Fakty są takie. Po pierwsze nie wiemy kto namawiał wczoraj Jarosława Kaczyńskiego do telefonicznego kontaktu z bratem. Nadal trwają w tej sprawie targi, bo chętnych do przypisania sobie zasług jest przynajmniej dwóch, a może i więcej. W każdym razie niekoniecznie musi być to poseł Marek Balt z SLD.
Po drugie, pomysł nie jest szczególnie śmieszny ani odkrywczy, bo prezes tak czy siak kontaktuje się z bratem codziennie, niezależnie od zachęt i poleceń tego czy innego posła. Wieczorem przy stoliku nakrytym czarnym suknem i przy świecy, gada z bratem godzinami. Niewykluczone więc, że zbyt częste i zbyt intensywne obcowanie z duchami, fatalnie – jak widać – odbija sie na psychicznej kondycji Jarosława K.
Ale jeśli greps z Hitlerem podpowiedział Jarosławowi brat w czasie ostatniego seansu, świadczyć to również może o raczej złej kondycji intelektualnej Lecha. Prawdopodobnie nie służy mu towarzystwo w jakim od pewnego czasu przebywa. Stąd też prosty wniosek, iż wstępna terapia może polegać na wyprowadzce z Wawelu, bo atmosfera jest tam ewidentnie skwaśniała. W każdym razie dzieje się, lub za moment dziać się będzie.











