Czy prostytucja powinna być legalna? To wbrew pozorom dość skomplikowany problem. Moje pytanie brzmi: o jakiej prostytucji mówimy?
No, bo jeśli na moment choć odstawimy na bok lepsze lub gorsze panienki z ulicy Poznańskiej, lub agencji towarzyskiej Pluszowe Misiaczki, to się okaże, że legalne jest jednak to, co wydaje się być nielegalnym. Prostytucja w różnych odmianach jest w Polsce wszechobecna i legalna jak najbardziej. Zwłaszcza kwitnie prostytucja polityczna, a pewna agencja towarzyska na ulicy nie koniecznie miejskiej, płaci nawet za kurwienie się bardzo konkretne pieniądze. Jest to zresztą agencja całkiem duża, bo będzie tam towaru z pół tysiąca z okładem, nie licząc obsługi. Towar ten ci jest bardzo różny, raczej dla ślepych i dodatkowo głuchych, ale na bezrybiu to i rak ryba.
Całkiem dobrą kooperatywą kurewsko-towarzyską jest ta powiązana z Żoliborzem, zrzeszająca wyjątkowo zatwardziałe dziwki płci obojga. Nie chcę wymieniać ani nazwy tej kooperatywy, ani tym bardziej nazwisk prominentnych jej dupodajek (płci obojga podkreślam), bowiem po pierwsze brzydzę się procederem, a po drugie nie chcę być ciągany po sądach za reklamę stowarzyszeń i organizacji moralnie wątpliwych, rozwiązłych i deprawujących.
Oczywiście można by znaleźć kilka innych przykładów od lat i od zawsze legalnej prostytucji, tylko po co zamulać i tak już zamulony tutejszy blog. Innymi słowy – kończąc i podsumowując – problem z „nielegalnymi” kurwami może i jest, ale w niczym nie dorasta problemom z prostytutkami jak najbardziej legalnymi, z reguły na państwowym wikcie.













