Proste przyjemności #5

18/10/2009

Z dużym zainteresowaniem przeczytałem informację iż pewien turecki sprzedawca opatentował ortopedyczny dywanik modlitewny, który ułatwi muzułmanom oddawanie rytualnych pokłonów. Nie dość, że używając go nie bolą już tak kolana, to jeszcze dywanik jest absolutnie przenośny i waży niecałe 700 gram. Nie sugerujmy się jednak i nie zniechęcajmy tym, iż dywanik ten jakoby jest tylko dla muzułmanów. Prawda jest bowiem taka, iż dywanikowi absolutnie obojętne jest, czy klęczy na nim walący łbem w podłoże muzułmanin, czy może składająca ręce do podobnego boga babcia katoliczka z bratniej Polski. Jej zbolałe kolana, też potrzebują takiego wynalazku. Nie byłoby więc nic złego w tym, gdyby jakiś przedsiębiorczy ksiądz, jakiś Jankowski albo cóś koło tego, zaczął owe zbawienne dywaniki importować nad Wisłę. Nie ważne, czy Mekka to, czy Częstochowa, dywanik dywanikowi równy, tak jak równe sobie i równie czułe są kolana babci moherówki i zakochanego w Allachu pasterza kóz. No, to amen.


Proste przyjemności #4

29/09/2009

No, dobrze… W notce poniżej było o Polańskim wedle tak zwanego „rozsądku”, a teraz trza to zrównoważyć i polecieć po bandzie.

Otóż, Polański jest przede wszystkim Żydem, więc nie bardzo go obowiązują jakieś katolickie fobie i zakazy. Kiedyś u Żydów, młode i nieletnie żony były na porządku dziennym i jakoś nikt z tego powodu nie robił rabanu. To stara tradycja, która dziś już nie funkcjonuje, choć dokładnie to nie wiadomo jak to naprawdę jest. Zresztą, jakoś nie bardzo sobie przypominam, aby gdziekolwiek w szczególnie dolegliwy sposób ścigano Romów, czyli Cyganów, za permanentnie codzienne praktyki wydawania za maż małoletnich dziewczynek i to niekoniecznie za swoich rówieśników. Dwunasto – trzynastoletnie Romki rodzą jeszcze młodsze Romki lub Romków i świat kręci się dalej. Tu i ówdzie od czasu do czasu robi się mały z tego powodu teatrzyk, ale bardziej na pokaz, niż z przekonania. Innymi słowy, to co u jednych jest lub może być naganne, u drugich już niekoniecznie. Chciałbym też podkreślić mocno, iż akurat w przypadku Polańskiego, nie ma sensu rozmawiać o pedofilii, bo trudno tu dopatrzeć się takiego przestępstwa. Pedofilia wedle mojego rozumienia (choć nie tylko mojego), to świadome i celowe wykorzystywanie małoletnich do czynów seksualnych. Tu taka okoliczność nie zachodziła. Ta młoda wówczas panna w rzeczy samej była panienką na telefon, zwykłą, rozpoczynającą karierę dziweczką, mocno zresztą promowaną przez mamusię i pies z kulawą nogą wiedział, czy przypuszczał, iż jest nieletnia. Ot, młoda kurewka, jedna z wielu. Nie ma więc mowy o „świadomym” wykorzystywaniu nieletniej. Zresztą, nie znam nikogo, kto po zamówieniu panienki przez telefon, zaglądałby jej w legitymację, czy żądał dowodu osobistego. To absurd. Oczywiście można brać pod uwagę całkowity brak zgody na seks z dziewczynami na telefon, usankcjonowany prawnie, i wtedy rzecz jasna Polański to seks-przestępca, bez względu na wiek świadczącej usługi. Tyle, że takiego przepisu na szczęście jeszcze nie ma.


Proste przyjemności #3

03/09/2009

Poseł Palikot znów wpędził mnie w zakłopotanie. Otóż proponuje on, by panu prezydentowi kupić dmuchaną lalę, dmuchaną do dmuchania, bo to może pozwoli mu się odstresować i inaczej spojrzeć na świat. Wielu ludzi tak próbuje i ponoć to działa. Niestety, mam wrażenie, że pomysł Palikota jest tyleż niesmaczny co i chybiony. Niesmaczny dlatego, bo spróbujcie wyobrazić sobie pana prezydenta na lali. Nie czujecie rewolucji w żołądku na myśl samą, nawet nie na widok? Zaś chybiony jest również, bo sądzę, że żadna lala, laleczka, żywa, umarła czy z plastiku, nie pomoże panu prezydentowi. Zwolnijcie mnie z tłumaczenia dlaczego. Proponuję natomiast, by ów pan Palikot jeśli już musi, to laleczkę lateksową wręczył Szanownemu Bratu, bo tu pole do eksperymentu może być zdecydowanie większe. Na wszelki wypadek z Hongkongu należy ściągnąć takąż lalę, tyle że w wydaniu męskim. Polska to światowy kraj i nigdy nie wiadomo co się tak naprawdę przyjmie i zyska uznanie zwłaszcza w kręgach politycznych, czy około politycznych. Myślę sobie również, że jeśli już Palikot odkrył w sobie jakąś dusze samarytanina, chce pomagać ludziom, a nawet ich leczyć, to niechaj nie marnuje energii tylko na jednego człowieka. Niechaj wyjdzie szerokim frontem w trosce o klienta. W tymże Hongkongu lub na innym Tajwanie, trza zamówić laleczki do dmuchania, z twarzą Madonny (tej świętej rzecz jasna) oraz Jezusa. Następnie towar czym prędzej należy rozprowadzić wśród polskich biskupów, tytułem eksperymentu. Jak się przyjmie, to wyjdziemy z inicjatywa do niższych, ale i liczniejszych kast oficerskich kościoła katolickiego w Polsce. Ponieważ biskupi mogą się co nieco krępować, proponuje by rozdawać im po dwie sztuki laleczek – męską i damską. W zaciszu domowych pieleszy biskup sam zdecyduje z jaką lalą ma większa przyjemność. I taką akcje to ja poprę panie Palikot. Ale żeby tracić czas na samego Kaczyńskiego? Nigdy!


Proste przyjemności #2

25/01/2009

gainsbourg_birkin_090124

Birkin & Gainsbourg


Proste przyjemności #1

18/01/2009

przyjemnosci_0901191

Dziś czas niewielkich rozliczeń. Tym którzy flekują mnie w sms-ach (i mailach),  raz jeszcze napiszę co i dlaczego mnie nie interesuje. Jestem już w tym wieku, by w pełni posiadać różne rodzaje świadomości, z których jedna jest niezwykle istotna: człowiek zbyt krótko żyje, żeby brać na siebie nazbyt  wielkie i w większości nie potrzebne ciężary. Nie ma nieba, nie ma piekła, są tylko doznania doczesne. Dlatego też oświadczam (ku pamięci tym misjonarzom z wyboru, którzy nic nie rozumieją i uważają, iż pisząc maile nawrócą mnie na lepszą drogę):

* Nie interesuje mnie czy Polska będzie laicka, katolicka, wierząca czy wątpiąca. Dla mnie nie ma to żadnego znaczenia. Ma mi się żyć wygodnie, niezależnie od kształtu Polski, pod warunkiem jednak, że owa Polska będzie się trzymała w bezpiecznej odległości ode mnie. Oznacza to również, że mogę mieszkać wszędzie, gdzie jest miło i nie ma dusznej atmosfery. Jeśli będzie to dajmy na to Hiszpania, albo Portugalia, to tym gorzej dla Polski.

* Nie interesuje mnie czy Polska będzie bogata i światła, czy może na odwrót. Tak samo mnie nie interesuje czy krajem tym rządzi ten czy inny baran. Interesuje mnie jedynie bym ja był bogaty, niezależnie od tego czy Polska na tym ucierpi czy też nie. Niech więc Polska martwi się sama za siebie a mnie da spokój. Sam zadbam o swoje interesy.

* Nie interesuje mnie też zdecydowana większość polskich dylematów moralnych, narodowych i wszelkich innych, bo od rozwiązywania dylematów są zawodowi rozwiązywacze dylematów. Jest ich u nas od chuja, wystarczy włączyć telewizję.  Ja nie mam czasu na pierdoły, kompletnie nieistotne dla mojego „to be or not to be”. I śmieję się jeśli ktoś mówi, że czegoś nie wolno. Wszystko wolno, pod warunkiem że odpowiednio na to się spojrzy. Dlaczego ma mnie interesować  na przykład, czy w Polsce będzie dozwolona aborcja czy też nie?  Są przecież tysiące miejsc na świecie gdzie się to robi. Czym więc mam się przejmować? Z mojej perspektywy o wiele bardziej istotne są wybory jaki samochód kupić, oraz czy nad ciepłym morzem spędzić dwa miesiące, czy może tylko miesiąc. Drugi zaś miesiąc spędzić nad innym ciepłym morzem.

I żeby za długo nie zawracać wam dupy powiem jeszcze jedno:  jestem od lat zwolennikiem tezy Ernesta Hemingwaya, który mawiał: “wszystko co sprawia, iż czujesz się dobrze, jest dobre.