Nieoceniony CBOS zadał sobie trud i sprawdził jacy są i kim są słuchacze Radia z Twarzą, znanego również pod wulgarną nazwą Radio Maryja.
No cóż, jacy są to słuchacze, to my z grubsza wiemy i nie trzeba nam CBOSu, a zwłaszcza jego badań, by mieć pewność że się nie mylimy. Natomiast kim są, tego nie byliśmy pewni i CBOS zdecydowanie pomógł nam otworzyć oczy. Otóż tak zwany przeciętny odbiorca tadziowego radyja, to kobieta. Kobieta ta ma powyżej 64 lat, jest więc emerytką lub rencistką, najczęściej owdowiałą. To akurat średnio dziwi, bo któż by wytrzymał w zdrowiu z babą bez przerwy słuchającą Radyja Maryja? Ich mężowie więc zapili się najpewniej na śmierć, bo to na wsi najłatwiejszy, najprostszy i najbardziej sprawdzony sposób na kontrolowane samobójstwo. Z pewną dozą przyjemności nawet, bo to umierasz robiąc to, co od lat lubisz najbardziej. Piękna śmierć rzec można.
Ale wracając do tego przeciętnego słuchacza, czyli słuchaczki… Mieszka sobie ta babina (nie przesadzajmy z operowaniem słowem kobieta) na wsi i w porywach ma wykształcenie podstawowe. Nie mniej jest stosunkowo bogata jak na wiejsko-maryjne standardy, bowiem miesięcznie ma na utrzymanie od 751 do 1000 złotych. Mimo to cienko przędzie, bo większość kasy oddaje: po pierwsze bezrobotnemu synkowi, który podąża w ślady zmarłego z przepicia tatusia, a po drugie księdzu Tadeuszowi i jego dzielnej drużynie. Na życie zostaje więc de facto parę groszy, ledwo na chlebek, cukier i paczkę herbaty.
O oszczędności w takiej sytuacji trudno, bo co prawda synuś od czasu do czasu idzie na odwyk i nieco popuszcza, ale za to drużyna ojca Tadzia nie zna słowa przebacz. Danina na radio jest skrupulatnie ściągana każdego miesiąca. Nie bardzo to się czasami tej statystycznej babinie podoba, może też dlatego z badań CBOS wynika, iż jest owa słuchaczka „wierzącą”, ale nie „głęboko wierzącą”. Mimo to raz w tygodniu łazi do kościoła obowiązkowo, bo inaczej co by ludzie powiedzieli.
A jak już sobie „statystyczna słuchaczka” włączy radyjko, to najchętniej w nim słucha pan Jarka Kaczyńskiego, zbawiciela naszego i pana Antosia Macierewicza, bo taki przystojny i z błyskiem w oku jest. Ojca Tadeusza oczywiście słucha też obowiązkowo, bo może wymieni z imienia i nazwiska słuchaczkę i we wsi innych z zazdrości szlag trafi.
I tak dzień za dniem sobie leci, przy świeczce (na prąd już nie starcza, woda na szczęście ze studni) i smędzącym smętnie Radiu z Twarzą Maryi. Synek na wersalce pochrapując trzeźwieje, pałatki śniegu za oknami wirują, bóg się narodził, moc nie struchlała, hosanna, hosanna na wysokości.
(Boże w Trójcy Przenajświętszej, dziękujemy Ci za to, że dałeś kościołowi ojca Tadeusza oraz papieża Jana Pawła II, w których zajaśniała Twoja ojcowska dobroć, chwała krzyża Chrystusa i piękno ducha miłości. Oni zawierzając całkowicie Twojemu miłosierdziu i matczynemu wstawiennictwu Maryi, ukazali nam żywy obraz Jezusa, Dobrego Pasterza, wskazując świętość, która jest miarą życia chrześcijańskiego, jako drogę dla osiągnięcia wiecznego zjednoczenia z Tobą. Udziel nam, za ich przyczyną, zgodnie z Twoją wolą tej łaski, o którą prosimy z nadzieją, że twoi słudzy ojciec Tadeusz i papież Jan Paweł II, zostanie rychło włączeni w poczet Twoich świętych. Amen)










