Droga Rebe
Otóż śpieszę Ci donieść, iż zamierzam kupić jakąś wyspę, może być nawet na mazurskim jeziorze, nie za dużą jednak i nie za daleko, żeby z transportem nie było kłopotów. I jak już się skończą te europejskie wybory, to wtedy przy pomocy ludzi dobrej woli, zagospodaruję jakoś tych wszystkich narodowych wypierdków. Niech sobie na tej wyspie w spokoju budują Wielką Polskę. Wystarczy z dwieście metrów kwadratowych suchego gruntu, by pomieścić te wszystkie spady: Naprzódpolaków, Weszpolaków, Libertasów, alkoholków z LPRu, tudzież resztówki monarchistów, faszystów i zapierdzianych ultra-kato-konserwatystów. Niech sobie tam zrobią Wielką Polskę, od morza do morza (od brzegu do brzegu), Wielki Sejm (może być czteroletni), i niechaj wybiorą Wielkiego Prezydenta i koronują go potem na króla. Nic to. Niech się bawią. Do jeziora wpuści się krokodyle, a wtedy żaden wpław nie przepłynie i dupy ponownie nie będzie zawracał. Ot, taka to Rebe idea, żeby po całkowitą kontrolą (także lekarsko-psychiatryczną) wielcy Polacy budowali Wielka Polskę na małej wyspie. Z dala od nas i za całkowicie prywatne pieniądze.