Personal Messages #35

02/11/2009

Ostatnie zamachy terrorystyczne w krajach muzułmańskich być może powinny natchnąć mnie przerażeniem, a może nawet współczucie me powinno być bardzo widoczne.  W Pakistanie, Iraku i gdzieś tam jeszcze, zginęło parę setek wyznawców religii pokoju, wysłanych w ekspresowym tempie do Allacha przez innych wyznawców religii pokoju. Jakoś mnie to jednak nie martwi. Martwić mnie to będzie dopiero, kiedy jedni wyznawcy religii pokoju przyjadą na gościnne występy na teren innej religii pokoju. To będzie powód do zmartwienia, bo zachodzi wtedy prawdopodobieństwo, że w rozgrywkach pomiędzy różnymi drużynami miłujących na swój sposób boga, mogę zupełnie przypadkowo ucierpieć ja, oraz tysiące takich jak ja, czyli takich, którym bóg lata nie powiem koło czego.  Prosto z mostu powiem (napiszę) tak:  jestem zadowolony, że stada muzułmanów rżną się między sobą. To leży w naszym interesie. Niech się wysadzają na potęgę, nich tysiącami podróżują do raju w objęcia tych mitycznych dziewic , byleby tylko eksplodowali u siebie. Należy im wręcz kibicować i w jakiś sposób namawiać do wzajemnego eliminowania się. Amen


Personal messages #34

01/11/2009

„Denerwuje mnie, że religie zostały wymyślone jakby wbrew poczuciu humoru. Zapomina się o tym. Kto dziś czyta Biblię? Gdyby katolicy ją czytali, pewnie znaleźliby się tacy, którzy zauważą, że tak naprawdę jest pełna przesady, patosu, śmieszności. Narodziny Jezusa: niebo się otwiera, anioły śpiewają, ogień krzepnie, blask ciemnieje. W końcu bazą wiary staje się nie to, w co chciałbyś wierzyć. Zgadzam się z tezą Freuda, że religie są zbiorowymi neurozami. Często zamieniają się w obsesje. Jak wszystkie obsesje mają porządkować życie. Nie ma w tym nic złego, jeżeli nadają porządek w mądry sposób, zazwyczaj chyba jednak w głupi, pozbawiony inteligentnego dystansu”. [cytowane; autora znajdźcie sami]

Na pokute.

„dupcia, cipcia, siusiorek…

i tak 500 razy.

i tak się kończy paciorek.

a te z pierwszej ławki – na rekolekcje i do poprawki, po zażyciu trawki” [cytowane; znalezione w Sieci. Szarej sieci!]


Personal messages #33

23/09/2009

Z tym wprowadzaniem żałoby narodowej jest mnie więcej tak, jak z wprowadzanymi na siłę i bez zastanowienia ograniczeniami prędkości do 50 km na godzinę. I tak ich nikt nie przestrzega. O ile jednak za ograniczeniem prędkości nie ciągnie się żaden „moralny smrodek” o tyle za żałobą już tak. No, bo jeśli mimo jej obowiązywania nie tylko mało kto ją przestrzega, ale publicznie kwestionuje jej sens, to czy znaczy to, że jest się nieczułym, pozbawionym uczuć palantem? Szafowanie żałobami powoduje to, iż traktujemy je jako nieistotną fanaberię jakiegoś stetryczałego polityka, czyli władzy. Poza tym nie można zmuszać nikogo na siłę do współczucia innym. Nie wszyscy płakali po papieżu,  nie wszyscy też płaczą po górnikach. I tak się zastanawiam… Zginęło (na razie) 15 górników. A gdyby zginęło 5-ciu? To byłaby ta żałoba, czy też by jej nie było? A jeśli nie – co prawdopodobne – to dlaczego śmierć „tylko” pięciu górników jest mniejszej wagi niż śmierć piętnastu? A może, żeby uniknąć kontrowersji, należy wprowadzić przepis, że żałobę narodowa ogłasza się obligatoryjnie, jeśli liczba ofiar „na dzień dobry” jest większa niż dziesięć? (Z wyłączeniem gejów i Żydów rzecz jasna). Może jestem zimnym, pozbawionym uczuć draniem, ale wydaje mi się, iż śmierć 14 górników, niestety, nie jest niczym nadzwyczajnym. To dramat dla bliskich, ale też wydarzenie o znaczeniu lokalnym, nieszczęście wpisane w ten zawód a więc i nie zaskakujące. Mogę się (z oporami) zgodzić, że śmierć papieża była jakimś pretekstem o ogłoszenia żałoby, bo dla wielu milionów wiernych na świecie był on ważna postacią. Tyle, że nie przypominam sobie, żeby gdziekolwiek poza Polską żłobiono. Pomijam też taki być może drobny fakt, że gdybym był na ten przykład muzułmaninem zamieszkałym na warszawskiej Pradze, to też powinienem utulić się w żałobie, czy może olać to dokładnie, bo nie moja to religia, nie mój papa, nie mój problem? Czy można mnie zmuszać do urzędowego płaczu? Dajmy ludziom wybór, niech płaczą jeśli muszą na własny rachunek i z własnej, nie przymuszonej woli. Inaczej ociera się to o parodię.


Personal messages #32

19/09/2009

Szanowny panie prezydencie, nasz ukochany pigmeju i kartofelku ty jesienny. Zwracam się do ciebie z uprzejmym zapytaniem, czy aby tej żałoby nie możnaby było ogłosić ociupinkę później. Na nieszczęście jestem w Warszau i ta godzina szósta rano w poniedziałek, ni chuja mi nie konweniuje, bowiem od godziny 9.00 rozpoczynam kurs tańca, na który tak strasznie się cieszyłem i na który od tygodnia niecierpliwie czekałem. Pomysł więc żeby żałobić, nie dość że rozwala mi cały dzień, to jeszcze pozbawia mnie elementarnego prawa do nauki i rozrywki. To – sądzę – zamach na moje nabyte prawa obywatelskie. Żeby dużo nie pisać, i głowy panu nie zawracać nadmiarem tekstu, proponuję, aby przesunął pan początek żałobienia na – dajmy na to – godzinę 10.45. Wtedy będę już po zajęciach. Bądź pan człowiek i idź pan drugiemu człowiekowi na rękę. No, to tyle, bo wiem, że czytanie pana męczy.


Personal messages #31

10/09/2009

Zacznę w ten sposób: nie mam żadnych pretensji do polskich piłkarzy, a ich osiągnięcia mnie zadawalają. Chciałbym serdecznie im podziękować , że ani przez moment mnie nie zawiedli. Grali dokładnie wedle moich oczekiwań, tak jak przewidziałem i osiągnęli „sukces” jaki im wywróżyłem już na samym początku. Powiem więcej: takiego właśnie „sukcesu” z całego serca im życzyłem. To wielka przyjemność  patrzeć jak coś rozwija się po twojej myśli, jak również przyjemnym jest (i satysfakcjonującym) obserwowanie tych przeróżnych dupków wierzących , że mamy wielką reprezentację i wspaniałych piłkarzy, tylko los jak zwykle nam nie sprzyja. Jeszcze brzmi mi w uszach arcyśmieszna tyrada pana… no, jak mu tam… Szpakowskiego, który komentując dla telewizora męczarnie podwórkowych amatorów rzekł był całkiem poważnie: „ no szkoda, że przeciwnik nie daje rozwinąć nam skrzydeł”. Czyli szkoda, że nie daje nam pograć i pokazać co jesteśmy warci (żeby było jasnym: jesteśmy gówno warci). I cieszę się przeto (autentycznie i głęboko) ze ta zbieranina bezmózgowców, dla których jedną ważną rzeczą jest marka żelu na kudły i kolejny durny tatuaż, odpadła z dalszej gry. Ich ewentualny awans dalej,  oznaczałby bowiem obniżenie rangi mistrzostwa świata, jak również byłby krzywdą wyrządzoną innym zespołom, które niesprawiedliwie odpadły z gry. Dla drących mordy kiboli, mam też krzepiąca wiadomość: nie martwcie się. Naród polski, czego już niejednokrotnie dowodził, ponad życie ceni sobie porażki, najlepiej takie do spodu beznadziejne. Wkrótce więc pan Leo i jego dzielni „biało-czerwoni” staną się narodowymi bohaterami godnymi pomnika. Ostatecznie zafundowali nam pierwszej klasy widowisko.