Warszawę znów nawiedziła liczna banda przedstawicieli „klasy robotniczej”. Było jak zwykle: jak najwięcej zniszczyć, potłuc, powywracać, dać upust nakręconej sztucznie frustracji. I żaden z tych często gęsto podpitych półgłówków nawet przez moment się nie zastanowił, że to nie jego miasto i nikt go tu nie zapraszał. Jak sobie chcą robić kipisz, to proszę bardzo, ale najlepiej na swojej ulicy i pod własna bramą czy oknem. W Szczecinie jest parę ulic do poganiana się z policją i jest też trochę szyb do wybicia. Na drugi raz róbcie to więc u siebie. Przeproście i Spierdalajcie.