Jak wieść niesie, jeden z warszawskich sądów nakazał, aby prokuratura ponownie zbadała sprawę domniemanego obrażenia uczuć religijnych przez piosenkarkę Dodę. Wcześniej po donosie pana nijakiego Nowaka, prokuratura sprawę umorzyła, bo nie znalazła żadnych dowodów na to, że doszło do jakiegokolwiek przestępstwa. Stanowisko jak najbardziej oczywiste i racjonalne, bowiem recenzowanie książki, nawet najbardziej durnej, nie jest czynem nagannym ani tym bardziej kryminalnym. Nawet wtedy, gdy autor albo agent autora, ma zdanie odmienne od recenzenta. Z takim właśnie logicznym stanowiskiem prokuratury nie zgodził się ów obywatel Nowak i decyzję zaskarżył. Mamy oto groźny precedens, niebezpieczny zwłaszcza dla osób zawodowo piszących o książkach i zawodowo je oceniających. Jeśli teraz pan Kowalski napisze publicznie czyli w gazecie dajmy na to, że ksiązka pana Fajfusiaka to marna, grafomańska literatura, to ów Fajfusiak, lub jego agent (taki inny Nowak) poskarżą się prokuraturze i sądowi. A jeśli książczyna będzie jeszcze gdzieś traktowała o panu bogu, no to mamy gotową obrazę uczyć religijnych. Wedle Ryszarda Nowaka, artyści czy też recenzenci mogą oczywiście krytykować, ale ma to być krytyka pozytywna. O biblii więc, można mówić zawsze i wszędzie, pod warunkiem jednak że tylko dobrze. Jaki jest pozytyw całej tej sytuacji? Ano taki, że dzięki temu, iż cała sprawa jakiś czas jeszcze się przeciągnie, więcej ludzi sięgnie wreszcie po tę biblie, i przekona się nareszcie, że może Doda nie jest generalnie najmądrzejsza, ale w przypadku tej ksiązki akurat miała 100 procent racji. A co do Nowaka…, no cóż, nie ma sensu zrzucać się na pastylki, czy darmowy szpital. Jego już nic nie uzdrowi.