Po wielokroć na tej stronie dawałem upust swej frustracji, spowodowanej agenturalno – przestępczą działalnością tzw. kościoła. Jednak jak frustracja nieco minie i spoglądam na to spokojniej, to myślę sobie, że zupełnie niepotrzebnie się denerwuję. Owej działalności bowiem absolutnie nie należy krytykować, a co najwyżej ze wszech sił ją wspierać. Bo znajduje tu zastosowanie stara prawda, że im gorzej tym lepiej. Im bardziej i częściej kościół daje dupy, tym lepiej dla nas, tym szybciej pogłębia grób w którym za chwilę się położy. Apeluję więc z dzisiejszej ambony, by ze wszech sił wspierać kościół i jego funkcjonariuszy w wysiłkach samozagłady. Trzymajmy za nich kciuki i módlmy się (jeśli ktoś jest wierzący acz niepraktykujący), aby wyobraźnia i fantazja biskupów Głódzia, Michalika, Pieronka, Dziwisza, i całego stada dla mnie bezimiennych ajatollahów, dalej kwitła i rozwijała się ku uciesze nas sprzedawczyków i dla dobra zahukanego nieco, acz bohaterskiego narodu znad zasyfionej Wisły, Odry i Bugu.
PS. Jeśli przyjąć, że prawdą jest stwierdzenie papieża, iż „wstrzemięźliwość seksualna daje lepsze efekty w zapobieganiu HIV, niż rozwiązłość z częstym używaniem prezerwatyw”, to proponuję, by papież i jego liczni koledzy „naprawę moralności” rozpoczęli od siebie samych. Niech czym prędzej Benedykt, zacznie tłumaczyć księżom, by wreszcie stali się wstrzemięźliwi. Zwłaszcza w stosunku do dzieci i kolegów. Z bogiem obywatele i amen.