Warszawa ma mieć ulicę Żołnierzy Wyklętych, a może Przeklętych… w każdym razie jakieś takie kolejne dziwactwo. Ci którzy mieszkają przy obecnej Wrocławskiej są wkurwieni na maksa. Bo komuż przeszkadza nazwa „Wrocławska”? Czy w tej nazwie jest coś niestosownego? Radnych PiS to nie obchodzi, oni chcą mieć tych przeklętych żołnierzy. Tak dla zasady, żeby racja była po ich stronie.
Powiem tak: przy Wrocławskiej nie wstyd mieszkać. Natomiast przy całych tych żołnierzy to już może być obciach. Gloryfikowanie żołnierzy zbrojnego podziemia, odbywa się za wiedzą i przyzwoleniem tych, którzy tamtych czasów nie pamiętają, i nie mają bladego pojęcia o ówczesnych uwarunkowaniach. Tymczasem, dla ludzi którzy musieli żyć w rejonach działania tych „żołnierzy wyklętych”, byli to najczęściej zwykli bandyci. Owszem, od czasu do czasu wytropili znienawidzonego czerwonego (przynajmniej w ich ocenie), ale na co dzień głównym ich zajęciem było łupienie miejscowych, próbujących im przeciwstawić, próbujących ochronić resztki i tak marnego swojego dobytku. Jak się miało jedną krowę, czyli coś, to trudno jej było nie bronić przed najbardziej nawet dumnymi żołnierzami, nawet z orzełkiem w koronie. A ci „dumni” dziś „wykleci” bez oporów rabowali co się dało wycierając sobie gębę ojczyzną, odmienianą na wszelkie możliwe sposoby. W dużym skrócie i pewnym uproszczeniu tak to wyglądało. Dziś za ów „wysiłek patriotyczny”, nagradza się ich ulicami, zaś mieszkających przy tych ulicach karze się adresem, na którego samą myśl można się wyrzygać.