Sex education #14

06/11/2009

W Polsce powodem do zadowolenia i swoistej dumy jest to między innymi, że w roku ubiegłym wykonano „tylko” 499 aborcji. Na parę czy paręnaście milionów kobiet, pół tysiąca aborcji to rzeczywiście śladowa wartość. Ale ktoś może powiedzieć, że to „aż” 499 aborcji, bo to o 177 aborcji więcej niż rok wcześniej, czyli w 2007. Za ten rok danych jeszcze nie ma. Spory to więc skok, choć globalnie może i nieistotny. Zwolennicy więc restrykcyjnej ustawy aborcyjnej i w miarę pełnego kontrolowania, a może nawet koncesjonowania życia seksualnego obywateli, zacierają ręce. „Patrzcie jak przykręciliśmy śrubę” – mówią cmokając z zadowolenia. Tyle, że to nawet nie ćwierć prawdy. Na wszelki wypadek bowiem, żeby nie psuć sobie dobrego samopoczucia, w ogóle nie publikuje się danych dotyczących nielegalnych aborcji, a może nawet oficjalnie danych takich w ogóle się nie zbiera. Te nieoficjalne, „pozarządowe”  badania i szacunki wskazują z dużym prawdopodobieństwem, iż w Polsce rok rocznie dochodzi do około 100 tysięcy (!) aborcji, a jeśli uwzględni się zagraniczne wyjazdy aborcyjne, to mówimy o mniej więcej 150 tysiącach przypadków. Sami sobie odpowiedzcie, jak to się ma do owych 499 odnotowanych, czyli legalnych zabiegów. No, nijak się nie ma. Gdybym był złośliwy to pewnie bym napisał, że polska ustawa aborcyjna, to efekt perfekcyjnego działania lobbystycznego środowiska lekarzy ginekologów. Nigdy bowiem jeszcze nie żyło im tak dobrze, bo nigdy jeszcze tak dobrze nie zarabiali jak teraz. I pewnie obok księży, środowisko lekarskie jest tym, które najgoręcej protestować będzie przeciwko jakiejkolwiek liberalizacji ustawy. W ich interesie jest także podważanie skuteczności prezerwatywy i ciągle udowadnianie, że pigułki antykoncepcyjne są szkodliwe, powodują bezpłodność, raka, wypryski na brodzie i łysienie. Bo im więcej świadomych ludzi, im seks bezpieczniejszy, tym mniej  ciąż tych niechcianych, tym mniej zabiegów tych nielegalnych, a więc zdecydowanie mniej kasy. A przecież lekarz to też człowiek: Audi jest atrakcyjniejsze od Daci, a dom z ogrodem od M3 w bloku z wielkiej płyty. Więc nie łudźmy się moi mili, ze będzie lepiej, logiczniej, liberalniej, że zniknie powszechna hipokryzja. NIE! Nie będzie też wychowania seksualnego, bo na jakiego nam grzyba wyedukowani w seksie. Ma być ciemnota i restrykcja, bo taki jest interes wielu.


Sex education #13

24/10/2009

Sąd orzekł, że cycki pani Koteckiej są warte 60 tysięcy zetów. Dokładnie, to wystawienie ich na widok publiczny tyle właśnie jest warte. To całkiem sporo, a nawet nieprzyzwoicie sporo. Śmiem twierdzić więc, że sąd wydając taki wyrok, absolutnie pozbawiony był wyobraźni i dobrego smaku. Orzekała przeto pewnie trójka starych, stetryczałych pierników, a najmłodszy z nich ostatnie gołe cycki widział na amatorskim pornosie gdzieś w połowie lat 70-tych. Dla Patrycji Koteckiej to jednak dobra wiadomość. Okazuje się bowiem, że wystawiając cycki, nawet byle jakie, na publiczny widok, panna (ciągle) Patrycja, spokojnie zarobi na swoje dalsze życie w luksusie. Tym bardziej, że swoje marne trzy grosze euro-pensji dołoży w razie czego przystojny pan Zbysio. Chuj więc z całą tą Telewizją Publiczną i użeraniem się za marną gażę z jakimiś popaprańcami. Poza tym interes może mieć także niezłe perspektywy, bowiem często tak bywa, że jak znośne cycki to i znośna dupa. Jeśli więc Fakt pokazał górę panny Koteckiej, to pewnie Superak (czy na odwrót) niechaj pokaże ów dół pięknej panny PiS do wzięcia. Kolejny proces, odszkodowanie i do kasy. A potem Zbysio zacznie pokazywać tors… I tak dookoła Wojtek.


Sex education #12

14/10/2009

“Anatomiczne szczegóły” kobiet bardzo zdenerwowały znanego ponoć dziennikarza muzycznego Hirka Wronę. Te obleśne „szczegóły” pan Wrona znalazł na portalu Nasza Klasa i w moralnie uzasadnionym odwecie zlikwidował tam swoje konto, nakazał likwidację konta swojej córce, oraz zaapelował do wszystkich ludzi mających poczucie wstydu, by również konta swe zlikwidowali. I wydawałoby się ze ten Wrona to taki otwarty, wyluzowany i nowoczesny człowiek. A tymczasem to buc i koniunkturalista. Napisał jeszcze tak: “Skoro właściciele stawiają na erotykę to jest ich sprawa. Ja nie chcę firmować swoim nazwiskiem takiego przedsięwzięcia. To bagno i wstyd.” Nie chce komentować debilnych zachowań raczej średnio rozgarniętego dziennikarza „muzycznego”. To jego sprawa. Dziwię się, że przeszkadza my akurat to „bagno”, a nie przeszkadza inne, w którym nurzał się z lubością.  Współczuje też jego córce, bo skoro mając 15 lat może czuć się zgorszona i moralnie zagrożona „szczegółami anatomicznymi”, to znaczy że w ogóle nie ma pojęcia o niczym i wyrasta z niej nieszczęśliwa kobieta. Pomijając ten drobny fakt, że jak będzie taka ciekawa szczegółów anatomicznych, to wystarczy ze stanie przed lustrem i się poogląda. Nie musi tego robić via Nasza Klasa, ani nawet porno stronę. Zresztą spora jest szansa na to, iż dziewczyna znacznie lepiej jest zorientowana w tych i owych „szczegółach anatomicznych” niż jej świętojebliwy tatuś, tyle że on o tym jeszcze nie wie. I tak dalej i tak dalej, w nieskończoność można wytykać durnowatość wydawałoby się światłego człowieka. Jak pan Hirek (Hieronim po prostu) nie gustuje w zdjęciach w stringach lub bez stringów, to jego sprawa i prawo jego. Tyle, że niech nie robi z tego ideologii i spektaklu za dychę, niech publicznie nie leczy swoich fobii i urojeń. Niech nie stawia też ultimatum innym ludziom, co kiedy i gdzie mają oglądać, lub nie oglądać. Szczerze mówiąc wolę przyzwoitą damską dupę, nawet w stringach, niż Wrone w telewizorze, nawet bez czapki.


Sex education #11

25/09/2009

Oto kolejny dowód na to, że być Polakiem to brzmi tyleż samo dumnie co i śmiesznie. Prezes zakopiańskiego oddziału Związku Podhalan uznał, że łatwość, z jaką góralki oddają cnotę (czyli rżną się) Janosikowi w filmie Agnieszki Holland poddaje w wątpliwość dobre imię kobiet na Podhalu. „To szkalowanie góralszczyzny” – mówi pan i obywatel Najśmieszniejszej Marcin Zubek. Wedle niego „każda dziewczyna pilnowała dziewictwa jak oka w głowie. Bo wieś by ją wyklęła, jakby bez sakramentu małżeństwa zaszła w ciążę”. Coś mi się wydaje, że to kompletna ściema. Sam pamiętam ze swej młodości durnej, ale nie koniecznie chmurnej, że kto jak kto, ale góralki właśnie, rżnęły się jak najęte i bez opamiętania, taśmowo i skrupulatnie. Dlatego zresztą z upodobaniem i chętnie niezwykle jeździłem na Podhale, bo rzadko gdzie dziewuchy były tak chętne i spragnione obcego, czyli czegoś lepszego, jakby prosto z nieba. Wystarczyło pstryknąć palcem i skinąć głową, a jak jeszcze umiało się nie tylko „po bożemu”, to w ogóle luzik. Oczywiście wkurwiało to niemożebnie miejscowych buraków, no ale takie były fakty i życie takie było. Góralki wolały i pewnie do dziś wolą trzeźwych i ogolonych ceprów, od zapleśniałych i śmierdzących wódą, tanimi szlugami końskim łajnem autochtonów. I nic tego faktu nie zmieni, nawet pan Zubek. Acha, i żeby była jasność:  góralki wbrew plotkom, nie mają „w poprzek”, podobnie zresztą jak i Żydówki.


Sex education #10

01/09/2009

Jakież to te Polki są straszne. Otóż badania wskazują, że z roku na rok coraz większą popularnością wśród obywatelek ojczyzny Wojtyły cieszy się seks-turystyka. W Internecie zawrzało, głównie za sprawą genetycznych naprawiaczy moralności. Jak to tak, nasze kobiety, nasze matki Polki i statystyczne katoliczki z krwi i kości, ot tak dla przyjemności jeżdżą kurwić się za granicę? I to najczęściej z kolorem, na dodatek innej wiary? Albo to prowokacja te całe badania, albo w rzeczy samej dziwki wstrętne nas otaczają. Otóż strażnikom moralności i naprawiaczom rzeczy nienaprawialnych uprzejmie przypominam, że to, komu kobitka daje a komu nie daje, jest od początku do końca jej prywatną sprawą. Poza tym dobra seks-turystyka nie jest zła. Wierzcie mi, że nie znam faceta,  któryby nie chciał od czasu do czasu, dla odmiany i higieny, pofiglować co nieco z Murzynką, albo inną kolorową, pod warunkiem, że nie białą. Ba, znam nawet takich (i to całkiem sporo), którzy czynią to regularnie i programowo. Tym bardziej, że często gęsto są mężami tak zwanych Polek z „dobrego katolickiego domu”, dla których zdjęcie majtek jest poważnym wyzwaniem moralnym, zaś po każdym seksie (najlepiej po ciemku i w ubraniu) latają do proboszcza by się wyspowiadać. Nie można więc mieć żadnych pretensji do ich mężusiów, że dupczą na prawo i lewo jak tylko mogą i za ile mogą. Każdemu należy się trochę przyjemności w życiu. Ale nie inaczej jest z kobietami. Im też należy się trochę przyjemności i one też dojrzały do odrobiny poza-małżeńskiej perwersji. Szczerze powiedzcie: jak długo można patrzeć na opasły ryj męża „prawdziwego katolika”, zapleśniałego, śmierdzącego piwem i potem heteroseksualisty z zasadami? Jak można być przez lata żoną takiego na ten przykład Wierzejskiego, albo Orzechowskiego i choć przez moment nie pomyśleć o przystojnym Murzynku albo jakimś innym młodym Turku lub Egipcjaninie, który nie dość że wyględny jest, to jeszcze piękne komplementy mówi, a i zna takie rzeczy i takie sztuczki robi, o których Orzechowski nawet czytać się wstydzi. Popatrzcie pilnie wokół siebie, czy nie widzicie kobiet, którym w życiu coś się należy? Choćby odrobina dobrego seksu, choćby za pieniądze? Czy nie mają prawa, choć raz, choć przez moment poczuć się lepszymi i dobrze obsłużonymi? Prawo do przyjemności, to podstawowe prawo człowieka (dotyczy to także zakonnic).