Very fuckin’ Poland #50

01/12/2009

SLD chce się pewnie odbić od dna, bo zaczyna szafować chwytnymi hasłami. Ma to być świecka ofensywa, która pomoże odzyskać władzę. Wedle ich pomysłu wprowadzenie podatku od wiary, ograniczenie Funduszu Kościelnego oraz likwidacja Komisji Majątkowej, to sposób na ulepszenie państwa i wyeliminowanie uświęconych patologii. Jest to o tyle ciekawe, że wreszcie słyszę o pomyśle SLD, który nie jest wzięty z księżyca. Są to pomysły realne w tym sensie, że faktycznie słuszne i możliwe do wprowadzenia. Tylko czy komuś będzie się chciało? Oto jest pytanie.

Niestety SLD, to nie tylko Senyszyn i jeszcze paru polityków trzeźwo myślących. SLD w swojej całej masie, to zbiorowisko konformistów i zawodowych dawaczy dupy. SLD to teren, a teren to bezkręgowce, które dla świętego spokoju blatują się bez skrępowania z pisowską chołotą i peowiacką niby liberalną „elitą”. Terenowi eseldowcy to żarłoczny plankton bez właściwości. Panowie i panie radni z SLD, nie mają najmniejszego problemu (nie wspomnę o wątpliwościach) w odsłanianiu kolejnych obrzydliwych pomników papieża, w staniu w kolejce po kościelny ślub i przyznawaniu z miejskich i gminnych kas pieniędzy na parafialne inwestycje. I co? I ja niby mam głosować na tych dupków? Z kim Senyszyn chce wprowadzać te po tysiąckroć słuszne zasady?

Nie wierze w tę rewolucję najzwyczajniej w świecie. Zdobędą władzę, a potem szybciutko umyją ręce. Z tym kościołem to był taki żart – powiedzą. A mnie żarty nie biorą. W dupie mam takie żarty w wyniku których w Polsce dalej rządzi czarna banda prostaków. No chyba, że jakiś cud by nastąpił, ale z wiarą w cuda też mam nie lada problem.


Very fuckin’ Poland #49

21/11/2009

Słusznie urodzeni, klinicznie patriotyczni i Prawdziwi Polacy z dziada pradziada oraz babki prababki i wszystkich ich kochanków, załamują ręce nad losem rzeczpospolitej. Polska ginie! Polska traci suwerenność, niepodległość i honor – ryczą, płaczą i od czci i wiary odsądzają. Ostatniego gwoździa do trumny rzeczpospolitej, wbił ten zdrajca Kaczyński, podpisując traktat lizboński. Teraz Unia ma nas w garści i narzuci nam haniebne zasady.

Wedle unijnych dyrektyw i za unijne pieniądze, w Polsce będą legalne małżeństwa homoseksualistów, będzie zapłodnienia in vitro, legalna aborcja, zakłamana historia w szkołach, zaspokajane roszczenia niemieckie i żydowskie, i „prawa człowieka” dla zwierząt. Nielegalna będzie tylko Polska i suwerenność jej państwa. Taka mniej więcej rzeczywistość staje przed oczami tych klinicznie patriotycznych. A ja, jako zasadniczo średnio patriotyczny i obywatelsko niezdecydowany, pytam się: co w tym złego i dlaczego miałbym, się tym przejmować?

Zapewniam wszystkich zatroskanych losem Najjaśniejszej Najśmieszniejszej, że dla mnie największym zmartwieniem jest znalezienie sposobu na jak najprzyjemniejsze spędzenie życia. I naprawdę jest mi obojętne w jakim kraju  żyję i za czyje pieniądze. A już naprawdę nic a nic mnie nie obchodzi, czy mój sąsiad miast żenić się z sąsiadką, zrobił to z sąsiadem z trzeciego piętra. Nie obchodzi mnie też nic a nic, że w związku z powyższym, owa sąsiadka została sama i zamiast dziecka z sąsiadem zafundowała sobie dziecko z probówki.

A jaki to pożytek mogę mieć z historii, skoro po pierwsze ona niczego nie uczy (zwłaszcza Polaków), a po drugie do niczego ona mi nie potrzebna, w mym hedonistycznym i raczej pozbawionym trosk życiu. Mam się dla zasady i za friko stresować jakimiś wydarzeniami z przeszłości? No, absurd. Niech sobie ten kto chce kłamie, przeinacza, manipuluje, mnie nic do tego. Lata mi to! Więc jeśli faktycznie Unia niesie z sobą takie „zagrożenia”, to się bardzo cieszę, ale przede wszystkim się nie martwię, bo nie ma czym. I niech mnie tu tacy i owacy nie straszą bogiem i piekłem, bo to nie mój bóg, a do nieba za chiny nie chciałbym iść.


Very fuckin’ Poland #48

17/11/2009

Czy nam się to podoba czy też nie, w Polsce właśnie rozpoczyna się dyskusja o krzyżu. To dobrze, bo przynajmniej będzie wesoło. Tak zwane „środowiska katolickie”, czując pismo nosem, postanowiły działać zawczasu. Oto zamierzają domagać się, by czym rychlej symbol krzyża umieszczono w godle narodowym. Zamierzają zaangażować w to sejm, który jak powszechnie wiadomo, strasznie się nudzi i jak na razie poza krzyżami nie ma ważniejszych i pilniejszych spraw do załatwienia. Dla porządku dodam jeszcze, że za owym pomysłem stoi dobrze znane i po wielokroć już obśmiane stowarzyszenie Unum Principium, to samo, które walczyło z koncertem Madonny na uświęconej ziemi polskiej.

Wedle pomysłodawców, krzyż powinien być umieszczony na szczycie korony, w którą przyozdobiony jest orzeł. Fajnie, choć przyznam mało atrakcyjnie. Bo jeśli nawet ten maciupki krzyżyk pojawi się na szczycie orlego kasku, to pewnie mało kto go nawet zauważy. A chodzi o to przecież, by było mocno, dobitnie i z przytupem i patriotycznie przy okazji żeby też było. Krzyż ma walić po oczach i uświadamiać nieuświadomionym, co dla narodu jest najważniejsze i najcenniejsze.

Sądzę przeto i pomysł swój oddaję gratis, że naszego orła białego powinno się po prostu ukrzyżować na jakimś zajebiście dużym krzyżu, zamiast wsadzać mu na łeb jakiś mikro bubel. To na pewno będzie się rzucało w oczy. Skoro obywatel Jezus nie może być naszym królem, to niechaj chociaż orzeł wisi, tak jak tradycja nakazuje. Jestem „za” i głosikiem swym słabowitym wspieram słuszną inicjatywę pacjentów z Drewnicy.


Very fuckin’ Poland #47

04/11/2009

Oto ciekawy, jakże optymistyczny fakt. Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu orzekł, że wieszanie krzyży we włoskich klasach to naruszenie “prawa rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami“. To także naruszenie “wolności religijnej uczniów“. Orzeczenie takie wydał w związku ze skargą na obecność krzyża, złożoną przez pewną Włoszkę. Co więcej: włoskie państwo musi (!) wypłacić kobiecie odszkodowanie w wysokości 5 tysięcy euro za jej “straty moralne“. Strasznie to smaczne i jednocześnie podtrzymujące na duchu. Ponieważ jesteśmy członkami tejże Unii, to myślę sobie o prawie precedensu. Jeśli by więc w ojczyźnie Wojtyły i Rydzyka znalazła się również jakaś jedna odważna Polka i zaskarżyła wieszanie krzyży, to jest wręcz 100 procent szans na wygranie i sowite odszkodowanie. Byłaby to także szansa, że ktoś wreszcie się opamięta i przestanie wieszać co popadnie, gdzie popadnie. Myślę, że jest to bardzo realne, tylko trzeba spróbować. Skoro Alicja Tysiąc spróbowała (w innym „segmencie”) i jej się udało, to czemu nie iść dalej? Gdybym miał dzieci w wieku szkolnym, a więc podlegające represjom religijnym, to może nawet, dla zabawy, sam bym spróbował. Niestety, moje dzieci zapomniały już o szkole i na szczęście chodziły do szkoły gdzie takiego przedmiotu jak religia nie przewidziano.

Chciałbym jasno i dobitnie podkreślić, że nie mam nic przeciwko wierze w bogów, tudzież krzyżom, pod warunkiem wszak, że jest to prywatna sprawa każdego z nas, bo każdy z nas ma prawo do jakiś ekstrawagancji. Jednak z tego upodobania do ekstrawagancji nie można robić normy obowiązującej wszystkich. Norma niechaj będzie normalność nie zaś nienormalność. Jeśli mój sąsiad chce sobie w domu wieszać krzyże, to jego sprawa i prawo jego. Niech wywiesi go nawet w piwnicy, jeśli tylko da mu to zadowolenie. Mnie nic do tego. Nie chcę jednak żeby wieszał tę rzecz na wspólnej skądinąd klatce schodowej, w państwowym urzędzie, lub owej szkole, a więc przestrzeniach wspólnych dla ludzi wszelakich, w tym odmiennych diametralnie wiar lub bez-wiar. Taka jest bowiem w skrócie idea państwa neutralnego światopoglądowo. Jeśli jest to łamane, to trzeba za to płacić. I to żadna tam teoria, czy mrzonka. Przypadek Włoch uświadamia, że to real. Na wyciągnięcie ręki.


Very fuckin’ Poland #46

20/10/2009

Jest coś sensownego w pytaniu kto pierwszy kanonizuje Popiełuszkę: Ratzinger czy Kurtyka? Wedle mnie Kurtyka jest w dużo lepszej sytuacji i w zasadzie to już ogłosił Popiełuszkę świętym i męczennikiem. Rzec można, że każda epoka ma swoich bohaterów i swoich świętych. Zaś to co owe epoki łączy (a więc nie zmienia się) to sposób myślenia. Pamiętam doskonale, jak w owej „głębokiej komunie” władza skrupulatnie korzystała z nadarzających się świątecznych dat, najlepiej okrągłych,  i na ołtarze wynosiła różnych swoich świętych, poległych i pomordowanych przez antyludzki, z reguły poprzedni reżim. Czasami oprócz nowych świętych dawała cos jeszcze, na przykład szkołę albo przedszkole. Dziś widzę analogie i nie czuję żadnego wstydu, ani innego zażenowania, porównując czasy obecne i zamieszkałe. Dziś rolę wynoszących na ołtarze sprawnie odgrywa IPN, też nie pytając o nasze przyzwolenie i zdanie, i w tym właśnie do złudzenia przypominając poprzedników z komuny. Teraz „z okazji” jak to się mówi „męczeńskiej śmierci” pewnego księdza (który doskonale wiedział gdzie żyje i w co się pląta), stawia się zarzuty byłym esbekom, mimo ze można je było postawić wcześniej, oraz mimo, że sprawa była wałkowana na sto tysięcy sposobów, od lat, niezmiennie i nieustannie, aż do znudzenia. Tyle że okrągła 25. rocznica śmierci jest propagandowo świetnym powodem do pobawienia się świętą inkwizycję.

A pomyśleć, że w 25. rocznicę PKWN, kiedyś w moim mieście, uroczyście otwarto szpital. I to była radość. Autentyczna!