Pozycje z etykietami ‘film’

22 Marzec 2012

skandaliczne fałszowanie histerii

 finkel pisze:

 

Za kilka tygodni do polskich kin trafi amerykański film  zatytułowany „5 dni wojny”. Ze wstępnych danych wynika, że to kolejna z niezliczonych hollywoodzkich produkcji typu „zabili go i uciekł”. 

Tym razem będzie to story o rosyjskim ataku na Gruzję. I to jak gdyby koniec pewnej historii. Ale w tej historii jest też i druga historia. Oto, jak donoszą czujni śledczy jedynie słusznej opcji, twórcy bezwstydnie przemilczeli udział w obronie Gruzji prezydenta Lecha Kaczyńskiego”. No, straszna rzecz się stała. Już widzę jak powiedzmy Fronda, zaraz zacznie swym zwyczajem nawoływać do bojkotu filmu, który jest nie tylko nierzetelny i obrazoburczy, ale skandalicznie fałszuje historię. To co prawda bardziej histeria niż historia, ale niech tam.

Wedle moich informacji, bardzo znaczący epizod z panem Kaczyńskim był w scenariuszu. Była to nawet rola znacząca, żeby nie powiedzieć wiodąca. Ponoć to on miał być główną postacią gruzińskiego oporu, głównym strategiem i doradcą, za którym ten ichni prezydent torby z granatami tylko nosił. I wszystko zapowiadało się dobrze, do momentu, kiedy pretendujący do roli Kaczyńskiego Danny DeVito musiał zrezygnował z udziału w filmie. Okazał się zbyt wysoki. Niestety, czas uciekał, a nikogo niższego nie udało się znaleźć. Postać więc wypadła z gry. Zdarza się.

28 Luty 2012

oscarowe gnioty

 revelstein pisze:

 

Może i jestem mało oryginalny, dołączam się do tych którzy są rozczarowani oscarowym werdyktem. Bo cały ten „Artysta” to wydumany i pretensjonalny gniot, o niczym.

Zachwyty i na dodatek obsypywanie go nagrodami jest kompletnie niezrozumiałe. Nie kupuję tego, niestety. Banalna historyjka, banalnie opowiedziana i formalnie udziwniona. Zero, nic! Może to i byłaby dobra zabawa formą i konwencja, ale dla studentów filmówki, jako materiał na zaliczenie któregoś tam semestru. Pod warunkiem jednak, że byłaby to krótka etiuda nie zaś silenie się na pełny metraż. Żeby nie daj boże egzaminator nie usnął. Próbowałem „to coś” nawet obejrzeć, ale z trudem wytrzymałem pół godziny. No, nie da się. I teraz może zastanowić się wypada, jak to się dzieje że taki gniot święci triumfy?

Pewnie kasa i układy pod stołem, bo przecież zawsze tak bywało. I na tym tle nie bardzo dziwi mnie tez porażka artystki Holland, bo po pierwsze nie było kasy by tu i ówdzie stworzyć dla filmu lepszy klimat, a po drugie… no i ile jeszcze lat trzeba i ile jeszcze filmów można zrobić na temat kanałów, holokaustu, wojny, biednych Żydów i szlachetnych Polaków? Nawet Żydzi którzy całym tym oscarowym interesem od zawsze kręcą, mają już dość niekończących się opowieści o swojej, co by nie mówić, mocno zasranej i przerąbanej przeszłości. Nawet jak robią to swoi i na kolanach. Tylko mnie niezmiennie sponsorują, ale to są ci z Brooklynu a nie ci z Hollywood.

Tagi: , ,
23 Luty 2012

triumf zgniłej zgnilizny

revelstein pisze:

 

No jest dobrze, ale w zasadzie to nie jest dobrze. W pierwszy weekend po wejściu do kin film Szumowskiej „Sponsoring” zaliczył 75 tysięcy widzów.

Jak na powiedzmy sobie polską produkcję, to wynik bardzo dobry, nieosiągalny raczej dla zdecydowanej większości rodzimych gniotów, czasem nawet z wydumanym przesłaniem. Tyle, że pytanie zasadnicze jest takie, czy aby na pewno jest to film polski? Za sprawa reżyserki i części obsady, na pewno. Za sprawą pieniędzy, głównej roli i miejsca akcji, tudzież realizacji, nie za bardzo już. Film jest też niepolski i absolutnie szkodliwy w ocenie środowisk trwale skrzywdzonych przez katolicyzm.

Różne takie katolibskie guru, odsądzają film od czci i wiary, i ewidentny dystrybucyjny sukces filmu, jest prawdziwą solą w ich miłosiernych oczkach. To strasznie boli, mierzi i po katolicku wkurwia,  że film „destrukcyjny”, „zdradliwy” , „pornograficzny”, „moralnie szkodliwy” idzie przez kina jak burza. I niestety smutek budzi głęboki i nijak niewytłumaczalne zdziwienie, że sukcesy święci obraz, którego pierwszoplanową postacią nie jest polski bohater, który życie swe oddał i cenną swą krew rozlał dla dobra i pomyślności ojczyzny. Zamiast zmaltretowanego acz dumnego księdza czy innego samobójcy, bohaterem jest jakaś francuska cipa, a polskie małolaty okazują się prostytutkami.

Jak takie coś do kin w ogóle wpuszczono? I jak prawdziwy Polak i Wolak, katolik i patriota, śmie na takie coś łazić i wydawać ciężko zarobione pieniądze? Jak obecnością swą może promować taką niewyobrażalną zgniliznę i relatywny relatywizm. Gdzie bóg w tym wszystkim, dlaczego nie wyłazi rozporkiem i spod majtek groźnie  nie spoziera? Redaktorze, doktorze  Terlikowski, zło się dzieje, a ty milczysz?

Tagi: ,
24 Styczeń 2012

czym jest polskość, czyli towarzysz Jezus

 od redakcji:

 

”Dwie rzeczy są jak podziemne rzeki, zawsze jakoś obecne z tyłu głowy w codziennym życiu Polaków – pozostałości katolicyzmu i komunizmu. O tym chciałabym zrobić kolejny film. Splątanie idei katolicyzmu i komunizmu jest ciekawe, bo u podstaw obu ruchów leży anarchia. A największym rewolucjonistą był Jezus. I ja o kimś takim chce zrobić film. O kimś kto przychodzi do nas do domu i nie chce wyjść, ale ciągle zmusza nas do konfrontacji, do sprawdzania, czy czegoś nie udajemy, czy jesteśmy autentyczni. Gdzie jest nasza hipokryzja. Chciałabym, żeby zagrał Andrzej Chyra. Film będzie się nazywał „Towarzysz Jezus”. [Urszula Antoniak, reżyserka filmu „Code Blue”]

Tagi:
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.