym kacu, więc w tej sytuacji problematyczne może być rozpoczęcie jakiegokolwiek posiedzenia. Do tej pory schemat był dość prosty i czytelny: o 9 rano, krawacik na szyję, ciemne okulary na pysk i do barku marsz. Tam pięćdziesiątka jedna, druga, a jak trzeba to i trzecia, a potem azymut na salę obrad. Tam godzinka snu, potem piwko dla równowagi i wyrównania poziomu elektrolitu i w ten sposób połowa ciężkiego dnia parlamentarzysty była z głowy. Teraz zaś dupa blada. Co prawda o 9 znów krawacik i ciemny okular na pysk, ale kurwa gdzie tu się napić gorzały? Najbliżej Sharaton, ale z tą nędzną pensją posła tu się długo nie pociągnie. Więc może wyprawa na Mokotowską? Tam taniej ale i dalej, tyle że w między czasie zrobiła się już dziesiąta, a na sali obrad ni kuta, ani jednego parlamentarzysty, bo wszyscy leczą w okolicy kaca. Wszystko się więc przedłuża, plącze i komplikuje a za ten stan rzeczy, za ten bałagan i zużyte buty posłów zapłacimy my. Do dupy z takim interesem! Do dupy z taką prohibicją!
People who Died #5
23/02/2009
Agencje donoszą ————– (Warszawa) Dziś zmarł Franciszek Starowieyski, jeden z najwybitniejszych przedstawicieli polskiej szkoły plakatu. Miał 79 lat. Był znanym malarzem, rysownikiem, grafikiem, twórcą plakatów, scenografii teatralnej i telewizyjnej.
Poza obrazami i plakatami najbardziej zapadł mi w pamięć słynnym powiedzeniem: „Cyc nie kutas, nie musi sterczeć, może dumnie zwisać”. Reszta się nie liczy, bo cóż dziś się liczy…
Nie takie rzeczy bóg wybacza #6
23/02/2009Drodzy parafianie, nim w kolejną niedzielę stadnie pójdziecie na mszę, a może nawet w przypływie szału się wyspowiadacie, to wiedzcie jakie są najczęstsze grzechy przez was popełniane. Aż mnie zmroziło, gdy przeczytałem o tych waszych niecnych występkach. Przez grzeczność zacznę od kobiet. Otóż drogie panie, niezłe z was żmije. Waszym najczęstszym grzechem są bowiem pycha, zazdrość i gniew. Stawia was to drogie istotki w zupełnie innym świetle, bo – szczerze mówiąc – spodziewałbym się dużo bardziej wyrafinowanych grzechów. Tymczasem mamy standard, nudę i kompletny brak finezji. A gdzie seks oralny, analny i golenie małża? Więc albo te badania są do dupy, albo pod uwagę brano spowiadające się paniusie w wieku lat 70 i więcej. Z panami jest nieco lepiej, bo oni najczęściej grzeszą nieczystością, obżarstwem i lenistwem. Z tymi dwoma ostatnimi grzechami wszystko jest w normie i okey, bo któż z nas drodzy panowie, nie lubi sobie podeżreć a potem poleżeć do góry fiutem.
Nieco gorzej jest z tą nieczystością.
No właśnie, zastanawiam się co kryje się pod pojęciem owej „nieczystości”? W pierwszym odruchu pomyślałem sobie, że rzecz w tym, iż panowie gremialnie i dość powszechnie się nie myją, czyli nie używają mydła. Potwierdzały by to nawet polskie obserwacje, gdzie obojętnie jaki chłop stanie obok ciebie w sklepie (autobusami na szczęście nie jeżdżę), to capi niemiłosiernie potem, papierochami, niemytymi kłami, moczem i przetrawioną kapustą. Szybko jednak polazłem po rozum do głowy, i skumałem, że kościołowi chodzi w tym wypadku o inny rodzaj „nieczystości”. O tarzanie się w grzechu niemoralności, o dupczenie na prawo o lewo i wydawanie kasy na dziwki i kochanki zamiast na tace księdza proboszcza w tak miłe przedpołudnie jak wczoraj Podoba mi się taki stan rzeczy, bo osobiście uwielbiam żyć w „nieczystości”, tej najcięższego kalibru, tej nie do zaakceptowania przez pana boga. Uczciwy jestem o tyle, że nie łażę do kościoła i nie opowiadam pierdol jakiemuś zamkniętemu w szafie ciulowi, jaki to byłem zły i jak teraz mam zamiar się poprawić i zmienić swe parszywe życie.
PS. Raport na temat grzechów opracował nijaki Roberto Busa, 95-letni jezuita, a opublikował “L’Osservatore Romano”. Pozytywne w tym wszystkim jest to, iż coraz więcej „wiernych”, unika przychodzenia do spowiedzi uznając to za niepotrzebne i niczemu nie służące zawracanie dupy.
Opublikował/a revelstein
Opublikował/a revelstein 
Opublikował/a revelstein 