Hanna Lis która usiłuje nieco odkurzyć swe mocno już zakurzone popiersie, w jakimś z wywiadów powiedział zdanie, które mnie nawet zainteresowało. Rzekła: „Tak, interesuję się też zwierzętami i kocham konie” . Ponieważ (zdaję sobie z tego w pełni sprawę) jestem skończonym chamem, człowiekiem nieeleganckim, bez grama nawet kindersztuby, to nie owijając w bawełnę, z ochotą potwierdzę, że to prawda, a nawet szczera prawda. Miłość pani Hanny do koni jest powszechnie znana i nie powinna budzić żadnego zdziwienia. Niektóre konie nieźle z nią harcowały (a nawet dalej harcują), za jej zgodą i pełnym przyzwoleniem, bo jako się rzekło ona konie kocha. I zaręczam, że ani przez moment nie ociera się to o zoofilię (choć tak mógłby to zinterpretować Terlikowski). Oficjalnie mówi się, że pani Hanna jest (była) posiadaczką trzech posiadaczy koni lub koników, a nieoficjalnie… no, któż to wie. Nie ma jej co zazdrościć i wypominać. Imion właścicieli ani maści koni przez grzeczność, jak i ze zwykłej ostrożności, nie podaję. Poszukajcie sobie w gazetach.