Litościwie panujący nam prezydent zawetował ustawę medialną ponieważ „psuje ona demokrację”. No, to chyba jakiś kiepski żart, nie pierwszy zresztą, który opuszcza zatęchłe mury Pałacu. Irytujące bowiem jest to, że mówi te słowa gość, który ze swym bratem, też nieudacznikiem tylko cwańszym, zepsuli wszystko co było do zepsucia. W tym i demokrację, zresztą dość swoiście przez nich pojmowaną. I dzisiaj ten pokurcz bez mrugnięcia okiem kreuje się na… obrońcę demokracji. I wierzcie mi, że akurat nie bronię tej ustawy, bo w rzeczy samej jest raczej chujowa. Wkurza mnie jedynie gdy ktoś używa słów i terminów których nie rozumie i bez mrugnięcia okiem usiłuje zrobic ze mnie wariata. Poza tym Kaczyńskie i demokracja – wolne żarty.
Rozbawiło mnie za to wielce stwierdzenie, że ów pan prezydent podjął decyzję „po konsultacjach z przedstawicielami środowisk twórczych”. Bądźmy precyzyjnie: ci „przedstawiciele” to w ogromnej większości stado mocno podstarzałych, zawodowych nieudaczników, od lat próbujących robić kompletne kupy z artystycznym zadęciem, za pieniądze podatników oczywiście. Przecież jak utną te abonamenty i spacyfikują TVP, to z czego te świry będą żyć? Kto im da kasę na te wypociny? Będą więc z dziobka pana prezydenta nektar spijali, będą mu kadzić i delikatnie tarmosić za jajeczka, byleby nie zginać, byleby doić. Tych ich filmów to nawet ich własne psy nie chcą oglądać. Prawda panie Bromski?