Z życia lubierznych chrześcijan #56

28/12/2009

Elity kato-polszewi, czyli panowie biskupi, dali w święta upust wszelkim swoim frustracjom. Byliśmy świadkami popisowego plucia na wszystko,  co nie mieści się i nijak nie układa w ich zakutych łbach. Równo wiec wylewali pomyje na swoich domniemanych wrogów. Wrogiem jest zaś każdy, kto myśli inaczej niż oni. W zasadzie, to wrogiem jest każdy, kto w ogóle myśli. Prawdziwy Polak a wiec i katolik, raczej nie powinien myśleć, bo nie ma ku temu żadnego powodu. Myślą za niego koledzy biskupi, i to wystarcza. Kato-polszewik powinien więc skupić się n a innych pożytecznych czynnościach, pożytecznych przede wszystkim dla kościoła. A jak coś jest pożyteczne dla kościoła, to również jest bardzo pożyteczne dla kolegów biskupów.

Liderami nagonki na ludzi mimo wszystko myślących byli panowie: Muszyński, Stefanek, Szlaga, Życiński, Ryczan, Grocholewski, Michalik, Dziwisz oraz Dyduch. Przyznacie mili moi, to nie kwestionowana elita polskiego ciemnogrodu i kato-polszewii. Wszyscy panowie na wyścigi rzucali w lud myśli tyleż oryginalne co i posrane. Mnie ujęła na przykład głęboko mądra teza pana Stefanka, który  ruchy feministyczne, które nazwał “sponiewieraną kobiecością“. Zaiste, trudno przejść bez zachwytu nad giętkością umysłu, oraz wyjątkową inteligencją owego Stefanka.

Kiedy kobiecość nie jest sponiewierana? Wtedy, kiedy pani owa rodzi dzieci taśmowo, siedzi przy garach, najlepiej nie pracuje i obowiązkowo nie ma wyższego wykształcenia, jest gruba, spocona, ale rozmodlona, a także rutynowo przynajmniej raz w tygodniu bita i kopana prewencyjnie przez męża głębokiego katolika, najlepiej noszącego baldachim w procesjach. To jest zdrowa kobiecość i zdrowa, modelowa rodzina polska. Oto obraz prawdziwej kobiecości wedle dostojników kościoła.

Nie chce wam psuć humoru dalszym opisywaniem ekscesów intelektualnych kwiatu polskiego kościoła. Wniosek jest niestety smutny, że kato-polszewia ma się ciągle dobrze, a nawet za dobrze. Choć ta zaciętość z jaką atakują wszystko dookoła, wskazywała by, iż bardzo gotuje im się już pod dupą. W związku z tym – skoro słowo to już padło – nie przejmujemy się tym i odpowiemy im:  chuj wam w dupę panowie biskupi. I nie jest to nic obraźliwego jak sadzę, bo wy kochani biskupi, nadzwyczaj zdaje się lubicie takie pieszczoty.


Z życia lubieżnych chrześcijan #55

22/12/2009

Jakiś ważny watykański dupek (kardynał Walter Kasper) z rodzajem wyrzutu w głosie powiedział, że proces beatyfikacyjny Piusa XII to “wewnętrzna sprawa Kościoła katolickiego” i nie jest możliwa jakakolwiek ingerencja w tę decyzję. I słusznie. Nikt bowiem z normalnych ludzi, nie zamierza wtrącać się w te wasze jasełka. W głębokim „zapleczu” mamy waszych porąbanych świętych, nawet tak porąbanych jak ów Pius. Gość, który gdyby żył parę wieków wcześniej, bez zastanowienia, ani pewnie jakiejkolwiek refleksji paliłby wszystkich niewygodnych na stosie. Za żadne tam winy, ot, tak dla zasady. Ale to, jako się rzekło wasza wewnętrzna sprawa. I nie zawracajcie nam już więcej dupy tymi waszymi świętymi.


Z życia lubieżnych chrześcijan #54

22/12/2009

Większość Polaków (ponad 60%) nie ma nic przeciwko temu, by premierem czy też prezydentem miasta, albo nawet kraju, został homoseksualista. Tak wychodzi z badań firmy Gemius. Niektórzy powiedzą, że to zaskakujące, bo przecież w powszechnej opinii uchodzimy raczej za rasowych homofonów. A ja myślę że to nie jest prawda. Te 60 % skądś się bierze i ma potwierdzenie w faktach. Gdyby bowiem Polacy byli homofonami, to nigdy w życiu nie głosowali by na partie, na czele których stoją geje. A Polacy głosują, ba, darzą nawet taką partie zaufaniem, a niektórzy to się modlą, żeby ewentualna Piąta Rzeczpospolita naprawiła niedoskonałości i niedoróbki tej Czwartej. Nawet z gejem na czele. Prezydent kraju też w związku z tym mógłby być w przyszłości gejem, i nasi postępowi nadzwyczaj rodacy, nie mają nic przeciwko temu, choć nie należy przesadzać – podkreślają – jedno nieszczęście w rodzinie wystarczy.

To, co tu jednak niepokoi, to fakt smutny, że przeciwko władzy geja czy gejów, nic nie ma chrześcijańska większość. Nie wmówicie mi bowiem, że to 60 % zrobili tylko ateiści, których wedle kościoła w Polsce jest nie więcej niż 1%. Zastraszająco dużo katolików, popiera przeto – żeby użyć barwnego języka kościoła – pedalstwo, a to stawia ich w fatalnym świetle. Oznacza to bowiem, że grzeszą śmiertelnie, że boga kochają miłością wybiórczą, że odrzucają świetlaną perspektywę trafienia do nieba, a wolą pewnie piekło, że w dupie wreszcie mają przykazania swych pasterzy, i wbrew nakazowi czarnych, nie brzydzą się szczególnie tą wyklętą innością. Myślę sobie, że dzieje się tak w dużej mierze za przyczyną zbyt częstego obcowania z księdzem dobrodziejem i uodpornienia się na inność. Gdy bowiem obserwuje się codziennie zwyczaje i żywot homisia w sutannie, „cywilne” himisie nie robią już takiego wrażenia.


Z życia lubierznych chrześcijan #53

13/12/2009

Do pana papieża Benedykta dotarło wreszcie, że jego podwładni w Irlandii, całkiem śmiało poczynali sobie z dziećmi. Platoniczną wręcz miłością do nieletnich (acz nieodwzajemnioną),  pałała tam cała armia księży, a także – wszystko na to wskazuje – spore grono panów biskupów. Po niemiecku powściągliwy pan papież wydusił na razie z siebie dwa słowa: „hańba”  i „oburzenie”, a po namyśle i chwili odpoczynku postawił dramatyczną i pełną patosu diagnozę, iż koledzy księża-pedofile „zdradzili Boga”. To wstrząsający wyrok, aczkolwiek zachodzi uzasadnione podejrzenie, iż na tym cała sprawa się skończy.

Jeśli założyć,  iż pan papież Benedykt, czyli Ratzinger, nie jest seksualnym dewiantem (to możliwe), to najprawdopodobniej tym jednym z nielicznych. Wydając więc wojnę pedofilom, wydaje wojnę niemal wszystkim, także ze swojego otoczenia. Zamachnie się w ten sposób na kwiat kościoła katolickiego. Znacząca część tych panów, dziś ważnych kardynałów, biskupów i innych starych pierdzieli, ma nieczyste sumienia, i albo nadal molestuje dzieci lub kleryków, albo czyniła to w przeszłości. Albo też kryła kumpli i podwładnych, którzy to czynili. Chcąc rozliczyć wreszcie ten czarny i wstydliwy proceder, Benedykt napotkałby więc na olbrzymi opór materii i w konsekwencji albo by został sam jak palec, albo – co bardziej prawdopodobne – umarłby na jakąś gwałtowną acz tajemniczą chorobę. Ostatecznie w Watykanie to nie pierwszyzna. Zaś księża i biskupi z Irlandii, Polski, Hiszpanii, Włoch, tudzież dziesiątków innych katolickich kolonii, nadal bezkarnie dymać będą nieletnie swe owieczki. W imię boga oczywiście. Amen.


Z życia lubierznych chrześcijan #52

06/12/2009

Panoszące się po urzędach i szkołach krzyże, wyroki Trybunału Konstytucyjnego, który nie widzi nic zdrożnego we wliczaniu stopnia z religii do średniej, wreszcie uchwała pajacowatego sejmu wedle której krzyż to wielka wartość i musi wisieć tam gdzie paluchem wskaże głupkowaty biskup – oto życie uczuciowo towarzyskie pewnego kabaretowego państwa. Dla jasności dodam, że na czele tego państewka stoi równie kabaretowy co i one prezydent, zaś rządzi partia pozlepiana z różnych marnych kla

ownów. Tej partii jedyne co na razie się udało, to powtarzany w te i z powrotem dowcip, wedle którego są oni niby formacją liberalną! Rzeczywiście, można się uśmiać do łez. Na zapleczu już pręży się do skoku kolejna partia, tyle, że nie marnych klawnów jak ta na razie rządząca, ale nędznych chujków i socjopatów. Wybór drogi obywatelu masz więc ograniczony, żeby nie powiedzieć, iż wyboru nie masz w ogóle.

Jeśli zastanawiacie się co jeszcze w tym państwie można głupiego wymyślić, to odpowiem wam, że całkiem sporo, gdyż wyobraźnia polskich elit polityczno-kruchtowych jest raczej nieograniczona. Osobiście skłonny jestem się nawet założyć, że wkrótce wasz  mądry sejm podejmie uchwałę wedle której, ów cenny dla narodu krzyż, musi nosić na szyi każdy obywatel. I to w widocznym miejscu, aby nie było wątpliwości. Sprawdzać to będzie specjalna policja, na tę okoliczność powołana do życia. Sejm ustali też minimalny rozmiar tego całego krzyża, ponieważ należy mu się odpowiedni szacunek, czyli nie może to być jakiś  mikroskopijny badziew, dyndający incognito pod koszulą. Ostatecznie przecież nie ma się czego wstydzić!