ankieta smoleńska
wieści z kruchty i okolic
W świecie katolickim, jak zwykle dzieje się wiele, zwłaszcza dobrego dzieje się wiele. Śpieszymy o tym donieść, bo pamięć jest ulotna i za chwilę nam to z głowy wywietrzeje.
Pewne stowarzyszenie pogrążonych w wierze katolików pojechało na Haiti nieść pomoc potrzebującym i ulżyć im w ich biedzie. Pomoc polegała na bezpłatnym rozdawaniu biblii, czyli zbioru bajek funkcjonujących z większymi lub mniejszymi poprawkami od mniej więcej 2 tysięcy lat. Biblie zostały przez biednych i głodnych przyjęte z wdzięcznością. Niestety, jak donoszą ci i owi, nie udały się wielokrotne próby ugotowania z biblii zupy. Zupełnie nie wyszedł też kotlet. Nie mniej Haitańczycy się nie poddają. Próby przerobienia półfabrykatu pod nazwą biblia na coś jadalnego mają trwać dalej.
Ma być teraz trudniej o tak zwany ślub kościelny. Kościół wyśrubowuje normy i wyznacza nowe horyzonty. Wedle biskupów, ma być dzięki temu lepiej. Im trudniej o ślub tym lepiej? Czy jest jeszcze ktoś na tym świecie, kto potrafi zrozumieć tych popaprańców? W epoce stale rosnącej ilości związków partnerskich (tzw. kocia łapa) i nieustannym krytykowaniu tego zjawiska przez ten sam kościół, wydawałoby się, że biskupi powinni robić wszystko, żeby do małżeństwa nie tylko zachęcać, ale żeby maksymalnie upraszczać procedury i ułatwiać życie. Tymczasem ma być jeszcze gorzej. Zamiast zachęcać, zniechęcają. Nikt normalny nie jest w stanie tego pojąć. To na chuj w ogóle ta instytucja? Chyba tylko do prania brudnej i nieuczciwie zarobionej kasy.









