21/04/2009
Pomódlmy się bracia, a potem ich zarżniemy - W minioną niedzielę wierni-pancerni obchodzili tak zwane święto miłosierdzia bożego. Zgodnie z polską tradycją, święto tego typu sprowadza się do koncentracji w jednym miejscu paru tysięcy ludzi, którzy zgodnie obrzucają wyzwiskami i fuckami inaczej niż oni myślących. W języku kościelnym nazywa się to “opanowywaniem sztuki przebaczającej miłości“.
Kto i dlaczego ukradł dwie piosenki Kukiza – Artysta scen polskich Paweł Kukiz z rewolucyjnym wręcz zapałem oświadczył, iż jest zaprzysięgłym wrogiem internetowego piractwa. Też nie przepadam za piratami, ale oświadczenie Kukiza nie bardzo mnie przekonuje. Okazuje się bowiem, że najgłośniej krzyczą ci, co generalnie nic nie sprzedają. Ja rozumiem, że płyta Kukiza kosztuje tylko (aż) 20 złotych, ale dla wielu o 20 złotych za wiele. Jeśli więc raz a może nawet dwa, ściągnąłem piosenkę Kukiza z Sieci, to tylko po to, by się przekonać, czy aby warto zainwestować 10 zeta w przecenioną w międzyczasie płytę. Zawsze wychodzi na to, że nie warto.
Kaczuszki prezydenckie – Niewątpliwie absolutnym przebojem towarzysko-politycznym ostatnich dni są tzw. „małpki”, czyli mikroskopijne buteleczki z gorzałą wszelaką. Nie chodzi tu jednak o byle jakie „małpki”, lecz o „małpki”, od dziś zwane też „kaczuszkami” (jaki prezydent, takie butelki). Wrogowie pana prezydenta dowodzą, że pan prezydent jest notorycznym pijakiem i w ten sposób maskuje swój wstydliwy nałóg. Jego przyjaciele tłumaczą z kolei, iż owe 500 flaszeczek to catering samolotowy. No, fajnie, tyle, że pan prezydent nie ma żadnego samolotu, a po drugie – co to za różnica czy Lech Kaczyński żłopie w pałacu czy na pokładzie wypożyczonego samolotu?
Zostaw Komentarz » |
Niecodziennik polszewicki |
Bezpośredni odnośnik
Opublikował/a revelstein
11/02/2009
Wsadzimy kozim synom środkowy palec w dupę.
Państwo polskie nie spocznie nim nie pochwyci zasrańców, którzy skrócili o głowę naszego rodaka. Już za moment wyśle się za mordercami list gończy i tylko czekać jak skruszeni oddadzą się w bezwzględne ręce polskiego wymiaru sprawiedliwości. Myśli ministra Czumy są więc tak naiwne jak naiwny jest jego wygląd. Owym listem gończym, jeśli w ogóle powstanie, pan minister może sobie wytrzeć własny tyłek, a na pewno uczynią to Talikowie, bez względu na jakość papieru. Koło dupy im bowiem lata list taki, śmaki czy owaki z kraju którego nawet nie potrafią zlokalizować na mapie. Poza tym im zupełnie obojętne (i bez różnicy) jest to, czy zarzynają owcę czy może zakładnika. Baran to baran.
Piękny i cieć.
Tomasz Lis w miniony poniedziałek dość bezskutecznie molestował intelektualnie prezesa Kaczyńskiego. Stronom nie udało się nawiązać kontaktu bo komunikowały się na falach o różnej długości. Jak dobrze wiecie, Lis nie jest gościem z mojej bajki, ale przecież nie mogę tu bezpardonowo atakować lalusia, który próbował zmieszać z błotem kogoś takiego jak Kaczor. Kaczyzm trzeba solidarnie niszczyć. Chcąc nie chcąc, w tej sytuacji muszę się solidaryzować z właścicielem Hanny kiedyś Smoktunowicz. Błąd Lisa polegał na tym, że próbował prowadzić równorzędną dyskusję z cieciem. Zwiódł go garnitur, biała koszula i więcej niż zwykle pudru na licu prezesa. Tymczasem mili państwo, bez względu na krawat i krój garnituru, cieć zawsze pozostanie cieciem.
Dwa listy, dwa palce, dwie dupy.
Wspomnieliśmy o Czumie na początku, wspomnimy i na koniec. Otóż rzecz w tym że pan minister i prokurator w jednym, może wystawić od razu dwa listy gończe: ten za talibami i za samym sobą. Znajome wiewiórki zeznają iż w Stanach, gdzie kolega Czuma drzewiej bywał, zapadło na niego kilka wyroków za uchylanie się od płacenia należności, a może i wyłudzenia. Przy całej sympatii dla Tuska, no kurwa nie ma facet szczęścia do kolegów. I to jeszcze minister sprawiedliwości!!! Drobny geszefciarz i tandeciarz, rypiący znajomych na kilka tysi dolców. Już widzę i słyszę tych chujów z PiSu. Polityczne łajno będzie miało ubaw.
Zostaw Komentarz » |
Niecodziennik polszewicki |
Bezpośredni odnośnik
Opublikował/a revelstein
07/10/2008
Ciul robi z nas ciuli.
Gruchnęła wieść, że PanzerPope Ratzinger zamierza uznać za świętych od razu trzech papieży: Piusa IX, Jana XXIII oraz naszego Jaśka Pawła. Nie ma co się bawić w detal, zróbmy to hurtowo, uznał Watykan. Można temu przyklasnąć, bo oznacza to, że zamiast trzech diablo nudnych imprez, będziemy mieli równie nudną, ale chociaż jedną. Niezależnie jak się to wszystko skończy, jedna rzecz wymaga zastanowienia. Jaka będzie reakcja polskich wiernych? Gdybym był owym wiernym i rozmiłowanym w JP Drugim, to by mnie jasny szlag trafił na taką wieść. Bo co mi tu będą mojego papieża z jakimiś makaroniarzami beatyfikować. Jaś, to był Jaś, to był gigant i cool gościu, i nie po to mu tyle pomników postawiliśmy, żeby jakieś włoskie urzędasy traktowali go teraz jak marchewkę na straganie. Więc albo go porządnie beatyfikują, albo zrobimy porządek z całym tym Watykanem. A Benedykt niech nas „ciule” nie wita. Ciul to jest on.
Alzhaimer czy demencja?
Szef klubu PSL Stanisław Żelichowski zapowiedział złożenie w IPN… zawiadomienia o przestępstwie sfałszowania wyborów w 1947 roku! Że niby PSL chamsko wtedy wypinkowano i inaczej wyglądała by polska rzeczywistość, gdyby wtedy było inaczej. Niezależnie od absurdalnych myśli Żelichowskiego dwie rzeczy zwracają tu uwagę. Po pierwsze: kogo zdrowego na ciele i umyśle obchodzą dziś jakieś pierdolone wybory sprzed 60 lat? Jaka to dla mnie różnica, czy je wtedy sfałszowano i co z tego wynikało? Dokładnie żadna! Więc jeśli dziś ktoś zawraca mi łeb takimi pierdołami, to uznaje go za kompletnego wariata. A z wariatami nie chce mieć nic do czynienia.
Po drugie: dzisiejszy PSL tak zadziornie dziś walczy o dobre imię tamtego PSL, bo – jak rozumiem – uważa się za spadkobiercę tamtych mikołajczykowskich czasów. Tyle, że drodzy państwo, to jakieś poplątanie z pomieszaniem. Dzisiejszy PSL Pawlaka to dawny ZSL, i z tamtym PSL ma tyle wspólnego co ja z Waryńskim. Przez lata całe chodzili na krótkim pasku PZPR i nagle dopadła ich demencja. Oni sobie po prostu, bez mrugnięcia okiem, zaadoptowali historię do własnych potrzeb, nie pytając nikogo ani o zdanie, ani o zgodę, uznali się za potomków Mikołajczyka. Innymi słowy: chujnia do kwadratu, w ZSLowskim (przepraszam: PSLowskim) stylu.
Zostaw Komentarz » |
Niecodziennik polszewicki |
Bezpośredni odnośnik
Opublikował/a revelstein