Ostatnie zamachy terrorystyczne w krajach muzułmańskich być może powinny natchnąć mnie przerażeniem, a może nawet współczucie me powinno być bardzo widoczne. W Pakistanie, Iraku i gdzieś tam jeszcze, zginęło parę setek wyznawców religii pokoju, wysłanych w ekspresowym tempie do Allacha przez innych wyznawców religii pokoju. Jakoś mnie to jednak nie martwi. Martwić mnie to będzie dopiero, kiedy jedni wyznawcy religii pokoju przyjadą na gościnne występy na teren innej religii pokoju. To będzie powód do zmartwienia, bo zachodzi wtedy prawdopodobieństwo, że w rozgrywkach pomiędzy różnymi drużynami miłujących na swój sposób boga, mogę zupełnie przypadkowo ucierpieć ja, oraz tysiące takich jak ja, czyli takich, którym bóg lata nie powiem koło czego. Prosto z mostu powiem (napiszę) tak: jestem zadowolony, że stada muzułmanów rżną się między sobą. To leży w naszym interesie. Niech się wysadzają na potęgę, nich tysiącami podróżują do raju w objęcia tych mitycznych dziewic , byleby tylko eksplodowali u siebie. Należy im wręcz kibicować i w jakiś sposób namawiać do wzajemnego eliminowania się. Amen