Jednak bez zaskoczenia. Pan pRezydent odstrzelił swojego wydawało się niezastąpionego przydupasa Kownackiego. Przydupas okazał się być nie tyle przydupasem, co najzwyklejszym chujem, który za dużo kłapnął ozorem i zdradził (świadomie lub z wrodzonej głupoty), że pRezydent jest jednak burakiem i kompletnym amatorem. Była to zdrada i zniewaga, a ta niestety krwi wymaga. Tak więc Kownacki poległ. Cześć jego niesławnej pamięci!
Zwolniło się stanowisko. Oto więc do boju ruszył ostatni już chyba stajenny pana pRezydenta Władysław Stasiak. Skoro jednak sięga się po tak ostateczne zasoby, to z góry wiadomo kto to jest. Spady, spady i jeszcze raz spady. Stasiak to może i sympatyczny na pierwszy rzut oka chłop, ale też człowiek absolutnie bez właściwości, osobowości, jasnych poglądów i charyzmy. Ma trzy istotne zalety: mówi zdecydowanie szybciej od Kownackiego, ma zawsze ogoloną mordę i jest mistrzem w trzymaniu palca w dupie pRezydenta. Dla niego pRezydent zawsze będzie wielki, nawet gdy jest mały niczym pies pokojowy sąsiadki. Nie urywajmy tej prawdy: sprawne włażenie w dupę prezydenta, to gwarancja awansów i życiowych sukcesów, czego właśnie pan Stasiak jest najznakomitszym przykładem.
28/07/2009 o 11:41
Eee, tam, dla poprzednika kartofel też był wielki do czasu.
Szczury, wiadomo, pierwsze wyczuwają kataklizm.
28/07/2009 o 14:52
I co ważne ten p….k, wielce zasłużony dla Kościoła Wyzania Rzymsko-Katolickiego. Nie mylić z chrześcjaństwem, broń Boże.