Zboki tropiące agentów nie odpuszczają. Działają wedle zasady: nie spoczniemy nim zdechniemy. W zasadzie należy to pochwalić, bo oto jakieś tam zajęcie ma kilku wariatów, którzy w normalnych czasach wyciągaliby rękę po zasiłek od państwa. Poza tym robią za zawodowych rozśmieszaczy, takich gminnych głupków co to przeczytali parę książek i od razu chcą być sołtysami. Aby ułatwić wam robotę, i abyście mieli poczucie kolejnego sukcesu składam oto oświadczenie. Jako były i niebyły a może i obecny agent służb tajnych, oświadczam niniejszym, iż przekazywałem obcym wywiadom (ze szczególnym uwzględnieniem Mossadu) wszystko co tylko mogłem. Kserowałem, fotografowałem, kradłem i podmieniałem, przepisywałem i dopisywałem a także konfabulowałem, a następnie wszystko to wysyłałem do Tel Avivu (a czaem i Moskwy) czym się dało: pocztą, mailem lub kurierem. Dzięki temu dziś mam się całkiem nieźle, czyli wygodnie i dostatnio i o dziwo, nie mam z tego powodu żadnych, nawet najmniejszych wyrzutów sumienia. I tylko niech mi tu żadna komisja nie przysyła wezwań na przesłuchania, bo nie mam czasu na pierdoły i spotkania z ludźmi z którymi przyjemności spotykać się nie mam. Pozdrowienia dla panów Michalkiewicza, Macierewicza, a także księdza Sakowicza-Zaleskiego. Wierzę w was chłopcy.
Personal messages #30
09/09/2009
Zostaw Komentarz » |
Personal Messages |
Bezpośredni odnośnik
Opublikował/a revelstein
Personal messages #29
06/08/2009Mimo mego otwarcia na wszelaką inność i ultra-liberalne poglądy, jakoś nie mogę pogodzić się z tym, że geja nie można nazwać pedałem. Pedał otóż to zwyczajowa, od lat przyjęta, inna choć mało wybredna nazwa homoseksualisty i w rzeczy samej nie widzę w tym nic obraźliwego. A przynajmniej na tyle obraźliwego, by aż musiał się tym zajmować sąd. Jest to słowo (określenie) mocno emocjonalne, jednoznacznie wyrażające stosunek do pewnego rodzaju stosunku. Określenie preferowane z reguły przez element mocno katolicki, moralnie nieskazitelny, kochający jak wiadomo bliźniego swego. Ja go raczej nie używam, no chyba że jestem wzburzony, zwłaszcza na księdza. Karanie za używanie tego słowa to przesada, a przy okazji tworzy się niebezpieczny precedens, bo nagle każdy może czuć się obrażony byle jakim słówkiem za dużo. Dla mnie na przykład katol to katol. Teraz ze strachem będę się oglądał w koło, czy aby jakiś moher (też aby karalne?), tego nie usłyszy i poda mnie do sądu. Jest jeszcze parę innych dosadnych słów, ale aż boję się je przytaczać, bo wiem z zaglądają tu tacy i owacy, którzy niby się brzydzą i mówią że nie zaglądają, a zaglądają. I notują, a potem tak zwyczajnie po polsku i po katolicku jak najbardziej, donosik do prokuratora. I bardzo bym też prosił, żeby mi ktoś wyjaśnił, czy używanie w stosunku do księdza określenia pasterz nie jest przypadkiem obraźliwe. Bo pasterz to to samo co pastuch, a pastuch, to oprócz gościa pasającego kozy, owce czy inna rogaciznę, także cham, nieuk, skończony burak i wieśniak. I żeby tak o księdzu?
2 komentarzy |
Personal Messages |
Bezpośredni odnośnik
Opublikował/a revelstein
Personal Messages #28
19/07/2009
W minionym tygodniu błysnąć usiłował dziennik „Polska”. Zamieścił bowiem notatkę mówiącą o tym, że wedle dwóch amerykańskich dziennikarzy Ernest Hemingway był agentem KGB. Hemingway został ponoć zwerbowany przez – uwaga – KGB w 1941 roku, tuż przed swoją podróżą do Chin. Otrzymał wtedy pseudonim Argo i parę razy ponoć spotykał się z oficerami KGB. Nigdy jednak nic dla ruskiego wywiadu nie zrobił. Tyle plotek.
Ja rozumiem, że Amerykanie z natury rzeczy dyletanci i niedouki, mogą pisać wszystko na każdy temat i z reguły bez sensu. I może im uchodzić notoryczne mylenie KGB z SPD, lub Bałtyku z Balatonem. Jednak nie bardzo wypada, by polska gazeta (co prawda wedle Kaczyńskiego polskojęzyczna) bezkrytycznie powtarzała bzdury wypisywane przez innych. Po pierwsze bowiem w roku 1941 nie było jeszcze KGB! To powstało dopiero na początku roku 1954. Po drugie: to że przeróżne wywiady, w tym i ruski, próbowały „przejąć” Hemingwaya, nie jest niczym sensacyjnym i do tej pory nieznanym. To powszechnie znane fakty, zwłaszcza dla miłośników i znawców Ernesta. Zresztą najwięcej na polu zwerbowania Hemingwaya próbowały zdziałać służby rodzime, zwłaszcza zaś FBI. To FBI wielokrotnie próbowało go zdyskredytować, podłożyć mu świnię, skompromitować go. Nie wykluczone więc, że domniemany ślady współpracy Hemingwaya z Rosjanami w całości są „dziełem” właśnie FBI. Wbrew pozorom też Ernest Hemingway w żadnej mierze nie był postacią o poglądach lewicowych, co najwyżej liberalnych. Do komunistów zachowywał raczej stosowny i daleko idący dystans, a że dał się „wkręcić” w niektóre działania sygnowane przez ówczesnych amerykańskich quazi-czerwonych, to raczej efekt nie tyle jego poglądów, co wyjątkowej w niektórych sytuacjach naiwności Hemingwaya, graniczącej z brakiem wyobraźni. Fakt, klinicznie nie cierpiał faszyzmu, ale w żadnej mierze nie oznacza to że był czerwony.
I na koniec jeszcze jeden fakt świadczący o tym, że „Polska” bezrefleksyjnie zamieściła dęty i odgrzewany kotlet bez dbałości o sprawdzenie podstawowych faktów. Artykulik zdobi bowiem zdjęcie na którym widać Hemingwaya z żoną. Podpis głosi: “Ernest Hemingway z żoną Martą Gellhorn” (foto powyżej). W rzeczy samej do Chin w 1941 roku Ernest jechał ze swoją trzecia żoną, Martha Gellhorn właśnie. Tyle, że na zdjęciu widzimy Hemingwaya z czwartą i ostatnią żoną Mary Welsh. Jak tu więc wierzyć gazecie, która publikuje spartolone od początku do końca niby-informacje.
Zostaw Komentarz » |
Personal Messages |
Bezpośredni odnośnik
Opublikował/a revelstein
Personal Messages #27
09/07/2009Historyk Żydowskiego Instytutu Historycznego Alina Cała, tak zirytowała środowisko „Prawdziwych Polaków”, że aż złożyli na nią donos do prokuratury. Generalnie poszło o to, że w majowym bodaj wywiadzie dla „ŁRzeczpospolitej”, pani Cała wypowiedziała znamienne zdanie:
“Przedwojenny antysemityzm, którym nasiąkła moralność narodu polskiego, sprzyjał holokaustowi”.
To nic nowego, bowiem grubo wcześniej raczej rzeczowo i bez emocji, pisał o tym jeden z nienieckich tygodników. Obrazoburcza myśl pani Całej była więc jedynie chłodnym odniesieniem się do pewnych logicznych wniosków wysuwanych przez Niemców, wniosków które wywołały w Polsce prawdziwą histerię wśród narodowo-katolickich środowisk. Ponieważ dziennikarzy „Spiegla” nie można wsadzić do więzienia, to w zamian i w drodze rewanżu należy spróbować udupić polskiego historyka, rewizjonistę i zdrajcę narodu. Zastanawiam się tylko po co to całe zamieszanie?
Ano, po to, że „Prawdziwych Polaków” strasznie boli prawda i kłuje w narodowe serce. Myśl narodowa zakłada bowiem, że Polacy to w całości bohaterowie i prawe istoty, pośród których nie ma szuj i szmalcowników. Kto twierdzi inaczej, winien czym prędzej trafić na pierwsze z brzegu drzewo. Tymczasem nieokiełznany antysemityzm II Rzeczpospolitej jest powszechnie znanym, historycznym faktem. I trudno się przeto dziwić iż pewne, całkiem liczne grupy społeczne, z nijakim zadowoleniem przyjęły „ostateczne rozwiązanie”, wychodząc z założenia, że czego nie zrobiły nieudolne rządy międzywojnia, naprawi i ostatecznie załatwi obywatel Adolf. Bez afiszowania się, ale z cichym przyzwoleniem obserwowały przeto wyczyny nadludzi, w temacie rozwiązania nierozwiązanej do tej pory kwestii żydowskiej. O tym też spokojnie i z dystansem mówiła i mówi Alina Cała. Niestety są to jednak treści zakazane i wysoce nieprzyzwoite, bowiem burzą wygodny i wyimaginowany narodowy wizerunek.
1 komentarz |
Personal Messages |
Bezpośredni odnośnik
Opublikował/a revelstein
Personal messages #26
29/06/2009Mam takie przekonanie, że właściciel telewizji Polsat, w dobie kryzysu, czyli ogólnie ciężkich czasach, wyrzucił w błoto parę milionów złotych. Dał się wrobić po raz kolejny w finansowanie imprezy dumnie nazywanej festiwalem, w dumnym kiedyś amfiteatrze w Sopocie. Jednak czasy świetności dawno minęły, zarówno Opery Leśnej, jak i polskiej piosenki. Może Top Trendy nie były aż tak mega-kaszaniarskie jak festiwal w Opolu, ale i tak tandeta, szmira i bylejakość wylewały się strumieniem z każdego otworu. To co „znawcy” nazywają polską piosenką i polskimi piosenkarzami, to co najwyżej smętnie zawodząca zgraja panienek do rżnięcia (od lat i niezmiennie) oraz niespełnionych w żaden inny sposób panów bez przyszłości i zawodu. Nazywanie zbotoksowanego paszteta Górniak piosenkarką a nawet gwiazdą, czy podstarzałego i raczej bez talentu Olbrychskiego „młodym talentem” jest prymitywną kpiną z widza. No, ale mamy wolność mediów, stąd każdy może pokazywać co chce (zwłaszcza jeśli ma pieniądze) a widz może oglądać co mu się podoba. Wolność zaś jest tym większa, im bardziej beznadziejne są oczekiwania widza.
Zostaw Komentarz » |
Personal Messages |
Bezpośredni odnośnik
Opublikował/a revelstein