Z zainteresowaniem, ale też ze zrozumieniem przyjąłem fakt, iż w miniony czwartek sejm świętował 10-lecie nawiedzenia przez papieża J2P. „Zostaliśmy w sposób wyraźny wyróżnieni jako parlamentarzyści tym, że po raz pierwszy w historii papież spotkał się w Sejmie z politykami ponoszącymi odpowiedzialność za państwo” – mówił podniecony marszałek Komorowski. Inni padali na twarz i na klęczkach czołgali się pod wielkie zdjęcie papieża przytwierdzone w holu na ścianie. W tym świętym miejscu ustawiono też fotel w którym to dziesięć lat temu papa usadził swoje cztery litery. Można w nim i teraz zasiąść, choć pod warunkiem przedstawienia straży marszałkowskiej zaświadczenia o spowiedzi. Ochroną został też otoczony kibel w którym podówczas nasz (wasz) wielki rodak był łaskaw się wysikać. Ochrona polega miedzy innymi na tym, iż stosować się w nim teraz będzie nowsze i droższe dezodoranty, bardziej wydajne o bardziej intensywnym zapachu. Od dziesięciu bowiem lat, kibel nakazem prezydium egzystuje w stanie „nienaruszonym”, to znaczy, że z szacunku dla wielkiego gościa nie wolno w nim nic ruszać, ani tym bardziej myć. Capi przeto niemiłosiernie, ale to święty zapach jak najbardziej. Kult wymaga ofiar i odpornych nozdrzy. Planuje się iż jeszcze w tej kadencji w miejscu pisuaru ceramicznego ustawiony zostanie pisuar marmurowy wyrzeźbiony na obrysie krzyża. Trzymamy kciuki.