Pensjonariusze z Tworek #4

02/04/2009

klamstwo_090402Jak się pojawi wasz prezydent i coś powie, to od razu wszystko jest jasne i zrozumiałe. Sądzę nawet, że jak prezydent coś powie, to nie ma chuja we wsi. Rzecze przeto ów egzemplarz:

„To jest walka tej Polski, która ma coś na sumieniu z tą Polską, która nie ma. (…) Ta Polska, która ma coś na sumieniu jest wciąż bardzo silna.”

W ten sposób broni przed atakami ulubioną swą instytucję, czyli IPN z jego szefem, podwórkowym kundlem do wynajęcia. A kto atakuje ten polityczny chlew? Wałęsa, Kwaśniewski, Mazowiecki, czyli była agentura, oraz armia tych co wedle prezia mają coś za paznokciami.

„Oni mają wielki  problem, problem ludzi, którzy mają jakieś grzechy”.

Zajebiście więc sprawnego i dociekliwego macie prezydenta. A ja się cieszę, że w przeciwieństwie do tych wszystkich Polaków „z problemami”, Lech Kaczyński oraz jego brat, są jednymi z nielicznych ludzi, którzy nie mają żadnych problemów. To być może miłe uczucie, acz nie jestem pewien, czy w jakikolwiek sposób nobilitujące. Każdy bowiem szanujący się człowiek w Polsce, zwłaszcza z opozycyjnym życiorysem, musi mieć swoją teczkę i domniemaną agenturalną przeszłość. To dowodzi , iż faktycznie wtedy coś znaczył, coś robił i był dla ludowej władzy niebezpieczny. I ta ludowa władzy wszelakimi sposobami, zazwyczaj nielegalnymi, usiłowało go skompromitować, doprawić mu rogi, diabli ogon lub zrobić z niego agenta. Zazwyczaj bez zgody, a nawet wiedzy zainteresowanego. Jeśli więc dziś masz teczkę grubą jak Kapitał Marksa (plus Dzieła Wszystkie Lenina), oraz obowiązkowy pseudonim TK, to dowód, że wtedy byłeś kimś. Tyle, że masz właśnie ów ”problem” o którym wspomina łaskawie wegetujący prezydent RP. Problem polega na tym, że wszelakie małe ludzie cholernie ci tego zazdroszczą i wszystko zrobią, by cię zniszczyć,  poniżyć i wyeliminować z historii. W ten sposób też chcą odwrócić uwagę od swojego stanu braku posiadania „problemu”. Już kiedyś o tym pisałem: co to za opozycjonista z Kaczyńskiego jednego czy drugiego, któremu bezpieka nie założyła nawet porządnej teczki, który nawet porządnie w mordę od nich nie dostał? To go właśnie boli. Bo Wałęsa gdyby był byle kim, to dziś też nie miałby teczki, a co najwyżej skoroszyt z dwiema kartkami na krzyż, niczym Kaczyński.

Z Kwaśniewskim to też ściema, bo Kaczyński, a zwłaszcza Kurtyka doskonale powinni wiedzieć, że w okresie o którym mowa, Kwaśniewski należał już do politycznego establishmentu, a takich bezpieka z zasady nie werbowała. Naiwna wiara Kurtyki w rzetelność bezpieczniackich kwitów nadal zadziwia i wręcz powala. No ale to takie pojebane towarzystwo, nadętych krętaczy bez przeszłości. 


Pensjonariusze z Tworek #3

30/01/2009

 

wolniewicz_090129Nic tak nie poprawia humoru i wprowadza w dobry nastrój, jak ujrzenie po długim niebycie ulubionej postaci. Otóż wczoraj koło północy w dyskusji  TV Kultura poświęconej karze śmierci, pojawił się pan profesor Bogusław Wolniewicz.

* Info dla niewtajemniczonych numer jeden: Wolniewicz to filozof i logik działający wbrew logice, skumany od lat z katopolactwem i wszelkiego rodzaju innymi zboczeniami,  począwszy od Radia z Twarzą a na Naszym Dzienniku skończywszy.

* Info dla niewtajemniczonych numer dwa: pan profesor Wolniewicz jest dlatego moim ulubieńcem, bo to on właśnie wymyślił teorię wedle której,  Polskę atakują  bezustannie i bez przerwy Sprzedawczyki podżegane i finansowane przez brooklyńskich Żydów. Dzięki więc szanownemu panu profesorowi mój blog ma motto takie jakie ma. Przyznacie więc, że nie da się nie lubić,  czy ignorować takiej postaci.

Z przyjemnością też stwierdzam, że pan profesor żyje i ma się dobrze, choć już nie tak dobrze. W programie który oglądałem, pan profesor najczęściej przysypiał, by budząc się na chwilę, wykrzykiwać  inwektywy kompletnie nie na temat skierowane do osób nie tyle będących w studiu, co raczej w jego przerwanym przed chwilą śnie. Potem znów zapadał w krótką drzemkę, z której wytrącał go łokciem nie znający litości prowadzący dyskusję. I to nawet było zabawne. Tyle, że do dziś dojść nie mogę, co chcieli osiągnąć autorzy sadzając na kanapie oryginała uchodzącego może w TV Trwam, ale nie w programie mającym w nazwie słowo Kultura. Nie ten cyrk i nie te małpy. 


Pensjonariusze z Tworek #2

07/11/2008

Przyznam się, że wczoraj tarzałem się ze śmiechu. Dawno bowiem nie słyszałem tak dobrego dowcipu, lub też dawno nie słyszałem równie kuriozalnego osądu.  Boże, jakże trzeba mieć totalnie nasrane we łbie, by w ogóle wypowiadać  tego typu złote myśli. W czym rzecz?

Otóż od parunastu godzin politycy tak zwanego PiS powtarzają wszem i wobec, że polskim Barackiem Obamą jest… Lech Kaczyński. Prawie do rana siedziałem szukając jakichkolwiek podobieństw, ale gdzieś koło czwartej się poddałem. I zostawmy w spokoju tak oczywistą rzecz,  że jeden jest czarny, a drugi to białas z odcieniem niezdrowej szarości. To bez znaczenia. Bez znaczenia generalnie jest też wygląd obu panów, tym bardziej,  że porównywanie  z Obamą czegoś, o wyglądzie rozgotowanego kartofla nie pierwszej świeżości, jest  zbyt bolesną zniewagą nowego prezydenta USA.  Dajmy więc spokój.

Politycznie wygląda to jeszcze gorzej, bo z jednej strony staje ktoś otwarty, o liberalnych poglądach, z drugiej zaś prawicowo konserwatywny matoł, bez jakichkolwiek innych wyraźnych i akceptowalnych poglądów. Z jednej strony ktoś kto budzi zaufanie, z drugiej zasklepiony w sobie, zakompleksiony, nieporadny intelektualnie chłopina, bez krzty charyzmy. A jeśli koronnym argumentem ma być twierdzenie, że Kaczyński też chce zmieniać Polskę, tak jak Obama Amerykę, no to nieśmiało podpowiadam, że tego samego chciał McCain i paru innych też chciało, tylko nikogo nie przekonało.

I jeśli brat naszego Obamy ma mówi, że “Lech Kaczyński jest prezydentem zmian“, to jest to półprawda. Bo chodzi tu oczywiście o zmiany, tyle że na gorsze. Pożal się boże spin doktor z Dolnego Parczewa Adam Bielan dodaje dla jasności, że  

„… prezydent Lech Kaczyński niewątpliwie doszedł do władzy pod hasłem zmiany. Radykalnej zmiany tego, co prezentowali jego poprzednicy”.

I z nim tym bardziej trzeba się zgodzić, bo przecież jesteśmy świadkami nieustających zmian w wykonaniu Lecha Kaczyńskiego. Nikt tak szybko i skutecznie nie spierdolił Polski. Tu faktycznie zmiany są błyskawiczne! Aż strach pomyśleć, co będzie do roboty, jak za dwa lata (niestety jeszcze dwa lata, a tu ciągle tyle spraw do spierdolenia), historia niczym woda spuszczona z rezerwuaru zmyje z powierzchni Obame z Żoliborza. I każdy następca będzie dobry, nawet kulawy, czarny i obrzezany.

A z tym Obamą, to rzeczywiście przegięli, bo przecież jeśli już na siłę szukać jakiś podobieństw, to Kaczyńskiemu znacznie bliżej do Schwarzeneggera. I jeden i drugi grywał  w filmach. 


Pensjonariusze z Tworek #1

13/10/2008

Niestety, jeśli zamiast szpitali dla wariatów buduje się pomniki papieża, zawsze kończy się to takimi sytuacjami. Otóż grupa nie pozamykanych z braku miejsc chorych, postanowiła założyć sobie partię. Złożyli nawet w sądzie wniosek o jej rejestrację. To to ma się nazywać “Naprzód Polsko”. Tak oto skutkuje kompletny brak zainteresowania odpowiednich służb i władz poczynaniami schizofreników w zaawansowanej chorobie. Robią co chcą. Cała nadzieja teraz w sądzie, który przyszłych Napoleonów, Mussolinich, Piłsudskich, Dmowskich czy Witosów sprowadzi na ziemię, a w zasadzie do pomieszczeń o miękkich ścianach. Jeśli zaś stanie inaczej, to będziemy przeto pierwszym państwem w Europie w której pacjenci w kaftanach mają swoją partię.

Zacne jest zaprawdę owe grono fricków. Bogdan Pęk, Bogusław Rogalski, Sylwester Chruszcz, Dariusz Grabowski, Andrzej Zapałowski, Janusz Dobrosz – może nieco mniej znani niż Macierewicz, ale jednak kwiat polskich wariatów. Brakuje jeszcze paru nazwisk, ale mam cichą nadzieje, że wkrótce dołączą do kolegów, do pionierów ruchu politycznego sprawnych inaczej. Na razie należy kibicować temu zjawisku, bo zapowiada się że może być całkiem wesoło. Gdyby jednak awanturowali się za bardzo, to zadzwońcie po policje i sanitariuszy.

PS. Właśnie dowiedziałem się (z opóźnieniem) że Simon Mol wyemigrował i to na dobre. Nie spodobała mu się Polska?