Przypadki beznadziejne #19

Zadymiarzy z KDT gościli wczoraj w pałacu prezydenckim. Pan pRezydent co prawda się nie pojawił, od dawna był w drodze do Juraty, za to „kupców” przyjął jakiś drugoligowy urzędas. Pogłaskał zadymiarzy po główkach i raz jeszcze zapewnił, że pan pRezydent jest szczerze zmartwiony ich losem i nieba by im uchylił, ale niewiele może,  bo te chuje go blokują. Było więc miło i serdecznie, a wszyscy na koniec wesoło odśpiewali rotę. Zadymiarze zostawili też panu pRezydentowi list, pełen wręcz norwidowskiej estetyki.

„Nasze emocje opadną, fizyczne obrażenia się zagoją, gryzący odór gazu ulotni się z naszych ubrań, ale my kupcy warszawscy pozostaniemy , niestety dokładnie w punkcie wyjścia”.

Czyli znów Polak po krwawym powstaniu będzie gnębiony przez strasznego zaborcę. Z jednym określeniem nie mogę się tylko zgodzić. Otóż zadymiarze piszą o sobie „kupcy warszawscy”, tymczasem jacy to kupcy i jacy warszawscy. To nie kupcy tylko handlarze i to na pewno nie warszawscy. Prawdziwi kupcy powinni czym prędzej pozwać  to towarzystwo do sądu za obrażanie dobrego imienia kupca, zwłaszcza kupca warszawskiego. Oni tacy sami kupcy, jak pan pRezydent wielki mąż stanu.

Dodaj komentarz