Nie takie rzeczy bóg wybacza #15

02/08/2009

Jeśli kościół może kojarzyć się z kobietami, to zazwyczaj ze starymi dewotami, lub w ostateczności z nieco młodszymi kandydatkami na dewoty. Tymczasem brytyjski fotograf Craddock, pokazał, że czasami należy być przygotowanym na zaskoczenia.  W pewnej angielskiej pipidówie znalazł uroczy kościółek do którego wprowadził równie urocze panny, a następnie pstryknął całą serie jakże uroczych fot. Niestety, pewna cześć wiernych zdecydowanie nieobyta z jakąkolwiek sztuką (poza sakralną rzecz jasna) nie podzieliła zachwytu nad urokiem lekko erotycznych fotografii. Już samo słowo erotyzm wzbudziło u wiernych alergię i spowodowało groźne duszności, zaś jeśli zważy się, że na atelier wybrano kościół, łatwo wyobrazić sobie reakcje środowisk – jak to się mówi – „tradycyjnie konserwatywnych”.  Czara goryczy się przelała, gdy okazało się, że roznegliżowane panienki całkiem nieźle się zabawiały, korzystając z naturalnych dekoracji zgromadzonych w przybytku pana bozi. Na szczęście Anglia to nie Polska i nikt tam za tego typu happeningi nie doprowadza artystów przed sądy, ani tym bardziej nie wsadza do więzienia, ale wesoło było. Artysta Craddock tłumaczył się, że ksiądz o wszystkim wiedział i kasę wziął do kieszeni. Zaproponowano mu nawet udział w sesji, jednak odpuścił kiedy dowiedział się, że nie będzie rozebranych chłopców a tylko dziewczyny.

Foty do zobaczenia tutaj: http://www.neolestat.com/neolestat_church.htm


Nie takie rzeczy bóg wybacza #14

31/05/2009

Nawet jeśli to Żydzi (popychani przez Rzymian) uśmiercili obywatela Jezusa, to i w tej kwestii okazali się narodem niezwykle praktycznym i przewidującym. Pamiętajmy bowiem, że w tamtych zamierzchłych czasach, równie popularnym co i krzyżowanie sposobem uśmiercania, było topienie pacjenta lub pacjentki. Niby rzecz bez znaczenia, choć z dzisiejszej perspektywy dość istotna. No bo wyobraźmy sobie drodzy parafianie, co by to było gdybyśmy dziś właśnie, w przypływie miłości, uwielbienia i wiary głębokiej, zamiast krzyży nad drzwiami musieli wieszać akwaria?


Nie takie rzeczy bóg wybacza #13

28/05/2009

Znajomy mego znajomego jest księdzem. I kiedy wczoraj zasiedzieliśmy się wspólnie nad flaszką (to znaczy ów ksiądz, mój znajomy i ja), okazało się, że ksiądz ów to nie taki święty jakby można było przypuszczać. Zrobił nam dłuższy wykład na temat trendów, mód i podziałów wśród tak zwanego rodzimego duchowieństwa. Wedle niego książa w dużym skrócie dzielą się na miastowych i wiejskich, a to z kolei rzutuje na styl życia który prowadzą. Co do wiejskich sprawa jest jasna: cały czas są na tapecie, więc się pilnują, a z wiekiem gnuśnieją. Ot, typowe wiejskie ćwoki. Ani pochlać dobrze nie mogą, ani podupczyć przyzwoicie, bo stare baby i kumy zaraz wyśledzą i wypatrzą. Jednym słowem – przejebane. Dużo lepiej mają „miastowi” , a zwłaszcza wielkomiastowi. Są w miarę, albo i całkowicie anonimowi, stąd też wolno im praktycznie wszystko. Kluby, dyskoteki, panienki, gorzała – to u nich wręcz norma. Niczym nie różnią się tu od innych samotnych mężczyzn bez sutanny. Ponoć- jak twierdzi znajomy mojego znajomego – w Warszawie jest nawet ekskluzywny burdel, który od lat specjalizuje się w obsługiwaniu głównie panów księży. Szampanik, dupka, albo nawet dwie, mała przyjarka z selekcjonowanej maryśki, i do boju. Następnego dnia wyluzowany księżulo zagrzmi z ambony i z błotem zmiesza zboczeńców, amatorów seksu poza-małzeńskiego, rozwiązłych i nie moralnych obywateli, zazwyczaj katolików, łamiących przykazania boże i w dupie mających nauki nieodżałowanego rodaka J2P. I aż żałuje, że nie zostałem księdzem. A że nie wierze w boga? Cóż to ma za znaczenie i kogo to obchodzi. Ksiądz z wczorajszej popijawy stwierdził, że również w dupie ma te wszystkie bajeczki, a do wypełniania misji wystarcza jedynie umiejętność świętojebliwego nawijania. Każdy na to się nabiera.


Nie takie rzeczy bóg wybacza #12

13/05/2009

Watykan mocno wczoraj zaakcentował informację wedle której “Papież nigdy nie był w Hitlerjugend“. To odpowiedź na zaczepki pojawiające się (nie po raz pierwszy zresztą) podczas podróży do Izraela, zarzucające Ratzingerowi hitlerowską przeszłość. I rzecz nie dotyczy samego Izraela, tylko Niemiec gdzie o papieżu jako członku Hitlerjugend pisze gazeta “Tagesspiegel”.

Rzecznik Watykanu ksiądz Federico Lombardi, postanowił dać temu słuszny odpór. Autorytet nie może być oskarżany o tak niecne czyny. Więc jeśli przyszły papież był jakoś umoczony w działania wojenne, to tylko poprzez oddziały pomocników obrony przeciwlotniczej, do których został powołany w 1943 roku mając 16 lat. A to raczej, zdaniem rzecznika, nie była organizacja “fanatycznych ochotników“. „Była to siła pomocnicza wojska, nie miała nic wspólnego z nazistami i nazistowską ideologią” – podkreślił.

Można rzec, że nie  ma tu nic zaskakującego.

Wierzę zarówno rzecznikowi Watykanu, jak i samemu papieżowi, jak i każdemu innemu Niemcowi w „słusznym” wieku. Naprawdę, ze świecą szukać by kogoś, kto w tamtych czasach służył w oddziałach innych niż służba pomocnicza, lazarety albo orkiestra wojskowa. W obozach rządzili Polacy, w SS służyli Ukraińcy, Łotysze i ktoś tam jeszcze, zaś gestapo to byli jacyś psychiczni i pół-Niemcy, których sprawnie wyłapano po wojnie i przykładnie ukarano. I ja naprawdę nie jestem w stanie zrozumieć tych ludzi, którzy widząc 80-letniego Niemca, natychmiast zastanawiają się co też gościu robił w czasie wojny. Jeśli więc ktoś z was jest aż tak dociekliwi, że widząc Ratzingera w świętym przebraniu pyta o jego przeszłość, to odpowiedź jest już gotowa. W Hitlerjugend to byli brat i siostra przez przypadek, zaś Joseph to dobrotliwy i już wtedy z lekka świętojebliwy pomocnik przeciwlotników, pewnie zaszyty w kuchni przy obieraniu ziemniaków.


Nie takie rzeczy bóg wybacza #11

12/04/2009

Ku schyłkowi ma się pierwszy dzień świąt. Wszystko wydaje się być w normie. Przeciętny Polak i obowiązkowo katolik, święta te spędza zgodnie z wielowiekową tradycją: rano na mszę, potem do rodziny. Tam nażreć się bigosu, kiełbasy, przetrącić schabowym i obowiązkowo nawalić się na maksa, czyli w trupa.  Nieco nowsza tradycja każe jeszcze na koniec wsiąść do auta, najlepiej malucha lub zdezelowanego rzęcha pod tytułem Opel lub beema i z ułańską fantazją wyjechać na drogę. Przed nami (wami) jeszcze drugi dzień. Do pijanych rodaków, jako się rzekło obowiązkowo wierzących katolików, dołączą bandy przygłupich wyrostków, w większości pewnie gorliwie chodzących na tzw. religię. Dla innych te dwa dnie to prawdziwy survival. Należy za wszelka cena przetrwać. Pamiętajcie o złotej zasadzie obowiązującej w te święta: lepiej dać się polać wodą, niźli zabić przez pijanego jełopa z krzyżykiem na łańcuszku, wiszącym smętnie przy szyi.