Po raz kolejny wzruszony jestem postawą papieża Benedykta XVI. Ów mianowicie przesłał telegram gratulacyjny arcybiskupowi Juliuszowi Paetzowi z okazji 50. rocznicy święceń kapłańskich. Jak wynika z telegramu, Paetz jest „czcigodnym bratem” o wielkich niesłychanie zasługach dla kościoła. To on ciężko pracował nad duchowym rozwojem wiernych i pobożnie im służył. Fakt to niezaprzeczalny. Wielkie zasługi arcybiskupa odnotować należy zwłaszcza na polu zbliżania się do siebie wiernych jednakiej płci, ze szczególnym uwzględnieniem braci kleryków, których Paetz kochał miłością nieokiełznaną i wielką, rzecz można dozgonną. Zmęczony „pracą naukową” odszedł na wcześniejszą, wymuszoną nieco emeryturę, wszystko w trosce o dalsze jego zdrowie, tudzież zdrowie kleryków. Wielu z jego uczniów, zwłaszcza tych zafascynowanych metodami badawczymi arcybiskupa, dziś jest pewnie księżulkami pełną gębą, krzewiącymi w narodzie kult miłości brata swego jedynego, bez ducha świętego, amen. I pamiętając przeto o dorobku dobrodzieja Paetza, papież Benedykt, chyli przed nim czoła, prosząc o więcej. Proszę panów kleryków powiem tak: myjcie się gadziny nie znacie dnia ani godziny.