Graffiti #4

12/06/2009

Liberalna Ameryka zawrzała z oburzenia. Oto dość znany (kiedyś) aktor Jon Voight, o zdecydowanie prawicowych poglądach ośmielił się dość ostro skrytykować prezydenta Obamę, używając słów mało wybrednych. To skandal, orzekły co znamienitsze umysły Ameryki i zażądały pociągnięcia aktora do odpowiedzialności, łącznie z wydaleniem z Hollywood. Sam aktor dolewa jeszcze oliwy do ognia, występując w znanej z oszołomstwa stacji telewizyjnej Fox News i opowiadając niestworzone dyrdymały. No,  ale tak to już jest, każdemu wolno mówić co mu się podoba, zaś normalni ludzie nie powinni się tym denerwować  i oglądać telewizji dla głupków, czym niewątpliwie Fox News jest od zawsze. To po pierwsze. Po drugie zaś, można się zapytać,  co też Ameryka wie o krytykowaniu prezydenta?  Obrońcy Obamy przed agresją Voighta, powinni czym prędzej przyjechać do Polski i pilnie obserwować tutejsza rzeczywistość, by nabrać dystansu do własnych reakcji. To samo zresztą dedykowałbym panu Voight’owi, oraz innym zawodowym krytykom Obamy. Przyjeżdżajcie do Polski i uczcie się, uczcie i jeszcze raz uczcie. Tu dopiero skumacie czym jest krytykowanie pana prezydenta. I w tej konfrontacji to Polska właśnie jest górą, bo tu wolność jest większa, choć prezydent mniejszy pod każdym względem, a nawet jeszcze bardziej. Więc jeśli ten Voight tu się coś poduczy a następnie wróci do siebie i wypali do Obamy: „Ty czarny fiucie na kaczych łapach”, dopiero wtedy będzie można coś powiedzieć o jego odwadze i społecznym odbiorze krytyki głowy państwa.


Graffiti #3

21/01/2009

obama_090121

Polacy, ci prawowici, prawomyślni, patrioci i w inny sposób zaangażowani, pewnie z zainteresowaniem i ulgą oglądali wczorajsze uroczystości w Waszyngtonie. No cóż, stało się tak jak stało. McCain przegrał niestety, z demokratą i liberałem i pewnie krypto czerwony, ale zawsze w każdej dramatycznej sytuacji można znaleźć i dobre strony. Przecież mogło być znacznie gorzej. Mimo wszystko lepszy jest czarny liberał od dajmy na to białego Żyda. I tym się pocieszają Polacy, przynajmniej na razie. A wszystko zależy teraz od Obamy. Jak z nami zacznie pogrywać, jak nie będzie nas traktował poważnie, jako najważniejszego sojusznika, jeśli szybko nie zadzwoni do Kaczyńskiego, choćby z pytaniem jakim samolotem lecieć do Mongolii, no to pokażemy asfaltowi jak dumny i bezwzględny jest naród polski. Skończy się taryfa ulgowa. 


Graffiti #2

27/11/2008

Francuski prezydent Nicolas Sarkozy, niestety też zawzięty konus,  chce, by w Unii Europejskiej piraci internetowi byli odcinani od sieci za ściąganie filmów, piosenek i gier. Prawo takie trzeba czym prędzej uchwalić a następnie wprowadzić we wszystkich państwach wspólnoty. Piractwo bez wątpienia jest czymś nagannym.  Tyle, że walka z nim, to walka z wiatrakami. To tak jak z prostytucją. Mimo buńczucznych zapewnień pod publikę, że już lada moment dla zdrowia moralnego narodu zniknie problem prostytucji, ta ma się całkiem dobrze: była,  jest i będzie.  Nie sądzę więc aby pomysł francuskiego liliputa zdobył szczególny poklask, ani – tym bardziej – by był skuteczny.  Bo dziś tak naprawdę nie ma skutecznego sposobu, aby odłączyć mnie od Internetu. Telekomunikacja odetnie mi neostradę? To kit im w ucho, znajdzie się kilka innych firm, które chętnie dadzą mi dostęp do sieci. One też nie będą chciały? Są kawiarenki, jest sieć bezprzewodowa w każdym dużym centrum handlowym, są inne sposoby aby mieć Internet mimo zakazu, wyroku, czy co tam jeszcze. Sposoby jak najbardziej nielegalne i pirackie, ale przecież jestem piratem.

Pozostał jeszcze pewien aspekt komiczny dyskusji o tym pomyśle i piractwie w ogóle. Otóż najgorętszymi zwolennikami zakazywania, blokowania, odcinania od sieci są państwo artyści. Niestety jacy artyści, takie dzieła. Ze strony tychże artystów głos zabrał nijaki Jacek Bromski. Jego zdaniem to wina piratów, że film, który mogłoby obejrzeć w kinach milion osób, ogląda zaledwie 200 tysi. No, muszę powiedzieć, że jestem pod dużym wrażeniem wyobraźni pana Jacka Bromskiego. Zakłada on bowiem, że w Polsce znajdzie się 800 tysięcy wariatów, którzy zechcą zaśmiecać sobie dysk komputera artystycznym i intelektualnym syfem zwanym „filmem polskim”. Oczywiście z drugiej strony możliwy jest taki wariant, że ostatni film pana Bromskiego spiratowało z sieci 10 osób (dziwiłbym się temu, ale ludzie miewają czasami różne upodobania). Jeśli jednocześnie na pierwszym i ostatnim seansie kinowym, ów film zechciały obejrzeć trzy osoby, no to w rzeczy samej proporcje i straty są zatrważające. Panie Jacku radzę się jednak nie stresować. Może nie ma pan przez tych piratów na porannego papierosa, ale niechaj pan dostrzeże pozytywy tego procederu. Gdyby nie było piratów pana wybitny przecież film obejrzałyby zaledwie te trzy naiwne osoby, które zainwestowały w bilet. W sytuacji którą mamy zaś dzisiaj, miał pan aż 13 widzów. Jeśli nie widzi pan różnicy, to sądzę, że nic pan już nie widzi i nic nie rozumie. Nawet się nie dziwię. 


Graffiti #1

26/10/2008

Słowo na niedzielę:  Boga na sto procent  nie ma. Przestań się martwić i ciesz się życiem.