SLD chce się pewnie odbić od dna, bo zaczyna szafować chwytnymi hasłami. Ma to być świecka ofensywa, która pomoże odzyskać władzę. Wedle ich pomysłu wprowadzenie podatku od wiary, ograniczenie Funduszu Kościelnego oraz likwidacja Komisji Majątkowej, to sposób na ulepszenie państwa i wyeliminowanie uświęconych patologii. Jest to o tyle ciekawe, że wreszcie słyszę o pomyśle SLD, który nie jest wzięty z księżyca. Są to pomysły realne w tym sensie, że faktycznie słuszne i możliwe do wprowadzenia. Tylko czy komuś będzie się chciało? Oto jest pytanie.
Niestety SLD, to nie tylko Senyszyn i jeszcze paru polityków trzeźwo myślących. SLD w swojej całej masie, to zbiorowisko konformistów i zawodowych dawaczy dupy. SLD to teren, a teren to bezkręgowce, które dla świętego spokoju blatują się bez skrępowania z pisowską chołotą i peowiacką niby liberalną „elitą”. Terenowi eseldowcy to żarłoczny plankton bez właściwości. Panowie i panie radni z SLD, nie mają najmniejszego problemu (nie wspomnę o wątpliwościach) w odsłanianiu kolejnych obrzydliwych pomników papieża, w staniu w kolejce po kościelny ślub i przyznawaniu z miejskich i gminnych kas pieniędzy na parafialne inwestycje. I co? I ja niby mam głosować na tych dupków? Z kim Senyszyn chce wprowadzać te po tysiąckroć słuszne zasady?
Nie wierze w tę rewolucję najzwyczajniej w świecie. Zdobędą władzę, a potem szybciutko umyją ręce. Z tym kościołem to był taki żart – powiedzą. A mnie żarty nie biorą. W dupie mam takie żarty w wyniku których w Polsce dalej rządzi czarna banda prostaków. No chyba, że jakiś cud by nastąpił, ale z wiarą w cuda też mam nie lada problem.
Opublikował/a revelstein
Opublikował/a revelstein
Opublikował/a revelstein