Proszę Państwa, śmiem zauważyć, że zawsze tak było, jest i pewnie będzie, że poeci, a zwłaszcza wybitni poeci, w tym i ci na etacie wieszcza, głodem zwyczajowo przymierają.
Ci poeci, nie tylko końca z końcem nie potrafią związać, ale i początku z początkiem. Kończą powaleni szkorbutem, suchotami lub alkoholizmem, a najlepsze co im się trafi na przekąskę, to pieczony szczur podstępem złapany w ich kurnej izbie, czyli w wilgotnej suterenie lub piwnicy.
Przykładów psiego losu artystów jest wiele, stąd może tragiczna sytuacja poety Rymkiewicza nie specjalnie zaskakuje. Oto wieszcz i sumienie narodu Jarosław Marek Rymkiewicz wdał się w wojnę z Wyborczą i wojnę tę przegrał. Teraz gorycz klęski przełożyła się na jeszcze inną gorycz, bowiem wieszcz i poeta jako się rzekło, został „obarczony przez sąd kosztami procesu oraz grzywną w łącznej wysokości 5850 zł”. Musi zapłacić karę, bo inaczej go zlicytują, a i pewnie zarekwirują rękopisy poematów, co to na rocznicę kraszu są przygotowywane. Ale z czego tu zapłacić, skoro nawet na kromkę czarnego chleba brakuje?
Przyjaciele smutno głowę zwiesiwszy nad chujowym nadzwyczaj losem wielkiego poety, publicznie o pomoc proszą, o ściepę na wieszcza apelują. „Mogą Państwo pomóc, wpłacając pieniądze na fundację z dopiskiem: „Darowizna na rzecz Fundacji Niezależne Media” - piszą.
Już chciałem swoją złotówkę do tej świnki (w sensie: skarbonki) dorzucić, kiedy przypomniałem sobie, że nasz wieszcz jako laureat nagrody Nike, przez ową Wyborczą fundowanej, bez protestu i dąsania się, sto tysi z okładem zgarnął. Teraz zgrywa lumpa i głupich pięciu tysięcy nie chce im oddać. Myślę, że ze strony tak wielkiego poety to zwykła małostkowość.













