Jadąc w weekend przez Polskę natchnąłem się na dwie pielgrzymki. Obowiązkowo zostałem zatrzymany przez „siły porządkowe”, czyli młodych szczyli niby po przeszkoleniu. Szczyle poczuli smak władzy, bo dostali do ręki lizaki, a na kark wdziali pomarańczowe kamizelki. Byli więc przekonani, że mogą wszystko, być może nawet rzucić niepokornego pacjenta na glebę, lub w zależności od fantazji nawet aresztować. Wszyscy kierowcy którzy mieli to nieszczęście natknąć się na owe „siły porządkowe” niechaj będą szczęśliwi, że szczylom nikt nie wydał kajdanek, lub nie daj boże broni palnej, bo dopiero by się działo. Takich szczyli należy jednak tępić i wszelakimi siłami sprowadzać na ziemię, bo inaczej wejdą nam na głowę, tak jak na głowę wlazły nam pielgrzymki, bez sensu wałęsające się po drogach i terroryzujące kierowców. Nie rozumiem tylko, dlaczego jak ktoś chce sobie gratis pobzykać na sianie, i pośpiewać kato-disco-polowe pisenki, musi od razu łazić po publicznych drogach. Pamiętajcie jednak o naukowo udowodnionej prawdzie, wszystko tłumaczącej. Otóż jak pojedynczy człowiek ma niebezpieczne urojenia, mamy do czynienia z psychicznie chorym. Gdy te same urojenia mają miliony, nazywa się to religią.
Kroniki zbrodni #13
26/07/2009W minionym tygodniu gazety informowały, że pewien młody Saudyjczyk, który w telewizyjnym programie opowiadał o swoich seksualnych wyczynach, został prawie natychmiast aresztowany. Grozi mu nie tylko chłosta, ale długoletnie więzienie. Za co? Za uprawianie seksu pozamałżeńskiego i sianie zgorszenia poprzez opowiadanie o swoich wątpliwych wyczynach. Mułłowie z komisji do spraw promocji cnoty i zapobiegania występkom, czyli prokuratura i sąd w jednym orzekli, że „jedynym celem tego odrażającego programu jest pokazywanie zboczeń i anomalii nieakceptowalnych w normalnym społeczeństwie”.
Myślę, że mamy od kogo się uczyć. Normalne społeczeństwo, jakim bez wątpienia są Polacy, pod światłym przywództwem rodzimych mułlów, zwanych biskupami, czym prędzej powinno zareagować na bezmiar demoralizacji jaki obserwujemy w królestwie Jezusa nad Wisłą. Tak zwany episkopat polski, powinien więc zostać przemianowany na Ministerstwo Promocji Cnoty i Wiary Chrześcijanskiej oraz Zapobiegania Występkom i z marszu batem, kijem i więzieniem przywracać powinien właściwy moralnie wymiar życia społecznego i politycznego. Ze szczególną surowością karane powinny być takie przestępstwa jak seks pozamałżenki, seks przedmałżeński, seks pozaprokreacyjny, używanie środków antykoncepcyjnych, unikanie wizyt w kościele, nie dawanie na tacę, oraz rozpowszechnianie niewłaściwych i groźnych dla kondycji narodu wiadomości o życiu prywatnym tudzież uczuciowym biskupów i księży. Ministerstwo powinno również wszelkimi możliwymi metodami zapobiegać publikowaniu treści “nieakceptowalnych w normalnym społeczeństwie”.
Jak zauważyliście na liście czynów zabronionych nie znalazła się pedofilia i homoseksualizm, bowiem skala tych przestępstw poza środowiskiem kościelnym nie jest wielka, zaś z kolei wyjątkową i masową skłonność kościelnych do tego typu schorzeń, nie można traktować jako przestępstwo, tylko jako chorobę zawodową. Taką samą jak pylica płuc u górnika. A przecież w żadnym cywilizowanym kraju, zwłaszcza takim jak Polska, nie każe się ludzi za to, że nabawili się zawodowej choroby.
Przypadki beznadziejne #19
25/07/2009Zadymiarzy z KDT gościli wczoraj w pałacu prezydenckim. Pan pRezydent co prawda się nie pojawił, od dawna był w drodze do Juraty, za to „kupców” przyjął jakiś drugoligowy urzędas. Pogłaskał zadymiarzy po główkach i raz jeszcze zapewnił, że pan pRezydent jest szczerze zmartwiony ich losem i nieba by im uchylił, ale niewiele może, bo te chuje go blokują. Było więc miło i serdecznie, a wszyscy na koniec wesoło odśpiewali rotę. Zadymiarze zostawili też panu pRezydentowi list, pełen wręcz norwidowskiej estetyki.
„Nasze emocje opadną, fizyczne obrażenia się zagoją, gryzący odór gazu ulotni się z naszych ubrań, ale my kupcy warszawscy pozostaniemy , niestety dokładnie w punkcie wyjścia”.
Czyli znów Polak po krwawym powstaniu będzie gnębiony przez strasznego zaborcę. Z jednym określeniem nie mogę się tylko zgodzić. Otóż zadymiarze piszą o sobie „kupcy warszawscy”, tymczasem jacy to kupcy i jacy warszawscy. To nie kupcy tylko handlarze i to na pewno nie warszawscy. Prawdziwi kupcy powinni czym prędzej pozwać to towarzystwo do sądu za obrażanie dobrego imienia kupca, zwłaszcza kupca warszawskiego. Oni tacy sami kupcy, jak pan pRezydent wielki mąż stanu.
Very fuckin’ Poland #30
24/07/2009Rzecznik praw obywatelskich nazywa się Janusz Kochanowski. Przypominam o tym, bo być może niektórzy z was, a może i większość, z pewnością zapomniała, że istnieje taki urząd, oraz że istnieje taki facet. Otóż istnieje a nawet o sobie przypomniał wydalając z siebie myśl, wedle której, egzekwowanie abonamentu radiowo- telewizyjnego jest obowiązkiem państwa. Niewykluczone, że za dużo przebywał na słońcu. Otóż to państwo od dziesięcioleci próbuje „wyegzekwować” tenże abonament i jakoś nie daje sobie z tym rady. Ostatnio, to już w ogóle nie daje rady i tylko zapominalscy i gapowicze, dalej dają się naciągać na dodatkowy podatek. Cienko widzę szanse tegoż „egzekwowania”, chociażby dlatego, że abonament to nic innego jak podatek od odbiornika telewizyjnego lub radiowego, i w sytuacji bez wyjścia trzeba się go pozbyć, by abonamentu nie płacić. Wystarczy komputer i internet, no chyba że ktoś wprowadzi podatek od komputera.
Niestety, nie bardzo przekonują mnie argumenty, że trzeba płacić bo wypada być propaństwowcem, czyli interes narodowy stawiać ponad własnym. Niestety, to jakaś aberracja. U mnie jest dokładnie odwrotnie. Nie widzę nic niestosownego ani nagannego w tym, że własny interes stawiam ponad narodowy. Państwo interesuje mnie średnio delikatnie mówiąc, zaś własny los, zdecydowanie bardziej niż średnio. Po to pracuję, aby dobrze żyło się mnie, nie zaś jakiemuś państwu, a tym bardziej telewizji. Tak się złożyło, że żyłem już w dwóch państwach, teraz z kolei w Polsce (czasowo też pomieszkując gdzie indziej) i gdybym za każdym razem przejmował się losem tych państw, no to cienko widzę swój los. To prosta i mało złożona kalkulacja. I żeby była jasność, nie pytam również państwa co może zrobić dla mnie (życie uczy, że niewiele zrobić może) i nie chcę też wiedzieć, co ja mogę zrobić dla państwa. Niechaj radzi sobie samo, ostatecznie kasuje moje podatki.
Z życia lubieżnych chrześcijan (fuck religion) #30
23/07/2009Schedę po biskupie radomskim ma objąć jeden z dwóch nygusów nasłanych wprost z Watykanu. Chodzi to panów Krajewskiego i Nykiela. To taka obowiązująca od dłuższego czasu moda. Wpierw wysyła się pana księdza do Watykanu, na kompleksowe przeszkolenie, w tym pranie mózgu, a następnie odsyła go się do kraju na prominentne stanowisko. No niby nic dziwnego w tym towarzystwie, tyle że sprawa ma dwie strony medalu. Po pierwsze myślę sobie, że Watykan sukcesywnie wyrzuca od siebie polskie spady jeszcze z czasów nieodżałowanego Santo Subito. Za dużo tej szarańczy, zazwyczaj dość wkurwiającej, stąd porządki i zsyłki do umiłowanego kraju. Z drugiej strony jednak tenże Watykan rozmyślnie zwołuje na „szkolenia” nieco młodszych i niekoniecznie uległych „etosowi wielkiego rodaka” księżuli by wychować ich przez lata na sprawnych urzędników Korporacji Watykan. Tacy jak wrócą do kraju, wierni będą naprawdę nie tyle bogu, co własnej korporacji właśnie. Zrobią wszystko, zgodnie z instrukcjami z centrali. Wierni to dla nich żadne tam kurwa owieczki, tylko najzwyklejsze dojne krowy, na tyle głupawe, że można je bez skrupułów wykorzystywać. Drodzy wierni pancerni, pomyślcie nad tym. Co byście poza tym powiedzieli o obywatelu, który wpierw kilka lat siedzi w Waszyngtonie, albo w Moskwie na gruntownym przeszkoleniu, a potem wraca, zostaje ministrem i rządzi sobie, kierując się jedynie interesem byłej centrali? Nawet za czasów tamtych, kiedy wycieczki do Moskwy były codziennością (tak jak teraz do Waszyngtonu), panowie podróżnicy, po powrocie starali się zachowywać w miarę neutralnie. Watykan takiej swobody nie daje. Gratuluje wam pasterzy, owieczki i barany.
Opublikował/a revelstein
Opublikował/a revelstein
Opublikował/a revelstein