Jak się pojawi wasz prezydent i coś powie, to od razu wszystko jest jasne i zrozumiałe. Sądzę nawet, że jak prezydent coś powie, to nie ma chuja we wsi. Rzecze przeto ów egzemplarz:
„To jest walka tej Polski, która ma coś na sumieniu z tą Polską, która nie ma. (…) Ta Polska, która ma coś na sumieniu jest wciąż bardzo silna.”
W ten sposób broni przed atakami ulubioną swą instytucję, czyli IPN z jego szefem, podwórkowym kundlem do wynajęcia. A kto atakuje ten polityczny chlew? Wałęsa, Kwaśniewski, Mazowiecki, czyli była agentura, oraz armia tych co wedle prezia mają coś za paznokciami.
„Oni mają wielki problem, problem ludzi, którzy mają jakieś grzechy”.
Zajebiście więc sprawnego i dociekliwego macie prezydenta. A ja się cieszę, że w przeciwieństwie do tych wszystkich Polaków „z problemami”, Lech Kaczyński oraz jego brat, są jednymi z nielicznych ludzi, którzy nie mają żadnych problemów. To być może miłe uczucie, acz nie jestem pewien, czy w jakikolwiek sposób nobilitujące. Każdy bowiem szanujący się człowiek w Polsce, zwłaszcza z opozycyjnym życiorysem, musi mieć swoją teczkę i domniemaną agenturalną przeszłość. To dowodzi , iż faktycznie wtedy coś znaczył, coś robił i był dla ludowej władzy niebezpieczny. I ta ludowa władzy wszelakimi sposobami, zazwyczaj nielegalnymi, usiłowało go skompromitować, doprawić mu rogi, diabli ogon lub zrobić z niego agenta. Zazwyczaj bez zgody, a nawet wiedzy zainteresowanego. Jeśli więc dziś masz teczkę grubą jak Kapitał Marksa (plus Dzieła Wszystkie Lenina), oraz obowiązkowy pseudonim TK, to dowód, że wtedy byłeś kimś. Tyle, że masz właśnie ów ”problem” o którym wspomina łaskawie wegetujący prezydent RP. Problem polega na tym, że wszelakie małe ludzie cholernie ci tego zazdroszczą i wszystko zrobią, by cię zniszczyć, poniżyć i wyeliminować z historii. W ten sposób też chcą odwrócić uwagę od swojego stanu braku posiadania „problemu”. Już kiedyś o tym pisałem: co to za opozycjonista z Kaczyńskiego jednego czy drugiego, któremu bezpieka nie założyła nawet porządnej teczki, który nawet porządnie w mordę od nich nie dostał? To go właśnie boli. Bo Wałęsa gdyby był byle kim, to dziś też nie miałby teczki, a co najwyżej skoroszyt z dwiema kartkami na krzyż, niczym Kaczyński.
Z Kwaśniewskim to też ściema, bo Kaczyński, a zwłaszcza Kurtyka doskonale powinni wiedzieć, że w okresie o którym mowa, Kwaśniewski należał już do politycznego establishmentu, a takich bezpieka z zasady nie werbowała. Naiwna wiara Kurtyki w rzetelność bezpieczniackich kwitów nadal zadziwia i wręcz powala. No ale to takie pojebane towarzystwo, nadętych krętaczy bez przeszłości.
Opublikował/a revelstein
Nic tak nie poprawia humoru i wprowadza w dobry nastrój, jak ujrzenie po długim niebycie ulubionej postaci. Otóż wczoraj koło północy w dyskusji TV Kultura poświęconej karze śmierci, pojawił się pan profesor Bogusław Wolniewicz.
Opublikował/a revelstein
Opublikował/a revelstein