06/04/2009
Bronisław Wildstein poczuł się niezmiernie dotknięty nazwaniem go „pisowskim dziennikarzem”. W jakiejś dyskusji w TVP Info tak właśnie – nie bez racji – określił go Niesiołowski. Wildstein poczuł się tym mocno dotknięty, że zabrał dupę w troki i wyszedł ze studia. Po raz pierwszy zdaje się ktoś celnie go trafił.
Są tu oczywiście dwie strony medalu.
Jeśli tenże Wildstein tak kocha Jarosława Kaczyńskiego i tak ceni dorobek PiSu, czemu nieustannie daje wyraz w autorskich wypocinach publikowanych przez różne fanziny, to określenie „pisowski dziennikarz” powinien traktować jako wyróżnienie i wyraz najwyższego uznania dla dyspozycyjnego swego warsztatu. Po co więc ten raban i fiki miki na pokaz? Dumnie powinien wypiąć pierś i dalej walczyć w znoju.
Ale wydaje mi się też, a nawet jestem pewien, że ów Wildstein doskonale wiedział co robi. Jest bowiem inteligentny i rozumie, że określić kogoś przymiotnikiem „pisowski”, to tak jakby publicznie się na niego wyrzygać. W dziennikarstwie zaś to synonim wyjątkowej kanali i szmaty. Nie dziwię się więc, iż strasznie go to wkurwiło i zapiekło. Nie mogąc zebrać myśli i nie będąc w stanie nijak sensownie odparować Niesiołowskiemu, po prostu wypiął mikrofon i uciekł. Chcąc nie chcąc więc Wildstein uwiarygodnił tym samym wielce pejoratywne znaczenie przymiotnika „pisowski”. Od tej pory jeśli ktoś z was chce być w miarę elegancki i na przykład przy paniach nie używać słowa „wyjątkowy chuj” dla określenie jakiejś okolicznej mendy, wystarczy, że określi go mianem „pisowski”. To samo, ale nieco mniej hardkorowo.
1 komentarz |
Żurnaliści i cykliści |
Bezpośredni odnośnik
Opublikował/a revelstein
22/01/2009

Agencje donoszą – (Warszawa) Telewizja jest w fatalnej sytuacji finansowej – powiedział dziennikarzom wiceprezes TVP Tomasz Rudomino chwilę po zakończeniu spotkania zarządu TVP z radą programową. Zapowiedział renegocjację kontraktów gwiazdorskich i powszechne cięcie kosztów.
Droga babciu emerytko i ty równie drogi dziadku emerycie, niestety, nie mam dla was dobrych widomości. Będziecie musieli przykręcić sobie jeszcze bardziej śrubę, i to od zaraz. Jeśli chcecie aby wasze ulubione gwiazdy z ulubionej telewizji publicznej na którą jako jedyni naiwni płacicie abonament, nie zniknęły z ekranu, albo nie daj boże pozdychały z głodu, musicie płacić więcej. Naprawdę, jedna albo dwie bułki dziennie mniej, jeden serek mniej, to dla was pestka, bo od lat jesteście przyzwyczajeni do diety. Ale dzięki tym oszczędnościom możecie uratowac życie głodującej gwieździe z TVP. Pełne brzuszki i uśmiech wdzięczności Tomasza Lisa, Hanny Lis, Tomasza Kammela, czy Piotra Kraśki warte są waszych emeryckich poświęceń. Pomyślcie, przecież… jak temu Lisowi zabiorą nawet trochę z tej głodowej ponad 100-tysięcznej pensji, to o n biedny koniec a z końcem nie zwiąże. Tym bardziej, że również żonie uszczknąć chcą coś z owych 60 tysi miesięcznie. A Kammel? Za co utrzyma Porsche i tę żonę dla niepoznaki? Miejcie więc serce i szeroki gest, bo tylko dzięki waszej szczodrości i odjęcia sobie od ust (ten serek i tak jest ohydny), przetrwać może w stanie w miarę nienaruszonym kwiat polskiej telewizji. No, babciuniu i dziadziuniu, alleluja i do przodu.
1 komentarz |
Żurnaliści i cykliści |
Bezpośredni odnośnik
Opublikował/a revelstein
09/01/2009
Zaskoczę was być może, bo w obronę wezmę… Jarosława Kaczyńskiego. Myślę sobie bowiem, że każdy polityk ma prawo do udzielenia wywiadu mediom, kiedy chce i kiedy jest to dla niego najwygodniejsze. Ma również prawo decydować, czy będzie to wywiad na żywo, czy może „z puszki”. Media się do tego dostosują, albo też nie, a co z tego może wynikać to już osobny problem. Innymi słowy nie widzę nic zdrożnego w tym, że Skowroński (ciągle jeszcze dyrektor radiowej „Trójki”) zdecydował się nagrać wywiad z Kaczorem, wywiad na którym mu ponoć bardzo zależało i o który zabiegał od miesięcy.
Poza wszystkim zaś: nagrany wywiad z Kaczorem, nie ma już tego uroku co gadanie „na żywo”, bowiem wszelkie lapsusy pana prezesa, wszystkie śmieszności i banialuki z których słynie, w jakimś stopniu można wyeliminować w fazie montażu. Kaczyński przestaje więc być Kaczyńskim, zaciera się naturalna śmieszność i „karykaturalizm” tego polityka. Natomiast co on ma do powiedzenia, to my doskonale wiemy i bez wywiadu Skowrońskiego. Z tego więc punktu widzenia szkoda było i taśmy na nagranie i benzyny na dojazd i cennego – jak mniemam – czasu redaktora-dyrektora Skowrońskiego, zawodowego włazidupy.
Zostaw Komentarz » |
Żurnaliści i cykliści |
Bezpośredni odnośnik
Opublikował/a revelstein
22/12/2008
Widzę (i czytam) że redaktor Skworz, naczelny Press, jest niezadowolony. Jego irytację wywołał tekst Pacewicza z Wyborczej, kwestionujący sens całego tego cyrku pod hasłem „wybieramy dziennikarza roku”, za którymi to jasełkami właśnie Press stoi. Irytacja jest tym większa, iż Pacewicz dowodzi, że można szanownemu laureatowi Rymanowskiemu przypisać wszystko lub prawie wszystko, ale na pewno nie tytuł dziennikarza roku. Niestety, Pacewicz ma rację!
Rymanowski jest bowiem typowym przedstawicielem najliczniejszej grupy dziennikarskiej we współczesnej Polsce. Sprawnych, dobrze prezentujących się na wizji ludzi, o raczej pobieżnej wiedzy i nieskomplikowanym charakterze. Wielu rzeczy nie są w stanie pojąć, ba, nawet ich to nie obchodzi, natomiast wiedzą doskonale jedno: muszą tworzyć widowisko za wszelką cenę. Liderzy (czytaj: bardziej znane chwilowo twarze tej kasty) to między innymi Sekielski, Morozowski, Gawryluk, no i choćby ów Rymanowski, na którego akurat w tym roku padło. Nie wymieniam celowo Olejnik, bo ona pochodzi z czasów, kiedy trzeba było mieć choć odrobinę oleju w głowie. I nie sądzę, żeby ktoś kto choć raz oglądał taki czy owaki program prowadzony przez pana Rymanowskiego, miał wrażenie, a i zdanie, inne niż Pacewicz. Tak, to nawet sympatyczna, ładnie ufryzowana i umalowana, acz nakręcona kukiełka. Nie mówmy więc o dziennikarzu tylko szołmenie, sprawnym odtwórcy napisanej wcześniej roli. Jest to jakaś profesja ale nie dziennikarstwo. Prawdziwi dziennikarze, a tacy są, niestety, a może na szczęście nie biorą udziału w imprezach o dętej reputacji. Redaktor Skowrz w pełnym oburzenia oświadczeniu pisze:
„Dziennikarska praca Bogdana Rymanowskiego nagrodzona w głosowaniu 58 polskich redakcji broni się sama. Bronią go też ci, którzy go znają z Radia Kraków, RMF FM, TVP, Telewizji Puls, TVN-u i TVN 24.”
Tyleż święta prawda co i gówno prawda. Bo w zasadniczej swej masie owe 58 redakcji składa się z rymanowsko-podobnych. Trudno, żeby zające głosowały na wilka.
2 komentarzy |
Żurnaliści i cykliści |
Bezpośredni odnośnik
Opublikował/a revelstein