Myślę, że w ciągu ostatnich dni jedna sprawa stała się jasna i niepodlegająca dyskusji: prezydent jako pierwsza osoba w państwie nie może dostawać instrukcji. To się nie godzi i tego nie przewiduje żaden protokół, że o dobrych obyczajach nie wspomnę. Jeśli już ktoś śmie pouczać prezydenta, to niechaj sobie już teraz wybije do łba, że nie z Kaczyńskim takie numery. Rząd jeśli w tej sprawie w ogóle miał coś mądrego do powiedzenia, to powinien łaskawie przedstawić swoje stanowisko, które rzecz jasna pan prezydent mógł wziąć pod uwagę, albo też najnormalniej podetrzeć sobie nim dupę. Czyli innymi słowy: instrukcje to może wydawać pan prezydent, a premier czy nie daj boże jakiś minister, mogą co najwyżej leżeć na prezydenckiej wycieraczce i merdając ogonem łasić w oczekiwaniu na miskę zupy.
Myślę sobie też, że to nie koniec kłopotów i nieporozumień na tle „instrukcji”. Bo wyobraźmy sobie, a wcale to nie jest takie trudne, że pan prezydent Kaczyński odchodzi na emeryturę. Także jako emerytowanemu prezydentowi, oprócz ochrony i sowitej kasy, należy mu się również tak zwany szacunek. I cóż to będzie za obciach i awantura, jak ów pan prezydent pojedzie kupić choćby pralkę, a tam oprócz wymarzonej maszyny, w komplecie wręczą mu również… „instrukcję obsługi”! A nie daj boże, jak to będzie pralka niemiecka i niemiecka rzecz jasna instrukcja, choć polskojęzyczna. Proponuje więc, by uniknąć skandalu, od dziś już wszelkie urządzenia wyposażać nie w żadne tam instrukcje, tylko „stanowisko producenta w sprawie bezpiecznego używania pralki Berta”. Jest prawie pewne, że prezydent zgodnie ze swym zwyczajem i tak to zleje, ale jest też szansa, że zamiast wtyczki do kontaktu włoży dwa palce. I to będzie dobra decyzja!