Elity kato-polszewi, czyli panowie biskupi, dali w święta upust wszelkim swoim frustracjom. Byliśmy świadkami popisowego plucia na wszystko, co nie mieści się i nijak nie układa w ich zakutych łbach. Równo wiec wylewali pomyje na swoich domniemanych wrogów. Wrogiem jest zaś każdy, kto myśli inaczej niż oni. W zasadzie, to wrogiem jest każdy, kto w ogóle myśli. Prawdziwy Polak a wiec i katolik, raczej nie powinien myśleć, bo nie ma ku temu żadnego powodu. Myślą za niego koledzy biskupi, i to wystarcza. Kato-polszewik powinien więc skupić się n a innych pożytecznych czynnościach, pożytecznych przede wszystkim dla kościoła. A jak coś jest pożyteczne dla kościoła, to również jest bardzo pożyteczne dla kolegów biskupów.
Liderami nagonki na ludzi mimo wszystko myślących byli panowie: Muszyński, Stefanek, Szlaga, Życiński, Ryczan, Grocholewski, Michalik, Dziwisz oraz Dyduch. Przyznacie mili moi, to nie kwestionowana elita polskiego ciemnogrodu i kato-polszewii. Wszyscy panowie na wyścigi rzucali w lud myśli tyleż oryginalne co i posrane. Mnie ujęła na przykład głęboko mądra teza pana Stefanka, który ruchy feministyczne, które nazwał “sponiewieraną kobiecością“. Zaiste, trudno przejść bez zachwytu nad giętkością umysłu, oraz wyjątkową inteligencją owego Stefanka.
Kiedy kobiecość nie jest sponiewierana? Wtedy, kiedy pani owa rodzi dzieci taśmowo, siedzi przy garach, najlepiej nie pracuje i obowiązkowo nie ma wyższego wykształcenia, jest gruba, spocona, ale rozmodlona, a także rutynowo przynajmniej raz w tygodniu bita i kopana prewencyjnie przez męża głębokiego katolika, najlepiej noszącego baldachim w procesjach. To jest zdrowa kobiecość i zdrowa, modelowa rodzina polska. Oto obraz prawdziwej kobiecości wedle dostojników kościoła.
Nie chce wam psuć humoru dalszym opisywaniem ekscesów intelektualnych kwiatu polskiego kościoła. Wniosek jest niestety smutny, że kato-polszewia ma się ciągle dobrze, a nawet za dobrze. Choć ta zaciętość z jaką atakują wszystko dookoła, wskazywała by, iż bardzo gotuje im się już pod dupą. W związku z tym – skoro słowo to już padło – nie przejmujemy się tym i odpowiemy im: chuj wam w dupę panowie biskupi. I nie jest to nic obraźliwego jak sadzę, bo wy kochani biskupi, nadzwyczaj zdaje się lubicie takie pieszczoty.
Opublikował/a revelstein
Opublikował/a revelstein
Opublikował/a revelstein