Oto kolejny dowód na to, że być Polakiem to brzmi tyleż samo dumnie co i śmiesznie. Prezes zakopiańskiego oddziału Związku Podhalan uznał, że łatwość, z jaką góralki oddają cnotę (czyli rżną się) Janosikowi w filmie Agnieszki Holland poddaje w wątpliwość dobre imię kobiet na Podhalu. „To szkalowanie góralszczyzny” – mówi pan i obywatel Najśmieszniejszej Marcin Zubek. Wedle niego „każda dziewczyna pilnowała dziewictwa jak oka w głowie. Bo wieś by ją wyklęła, jakby bez sakramentu małżeństwa zaszła w ciążę”. Coś mi się wydaje, że to kompletna ściema. Sam pamiętam ze swej młodości durnej, ale nie koniecznie chmurnej, że kto jak kto, ale góralki właśnie, rżnęły się jak najęte i bez opamiętania, taśmowo i skrupulatnie. Dlatego zresztą z upodobaniem i chętnie niezwykle jeździłem na Podhale, bo rzadko gdzie dziewuchy były tak chętne i spragnione obcego, czyli czegoś lepszego, jakby prosto z nieba. Wystarczyło pstryknąć palcem i skinąć głową, a jak jeszcze umiało się nie tylko „po bożemu”, to w ogóle luzik. Oczywiście wkurwiało to niemożebnie miejscowych buraków, no ale takie były fakty i życie takie było. Góralki wolały i pewnie do dziś wolą trzeźwych i ogolonych ceprów, od zapleśniałych i śmierdzących wódą, tanimi szlugami końskim łajnem autochtonów. I nic tego faktu nie zmieni, nawet pan Zubek. Acha, i żeby była jasność: góralki wbrew plotkom, nie mają „w poprzek”, podobnie zresztą jak i Żydówki.