revelstein pisze:
Do ciekawego wydarzenia doszło w Poznaniu. Oto pewien artysta wziął i pociął na drobne kawałki szaliczek w barwach Lecha, czyli miejscowego klubu piłkarskiego.
Pocięty szaliczek ułożył następnie w napis „Praca wre” i powiesił na płocie tego pożal się boże klubu. Zamiar całej operacji był taki, aby raz jeszcze zapytać o sens bezsensownych na ogół wydatków na tak zwane Euro 2012. Trzeba pytać o to codziennie, także po zakończeniu owego zlotu bandytów. W Poznaniu jednak jeśli jakakolwiek dyskusja była, to miała (a pewnie i ma nadal) nieco dziwaczny klimat. Jedynym bowiem efektem działania artysty było… święte oburzenie kiboli. Te pół, a wielu przypadkach ćwierć mózgi, odgrażają się, iż artysta zapłaci za swój niecny czyn, choćby dlatego że „barwy to rzecz święta”. No cóż… Może i niektóre barwy dla niektórych są święte, ale szaliczek klubowy czyli w sumie kawałek szmaty, ma ze świętością mniej więcej tyle wspólnego, co mecz piłkarski z imprezą kulturalną. Nawet do podtarcia tyłka za bardzo się nie nadaje. Ale jak się ma kibolski rozum na poziomie muszki owocówki, to czego tu się w sumie spodziewać. Za to Kaczyński pewnie jest szczęśliwy, bo jego pupile i wybrańcy, zdrowe jądro gnębionego narodu, nie odpuszczają i w każdy możliwy sposób prowadzą wielce heroiczną i świętą walkę narodowowyzwoleńczą. Amen












