13/11/2009
Wypowiedzią o konieczności zburzenia Pałacu Kultury, minister Sikorski wzburzył pół Polski. Drugie pół Polski pewnie mu sekunduje. Profesor Waldemar Baraniewski z Instytutu Historii Sztuki UW, wypowiedź Sikorskiego nazwał głupią i jednocześnie ma pretensje do mediów, że bez zastanowienia nagłaśniają tego typu idiotyczne przemyślenia, po to tylko by „grzać” atmosferę, by coś się działo. No, ale po to są między innymi media panie profesorze, by wyłapywać durne przemyślenie durnych polityków, a potem właśnie „grzać”. Bo nie ma nic przyjemniejszego i nośniejszego, niż wpadka głupka z politycznego świecznika. I tak właśnie jest z ministrem Sikorskim.
Od dłuższego już czasu wiadomo, że gość nie panuje nad swoimi emocjami i odruchami. Stąd też co i rusz popełnia jakiś towarzyski mezalians, albo to wstępując do rządu Kaczyńskiego, albo też burząc Pałac Kultury. Tym wysadzaniem i burzeniem zaraził się pewnie od swoich byłych afgańskich kolegów, bo pamiętajmy, że jak głosi legenda (skrzętnie przez autora podtrzymywana), lata temu Sikorski czynnie w Afganistanie walczył i to raczej nie po ruskiej stronie. Był blond mudżahedinem z Bydgoszczy, którego zasługi dla niepodległości Afganistanu są wprost nieocenione, pewnie zdecydowanie większe niż dla Polski.
Proszę się więc nie dziwić, że ma ciągotki, jeśli nie fobie, wysadzania wszystkiego co ruskie, od czołgów począwszy na Pałacu Kultury skończywszy. Obawiam się jedynie, że jeśli uzna iż jego apele nie skutkują, to któregoś dnia, w jakiś pieski poniedziałek, wzorem kumpli z Kabulu, obwiesi się trotylem i zdetonuje się na śmierć w holu przy windzie na najwyższe piętro. I szkoda by było. Nie Sikorskiego (bo pies mu mordę lizał), tylko Pałacu Kultury.
Zostaw Komentarz » |
Głupki z sąsiedztwa |
Bezpośredni odnośnik
Opublikował/a revelstein
10/11/2009
To dobra wiadomość. Okazuje się otóż, że pani minister Anna Fatyga, wielka gwiazda polskiej polityki zagranicznej, wreszcie przestanie być bezrobotna. Dla pani Anny – jak czytamy – „znalazła się nisza w systemie ONZ”. Nisza jest niezwykle ciekawa, żeby nie powiedzieć atrakcyjna. Jeśli pani Anna nasza kochana, pokona paru równie egoztycznych co i ona kandydatów, zostanie szefem misji Międzynarodowej Organizacji Pracy w Gruzji. Równie dobrze mogłaby trafić do Mongolii, gdzie również (wierzymy w to) dałaby sobie radę. O większej atrakcyjności Gruzji przesądza jednak to, że prezydent Saakaszwilii jest dobrym kumplem (także od kieliszka) prezydenta Kaczyńskiego, a więc promotora pani Anny. Nie bez znaczenia jest także fakt, iż arbuzy tańsze są w Gruzji niż w Mongolii, a herbatę podaje się tu z koniakiem a nie z mlekiem i łojem jaków, jak to w owej Mongolii bywa. A już wydawało się, że jedyne miłe co ją w życiu jeszcze czeka, to parzenie ziółek Leszkowi Aleksandrowi.
Zostaw Komentarz » |
Głupki z sąsiedztwa |
Bezpośredni odnośnik
Opublikował/a revelstein
27/08/2009
Oto widomość niczym z marnego horroru. Poranny program telewizji publicznej „Pytanie na śniadanie” będzie miał od września nowego prowadzącego. To Jan Pospieszalski. Podziwiam wyjątkową zdolność Publicznej do samozatracenia się. Samobójcze gesty poparte czynami to jakby znak firmowy TVP. No, bo jak zareaguje przeciętny widz który rano, na początek dnia, ni z tego ni z owego na ekranie dojrzy nie skalane mądrzejszą i głębszą myślą oblicze Pospieszalskiego? Wyrzyga się na stół nim jeszcze cokolwiek zdoła przełknąć. A nie ma nic gorszego i bardziej wycieńczającego organizm, niż rzyganie na czczo. Ja naprawdę nie wiem, i za nic nie potrafię tego wytłumaczyć, jakiż to interes na w tym TVP, by tak perwersyjnie i bez litości obchodzić się ze swoim widzem. Mają kilka opcji do wyboru; mogą pokazywać nawet wyłysiałego Szpakowskiego z grzywką na zakładkę, mogą pokazywać tak naprawdę byle kogo, ale nie żeby zaraz Pospieszalskiego. Właśnie za to, za bezpodstawne dręczenie widzów, powinno się nie płacić na TVP żadnego abonamentu. Ja rozumiem że nowy Komitet Centralny przy ulicy Miodowej, żąda i wywiera naciski, że opcje polityczne i religijne muszą być przestrzegane, ale ja naprawdę od rozmodlonego i durnego Pospieszalskiego walałbym już również rozmodloną ale pustą niczym wydmuszka Szymalę.
Zostaw Komentarz » |
Głupki z sąsiedztwa |
Bezpośredni odnośnik
Opublikował/a revelstein
23/08/2009
Wedle Financial Times Polska mocno się sekularyzuje. Ok, jeśli tak jest to w porządku, zacisnę zęby i może jeszcze wytrzymam. W każdym razie przy nadziei trzyma mnie perspektywa osobistego obserwowania pewnie w niedalekiej przyszłości, licytowania kościołów na knajpy, lofty, nocne kluby lub towarzyskie agencje. Jednak nim to się stanie, to niechaj wpierw paru dziennikarzy FT (albo chociaż ten jeden, autor artykułu), pofatyguje się do Polski, ale nie na kilka godzin czy może dni, tylko tak na dłużej. Żeby posmakować trochę tej sekularyzującej się Polski, żeby egzystować w nieustannym otoczeniu wariatów. Czczących postaci z kiczowatych do bólu bohomazów, noszących portrety jakiś bab (niby bardzo ważnych), lub po prostu i najzwyczajniej padających na ryja, by pomodlić się do wyimaginowanego, nieogolonego gościa, który rezyduje ponoć gdzieś tam wysoko, a tak na prawdę chuj wie gdzie. Takie jest na razie oblicze polskiej sekularyzacji. Sekularyzacji, która przeciętnemu Polakowi dupą już wyłazi i który ma serdecznie dość swojego radiomaryjnego sąsiada, kompletnego debila i kretyna. I naprawdę nie cieszą mnie przywoływane w gazecie dane, takie choćby iż zaledwie 40% dorosłych mych rodaków chodzi do kościoła. Bo to aż 40%! Nie ma tez nic dziwnego w tym że 95% Polaków deklaruje iż jest katolikami, a tylko 7o% z nich wierzy w niebo. Bo to strasznie zatrważające liczby. Owe 70% bowiem to parę ładnych milionów, to de facto zdecydowana większość dorosłych obywateli Najśmieszniejszej RP. A co sądzić o umysłowości ludka, który bez oporu i cienia wstydu przyznaje się do tego, że wierzy w niebo? I nie przekonuje mnie też szczególnie teza, że polski kościół zaczyna pękać i się rozkładać. Może, ale ten kościół jest mniej więcej taki jak foliowa torebka. Jednaki to syf, który żeby zmienił się w nawóz potrzebuje może i setek lat. No chyba, że ktoś wymyśli jakiś lepszy sposób utylizacji. Z niepokojem czekam.
2 komentarzy |
Głupki z sąsiedztwa |
Bezpośredni odnośnik
Opublikował/a revelstein
07/08/2009
Wielce czcigodny pan minister Czuma, to jeden z tych byłych opozycjonistów, którym leżenie na styropianie poważnie zaszkodziło. Już od początku jego kariery ministerialnej wiadomym było, że coś jest z nim nie tak, bo co otworzył usta, to na świat wylatywała z hukiem jakaś głupia myśl. Część dziennikarskiej braci, tej bardziej bezwzględnej, szybko skumała, że podpuszczanie Czumy to wcale niezła rozrywka. Gość daje się wkręcać jak nikt. Tyle, że tak naprawdę, to ględzenie Czumy na dowolny temat wcale nie jest zabawne. Bo mnie wcale nie śmieszy fakt, że za ministra sprawiedliwości, mam jakiegoś stetryczałego fircyka, który nie kontroluje tego co mówi, a mówi co mu ślina na język przyniesie, lub co rankiem przeczytał w Super Expressie. Mogę od biedy mieć idiotę ministra rolnictwa, albo nawet ministra zdrowia (nie ma już nic co można by jeszcze zepsuć, a naprawić da się niewiele), ale nie ministra sprawiedliwości. Najgorsze zaś jest to, że ów minister sprawiedliwości wypowiada się na temat, na który nie ma kompletnie nic do powiedzenia, poza paroma kompromitująco banalnymi banałami. Niestety, mam też coraz bardziej dręczące mnie wrażenie, że równie kompetentnie jak o in vitro i zygocie, kombatant Czuma wypowiada się też o prawie.
Zostaw Komentarz » |
Głupki z sąsiedztwa |
Bezpośredni odnośnik
Opublikował/a revelstein