Bogobojny, moralnie nienaganny biskup Libera, będzie musiał stawić się u prokuratora. I nawet więcej: będzie musiał złożyć zeznania, bo niewykluczone iż jest współwinny przestępstw.
Biskup wszedł bowiem w bardzo bliski towarzyski mezalians z braćmi Jackiem i Tomaszem Domagałami, właścicielami grupy Famur, których prokuratura ściga za pranie brudnej kasy, oraz „wyłudzenie na podstawie fikcyjnego meldunku prawa do pierwokupu kościelnych gruntów”. Famur od lat prowadził z kościołem dziwne interesy, o których pan biskup powinien wiedzieć i w związku z tym powinien być niezwykle ostrożny. Ale kasa jak wiadomo nie śmierdzi, zwłaszcza zaś kościelnym.
Tak więc pan biskup Libera niezwykle chętnie spotykał się z braćmi towarzysko, rozmawiał z nimi przez telefon przynajmniej kilka razy w miesiącu, bywał u nich na sylwestra i w ogóle pili sobie z dzióbków, przy okazji załatwiając grube interesy. W układzie funkcjonowało jeszcze sporo innych osób, w tym słynny Marek P., były oficer bezpieki który korumpował na potęgę (dla dobra i w imieniu kościoła) członków tak zwanej Komisji Majątkowej. Nawet mieszkająca w Katowicach, biedna niczym mysz kościelna bratanica pana biskupa Libery, brała również udział w interesach, kupując jednego dnia ziemię za sto tysi (kasę pożyczyła jej miła pani od Domagałów), a na drugi dzień sprzedając ją za pół bańki rzeczonym Domagałom, a w zasadzie firmom z nimi powiązanym.
Biskup Lubera, jako się rzekło bogobojny i moralnie nienaganny, pytany przez dziennikarzy o szczegóły, robi obrażoną minę i twierdzi że nic nie wie i nic nie pamięta. Niestety szybko będzie musiał wspomóc się lekami, by na spotkanie z prokuratorem wróciła mu szwankująca pamięć. Inaczej może trafić do klasztoru i to raczej tego świeckiego, z kratkami, judaszem i spacerniakiem. Sytuacja wygląda na rozwojową, więc będziemy ją śledzić.










