Archiwum dla ‘POP-PATRIOTYZM’

3 Maj 2012

barwy to rzecz pocięta

revelstein pisze:

 

Do ciekawego wydarzenia doszło w Poznaniu. Oto pewien artysta wziął i pociął na drobne kawałki szaliczek w barwach Lecha, czyli miejscowego klubu piłkarskiego.

Pocięty szaliczek ułożył następnie w napis „Praca wre” i powiesił na płocie tego pożal się boże klubu. Zamiar całej operacji był taki, aby raz jeszcze zapytać o sens bezsensownych na ogół wydatków na tak zwane Euro 2012. Trzeba pytać o to codziennie, także po zakończeniu owego zlotu bandytów. W Poznaniu jednak jeśli jakakolwiek dyskusja była, to miała (a pewnie i ma nadal) nieco dziwaczny klimat. Jedynym bowiem efektem działania artysty było… święte oburzenie kiboli. Te pół, a wielu przypadkach ćwierć mózgi, odgrażają się, iż artysta zapłaci za swój niecny czyn, choćby dlatego że „barwy to rzecz święta”.   No cóż… Może i niektóre barwy dla niektórych są święte, ale szaliczek klubowy czyli w sumie kawałek szmaty, ma ze świętością mniej więcej tyle wspólnego, co mecz piłkarski z imprezą kulturalną. Nawet do podtarcia tyłka za bardzo się nie nadaje. Ale jak się ma kibolski rozum na poziomie muszki owocówki, to czego tu się w sumie spodziewać. Za to Kaczyński pewnie jest szczęśliwy, bo jego pupile i wybrańcy, zdrowe jądro gnębionego narodu, nie odpuszczają i w każdy możliwy sposób prowadzą wielce heroiczną i świętą walkę narodowowyzwoleńczą. Amen

1 Maj 2012

w imię ojca i syna i 1 maja amen

 revelstein pisze:

Rodacy, oczekuję pilnej pomocy! Mam oto poważny dylemat natury moralnej, że o wizerunkowym i estetycznym nie wspomnę.

Bo nie wiem za diabła, co tak naprawdę mam dziś świętować. Robotnicze święto z ponad 120-letnią tradycją, czy  nijakiego Karola Wojtyły rocznicę przeuroczej i niezwykle sympatycznej beatyfikacji (czy jak to sie tam nazywa)? Nie ukrywam, że chciałbym być uważanym za dobrego Polaka, prawego obywatela i przykładnego patriotę, ale czy czczenie robotniczego święta nie obróci w niwecz me starania? Może więc jednak zamiast iść z czerwoną szarfą na piersi i szturmówką w ręku ulicami Warszawy, lepiej bym ze zbolałą na tę okolicznośc miną, wziął udział w jakiejś dziękczynnej procesji?

Nie ma co ukrywać, że Watykan swoją nieprzemyślaną decyzją o terminie beatyfikacji pana Wojtyły wszystko spierdolił. Zepsuł radość tych od pochodów i nadwyrężył cierpliwość tych od procesji. Bo nie da sie pogodzić dwóch świąt w jednym. Nie mogli tego Karola beatyfikować sobie dzień później? Czekał koleś tyle lat na to, mógł poczekać jeszcze jeden dzień. Ta święta korona z głowy pewnie by mu nie spadła. Byśmy mieli wtedy w jednym ciągu trzy poważne święta: robotnika, papieża i konstytucji. Dla każdego coś miłego, palce wprost lizać. A tak dupa blada.

Ale myślę sobie że zawsze można znaleźć jakieś wyjście. Oto jeden z moich korespondentów donosi, że ten pierwszy maja to również (a może przede wszystkim) klesze święto nijakiego Józefa Robotnika (z góry przepraszam jeślim coś pokręcił z tymi imionami). Rodacy, obywatele i wy parafianie będący w mniejszości, która ponoć jest większością: korzystajmy z okazji. Najwyższa pora by owy 1 maja zrobić świętem Świętego Karola Wojtyły Robotnika. Należy mu się nawet, bo przez całe życie zapierdalał ciężko w pocie czoła. Pisał, rozgrzeszał, psuł, naprawiał, mówił, jeździł i ileż to cudownych cudów naprodukował równie cudownie. Spróbować warto. Udało się z Kaczorem na Wawelu, to i ten numer się uda. A ja przynajmniej nie będę miał dylematu.

11 Marzec 2012

sie święci

 revelstein pisze:

Kilkaset osób uczestniczyło dzisiaj w mszy dedykowanej dowódcy polskiego lotnictwa Błasikowi.

Na załączonej fotce widać, że wyjąwszy najbliższych generała, we mszy brała udział sama młodzież. Nikt nie obliczył średniej, ale na pewno była interesująca. Wśród młodzieży dało się zauważyć rozpromienione  twarze ukochanych przywódców patriotycznej młodzieży, w tym również znanych ideologów z frontu wojny polsko-polskiej. Było sympatycznie, aż żal było mszę kończyć.

1 Marzec 2012

narodowe wzdęcie

revelstein pisze:

 

Dziś wielkie święto, święto żołnierzy zaklętych przez polską pieniaczą rzeczywistość historyczną. A z tymi zaklętymi to jest tak niestety, że kiedy ziarno odsiewa się od plewy, często to plewa staje się największą wartością.

I w ten cudowny sposób zaklęcia stały się prawdą, nieco na wyrost, acz chętnie podchwytywaną. Gloryfikując zaklętych wszystko się robi, wymyśla rebusy i poprawia historię, byle tylko bezdyskusyjna i niekwestionowana była prawda którą my wyznajemy. Kto nie wierzy, ten zdrajca, komuch i kandydat do narodowego gazu. W zasadzie mi to lata koło pióra, choć nie bardzo trawię, kiedy nagle bandyta staje się bohaterem, a bohater bandytą. To zbyt proste recepty na rozumienie skomplikowanej i rzadko jednoznacznej historii.

I jak słucham pana Kaczyńskiego, gorącego promotora historycznego i histerycznego zawracania głowy, a do tego jeszcze nawiedzonego pana Żaryna, to aż dziwię się, że do tej pory nie zrzekli się magisterskich i doktorskich tytułów nabytych niestety w komunistycznych uczelniach, komunistycznego i zbrodniczego państwa, państwa z którym u jego zarania, tak bohatersko walczyli ich bohaterowie. Należałoby mieć pewną miarę w głoszeniu objawionych prawd, choćby dlatego, że jakże często ci wyklęci byli przeklęci. Więc generalnie lepiej by było ciszej dzisiaj i dyskretniej pochylać się nad tą trumną. Spojrzeć do przodu, miast bez sensu oglądać się za siebie. No, i żeby było jeszcze na co się oglądać.

17 Luty 2012

ofiary chorych idei

 revelstein pisze:

 

Sierżant Jacek Żebryk ze Świdwina, za walkę z internautami którzy mają inne niż on zdanie o wojnie w Afganistanie i jej uczestnikach, został nagrodzony buzdyganem (taką wewnętrzna MONowską nagrodą).

Faktem jest, iż część z owych internatów, owe inne zdanie wyrażało w sposób – delikatnie mówiąc – nieparlamentarny. To pana sierżanta wzburzyło i poszedł z donosem do prokuratury domagając się karania winnych obrażania honoru polskiego żołnierza. Jego święte prawo. Tyle że, jeśli odrzuci się wulgaryzmy, to internauci w dużej mierze mają rację, a przynajmniej swoje racje. Sprawa jest znana, więc nie chce wchodzić raz jeszcze w szczegóły. Zastanawiam się jedynie, czy wyrażanie swojej opinii, o sensie tzw.  misji w Afganistanie, może być karalne? Ta misja nie musi mi się podobać, tak jak i nie muszę czuć sympatii do tych, którzy się tam najmują na wojnę. Jestem z tych, którzy uważają, iż udział polskich żołnierzy w okupacji Afganistanu to błąd i powód do wstydu (także dla pana sierżanta od buzdygana).

Doskonale rozumiem jego złość, oraz żal po stracie przyjaciół, ale gdyby tam nie leźli, toby dalej żyli wspólnie pili piwo. Przymusu nie było! No, mam taką opinię i nic w tym wedle mnie obraźliwego. Wolno mi tak oceniać tę hucpę, acz od nazywania żołnierzy „bandytami” raczej bym się powstrzymał. Od tego jest prokurator analizujący konkretne przypadki afgańskich historii wojennych.

Natomiast z bólem muszę przyznać, iż trzeba się nieco „ześwinić”, żeby za ekstra pieniądze, i dla chorej idei, jechać do dalekiego kraju, nijak nam nie zagrażającego i gnębić miejscowych za to, że są generalnie inni i nie pasujący do naszych wyobrażeń. To ich kraj, ich religia i ich może i porąbane, ale obyczaje odwieczne.  Zostawmy ich w spokoju, niech się tam kiszą i gotują, bo to nie nasza sprawa, nie nasze interesy i nie nasza zagrożona niepodległość. Tyle, że jak widać, znów dojrzeliśmy do czasów, kiedy o armii wolno jest mówić albo dobrze, albo wcale. Szacunek dla munduru to takie dość ogólne pierdu, pierdu… Ale jeśli już, to zdobywa się ten szacunek zdaje się czym innym, niźli zakładaniem ludziom kagańca i  ostrzeliwaniem wiosek. I tak a’propos panie sierżancie: czy nie chwalił się pan nigdy, ilu to „brudasów” wysłaliście do allacha? Mam nadzieję, że nie.

15 Luty 2012

obozy i obozowicze

 revelstein pisze:

 

Niezawodnym komikiem polskiej sceny politycznej jest bez wątpienia Ryszard Czarnecki.  To tak jak w starej piosence Prońko: gość uwielbia „robić z siebie małpę”. Oto cytat z jego bloga:  

„Miałem bardzo ciekawą rozmowę z J. M. Rymkiewiczem, który – w dużym stopniu słusznie – mówił mi, że należy odejść od podziałów lewica− prawica w Polsce. A zastąpić je innym podziałem: obóz niepodległościowy kontra zdrajcy. Cóż, coś w tym jest…”

No cóż, faktem że mówi takie dyrdymały pan Rymkiewicz, w najmniejszym stopniu nie jestem zaskoczony. Wiek ma swoje prawa, a do tego jeszcze choroby czasem wybierają najsłabsze i najbardziej podatne na schorzenia osobniki. Tak jest w przypadku obywatela wieszcza. któremu najwyraźniej dekiel upadł na podłogę. Natomiast Czarnecki poza przemożną ochotą robienia z siebie owej małpy, na nic poważnego raczej nie choruje, no chyba że oglądałem ostatnio jakąś lewą i nieautoryzowaną kartę zdrowia pana europosła. Jeśli przeto człowiek generalnie zdrowy przyjmuje takie brednie Rymkiewicza za cud objawiony, to znaczy że jest… poważnie chory. To po pierwsze.

Po drugie myślę sobie, że dużo prostszy i zdecydowanie bardziej zrozumiały dla tak zwanej masy obywatelskiej byłby podział na obóz (ech, to nasze zamiłowanie do obozów) normalsów i obóz zwichniętych, czyli po naszemu pierdolniętych. To podział prosty i nieskomplikowany, z którym da sobie radę każdy przeciętny Kowalski, Nowak i Brzęczyszczykiewicz. Bezbłędnie wskaże normalnego i porąbanego na maksa. Bo z tą niepodległością i zdradą to już różnie bywa, nigdy nie wiadomo co jest co, zwłaszcza po upływie lat. I w związku z tym fakt,  iż rozkosznie sobie ględzi dwóch przedstawicieli obozu zwichniętych, nikogo by szczególnie nie  dziwił, bo przecież jak sobie sami między sobą od czasu do czasu nie pogadają, to nikt z normalsów  nigdy w życiu nie chciałby z nimi słowa zamienić. Chłopcy więc się bawią, pławią, ślinią i robią pod siebie z radości, we własnym schorowanym towarzystwie. I stąd też wywodzą się chore myśli , na dodatek często posrane.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.