25/08/2009
W Polsce nie jest szczególną tajemnicą fakt, iż księża (i pochodne) są ekspertami w wielu dziedzinach. Może nie są najlepszymi mechanikami, czy też artystami, ale w sprawach historii, ekonomii, a także wychowania i moralności, to prawdziwi, nietuzinkowi fachowcy. Posiłkując się blogiem prof. Senyszyn, stwierdzam też, że z eksperckiej wiedzy kleru chętnie i często korzysta na przykład to i owo ministerstwo, zaś ci od edukacji i szkół, szczególnie cenią sobie rady wyuczonych księży. Bez dyskusji dopuszczają więc do użytku choćby podręczniki napisane przez naukowców w czarnych kieckach. Wiedząc jednocześnie że to zazwyczaj stek najzwyklejszych bzdur, nawet kupy się nie trzymających.
Oto na przykład czytam nauki wyuczonego księdza (bo z tytułem doktorskim), na temat homoseksualizmu. Wedle niego homoseksualizm jest nienormalny, niemoralny, stanowi ciężką anomalię i wymaga pilnego leczenia (mimo, że wedle światowej organizacji zdrowia to nie choroba). Aby go jednak leczyć skutecznie konieczne jest odwołanie się do “ostatecznego źródła siły”, jakim jest doświadczenie wiary w Boga i sumienie. Jakże barwna i bezpretensjonalna tyrada, prawda?
I tylko ciągle moi mili się zastanawiam, skąd u czarnych takie straszne zagięcie na ten homoseksualizm? Wychodzi mi na to, że chcą oni wszelkimi siłami walczyć ze święcką konkurencją. Bo każdy świecki homo to dodatkowa i groźna konkurencja dla zawodowych homo w czarnych sutannach. Jeśli już wytępią ten homoseksualizm, zakażą i spacyfikują, to będą mieli na niego całkowity monopol. W ciszy zakrystii, w nawie pustego kościoła, będą mogli bez przeszkód, z dala od wścibskich oczu, oddawać się uciechom, zapisanym w wielowiekowej tradycji.
PS. Moja córka, co to przyjechała właśnie na wakacje z dalekiego kraju mówi, że po stokroć w życiu woli towarzystwo inteligentnego geja, niźli katolickiego “heterotyka“, zazwyczaj chama i buraka.
1 komentarz |
Sex Education |
Bezpośredni odnośnik
Opublikował/a revelstein
09/08/2009
Czy córka prominentnego polityka PSL może się bzykać z księdzem? Może. Czy jest to możliwe tylko w teorii, czy może to jednak fakty? To są fakty o których piszą gazety. W Zamościu i okolicy, ale nie tylko. Chodzi o pociechę wicemarszałka Lubelszczyzny Arkadiusza Bratkowskiego. Tyle że tatuś Arkadiusz uważa iż wieści o tym że córeczka dyma się z młodym i przystojnym księżulem, to wredne plotki. Zapowiada, że pójdzie do sądu, by udupić polskojęzyczne media które o tym piszą. Ba, tatuś Arkadiusz jest tak wkurwiony, że zamierza nawet pozywać do sądu wszystkich tych internautów (a są ich tysiące), którzy na internetowych forach śmieli komentować radosne zabawy radosnej pary kochanków. Ma prawo, choć pewnie się totalnie ośmieszy, co zresztą jest dość charakterystyczne dla polityków PSL. „Bóg, honor, ojczyzna” (lub coś w tym sensie), mawiają z upodobaniem politycy PSL. Tak panie Bratkowski, bzykać się więc z księdzem, to kochać boga bardziej niż własną cnotę. No i honor też duży, zwłaszcza jeśli ojczyzna wzbogaci się o nowego obywatela. Poza tym powiedzmy tak prosto i po ludzku: lepiej, że robi to z księdzem, niż jakimś innym zasrańcem, dajmy na skrajnym liberałem albo Żydem. Księdzu nie zazdrościmy, ostatecznie jak nie ta panna to inna. Po cichu jednak wyrażamy nadzieję, że panna Bratkowska chociaż ładna jest. Ostatecznie liczą się też wrażenia estetyczne.
3 komentarzy |
Sex Education |
Bezpośredni odnośnik
Opublikował/a revelstein
22/07/2009
Wybuchła kolejna sexafera Berlusconiego. To znaczy, wygląda że jest to afera dla wszystkich, poza samymi Włochami. Oni nie bardzo przejmują się wyczynami łóżkowymi premiera, uważając to za coś normalnego, niż godnego potępienia, wyklęcia czy spalenia na stosie. Obowiązkiem premiera, jest dobrze rządzić, a z kim śpi, kiedy i za ile, to prywatna jego sprawa – takie jest zdanie większości Włochów. Nie ukrywam, że takie podejście mi się podoba. Po pierwsze dlatego, że należy oddzielić życie publiczne od prywatnego i przestać na siłę udawać, że każdy prominentny polityk, to chodzące dobre i wzór do naśladowania. Bzykanie jest rzeczą ludzką, a bzykanie na boku czymś tak powszechnym i oczywistym jak picie kawy. Rozumieją to wszyscy poza niektórymi, w tym obślinionymi acz bogobojnymi Polakami. Po drugie, nie wiem czy Berlusconi dobrze rządzi, ale zazdroszczę Włochom premiera z fantazją i jako facet chylę przed nim czoła. Chciałbym mieć 70 lat z okładem i takie możliwości zwłaszcza fizyczne. Jak widać dobra panienka w odpowiednim czasie istotnie wpływa na kondycję, należy mieć to na uwadze i trenować, trenować, jeszcze raz trenować. Nawet w Polsce nie są to usługi szczególnie drogie. Raz w miesiącu pozwolić sobie na to może każdy prawie emeryt, nawet z zusowską zapomogą. Nie bardzo więc rozumiem oburzenie tak zwanej „opinii publicznej” (jeszcze raz podkreślam: nie włoskiej) oraz części mediów. No, bo co? To że facio jest premierem to nie może sobie bzyknąć tu i ówdzie? To normalny gość, więc jak każdy potrzebuje tego typu sportów jak żaba dżdżu. Jak premier, to zaraz sobie musi na supełek zawiązać? Absurd.
Zastanawiam się również, co by się też się działo, gdyby tak nasz premier Tusk, tu i ówdzie chędożył panienkę, nawet za całkiem prywatna kasę? Spróbujcie to sobie wyobrazić, to znaczy nie Tuska na dupie, tylko ten hałas, ten szum, to święte oburzenie, te stosy przyszykowane na podpałkę, tych biskupów drących mordę, ten moher… To by się działo! Tylko proszę i błagam, nie wyobrażajcie sobie przypadkiem innego premiera, „premiera tysiąclecia”, bo po pierwsze trudno by było określić ogrom kasy którą musiałby wydać aby jakakolwiek, zapyziała nawet tirówka dać mu zechciała; a po drugie… no właśnie… (nóż konkubent by się obraził)
1 komentarz |
Sex Education |
Bezpośredni odnośnik
Opublikował/a revelstein
01/04/2009

[Uwaga, to nie jest żart prima aprilisowy] W Toruniu i okolicy seksu uczyć będzie zakonnik. Kapucyn Ksawery Knotz. To interesujący eksperyment, z posmakiem kabaretowym. Być może część z was skorzysta z tych nauk, sądząc, że czegoś się nauczy, choć mój punkt widzenia jest raczej łatwy do przewidzenia. No bo czegóż ja się mogę dowiedzieć od wykładowcy amatora, a na dodatek teoretyka? Jedyny jego kontakt z seksem, to pewnie cowieczorny onanizm w łazience przed lustrem, czyli meczenie – omen nomen – kapucyna. Innymi słowy: czy chcielibyście, aby jeździć samochodem uczył was ktoś, kto nie ma prawa jazdy? Toż to paronoja. I taki właśnie gość „bez prawa jazdy” będzie teraz nauczał jak uskuteczniać fiki-miki z panienką. To też paranoja. Do potęgi.
Najbardziej mnie porusza zaś temat jednego z wykładów, który brzmi mniej więcej tak: „Akt małżeński – szansa spotkania z Bogiem i ze współmałżonkiem”. Nie bardzo mi się to podoba, bo po pierwsze: jak się bzykam z panią (w panach nie gustuję), to raczej staram się być sam na sam z nią, i żaden dodatkowy klient obok nie jest mi potrzebny, nawet gdy nazywa się Bóg. Nie pragnę więc spotkania z bogiem, tylko z owa panią a do trójkąta jeszcze nie dojrzałem. Po drugie: w temacie tegoż wykładu jest pewien niemożliwy do zaakceptowania imperatyw. Zakłada się bowiem, że seks możliwy jest tylko z małżonkiem, co jest oczywiście błędne i niezgodne z prawami fizyki, tudzież rzeczywistością. Seks bowiem – i wszyscy to wkoło wiedzą – to specyficzna interakcja zachodząca pomiędzy facetem i kobitką, lub też w przypadkach bardziej zaawansowanych, pomiędzy facetem i facetem lub kobitką i kobitką. I to niezależnie od relacji prawno-towarzyskich. Nikt rozsądny na tym świecie, żeby się podymać nie zawiera związków małżeńskich! To ekonomicznie, psychicznie i społecznie nieuzasadnione. Więc jeśli ktoś, dziś podpiera się takimi tezami jak ów ojciec kapucyn, to nie trzeba go nawet słuchać, żeby wiedzieć, że gość nie ma zielonego pojęcia o czym gada. Jeśli już coś sensownego rzec może o bzykaniu, to raczej w ujęciu homoseksualnym, bo tu akurat skłonny jestem uwierzyć, iż ojciec Ksawery jakieś doświadczenie mieć może. Z racji środowiska z którego się wywozi. Amen.
1 komentarz |
Sex Education |
Bezpośredni odnośnik
Opublikował/a revelstein
03/03/2009
Pomysł obowiązkowego edukowania seksualnego w szkołach (począwszy od września), budzi w kręgach kościelno kruchtowych niesamowitą panikę. Już uruchomili machinę dezinformacji i odwracania kota ogonem. Zamiast wiec o „edukacji seksualnej”, z upodobaniem mówią o „inicjacji seksualnej”. To brzmi o wiele groźniej, zwłaszcza dla podatnej na manipulację i generalnie bezmózgowej klienteli. Moralny sprzeciw budzi też u niech wymóg, wedle którego, w zajęciach mają brać udział wszystkie dzieci z wyjątkiem tych, których rodzice powiedzą pisemnie „nie”. To straszne przestępstwo, bo „tylko nieliczni się na to zdecydują”, zaś inni podwiną ogon bojąc się uznania za radykałów i wsteczników. A czy przypadkiem przy lekcjach tzw. religii nie istnieje właśnie taka zasada, drodzy swiętojebliwcy?
Można by tu jeszcze długo opisywać pierdoły, które spod palca wymyślają kościelni ideolodzy na zamówienie. Tylko po co tracić czas i zdrowie. Ciszę się wszak z jednego, że kościół jest przeciwny „inicjacji seksualnej” w szkole, pod warunkiem jednakże, że zakaz ten będzie dotyczył również, a może przede wszystkim księży. Na „inicjację seksualną” jest miejsce poza szkołą, w miejscu o wiele spokojniejszym i o wiele mniej stresującym. W parku, w hotelu, w namiocie, we własnym domu, czasem też w zakrystii. I tego się trzymajmy. A może w ramach postnego tygodnia i czynienia dobrze innym, zrzućmy się na budowę pierwszego w Polsce burdelu dla księży? Być może wtedy dadzą spokój naszym dzieciom.
PS. Z korespondencji sms-owej:
- Bardzo pragnę poddać się aborcji, ale niestety, mamy z chłopakiem problemy, żeby zajść w ciążę.
- Spróbujcie in-vitro, póki jeszcze można. Powinno się udać!
2 komentarzy |
Sex Education |
Bezpośredni odnośnik
Opublikował/a revelstein