W kościele mamy coś, co od biedy można by nazwać sezonem ogórkowym. Wszystko z powodu braku jakichkolwiek sukcesów.
Kościelni by odwrócić uwagę od pogłębiającej się degrengolady, lansują temat „walki z kościołem”. Dla nich każdy kto chociaż źle spojrzy się na księdza, już jest wysłannikiem szatana i aktywistą ze wszystkich sił swoich walczącym z kościołem. Tu i ówdzie wysyłany na pierwszą linie frontu kościelny aktywista – najchętniej ksiądz o jako tako znanym nazwisku, albo strojny w szaty biskup – z ochotą zabiera głos w mediach. Dodajmy: mediach tylko tych polskich i patriotycznych. Najczęściej są to bezmyślnie wypowiadane formułki zwane „myślami”, wcześniej przygotowane przez sztab kryzysowy episkopatu. To jest wojna – powtarzają „autorytety”.
Ulubione hasła-wytrychy to: „czas otwartej konfrontacji”, „medialna ofensywa nienawiści”, „pogarda dla wartości”. I czytam sobie na przykład dla rozywki i poprawy humoru takiego księdza Chrostowskiego który oświadcza z powagą:
„Symbiotyczna struktura władza-media wykazuje pogardę dla wartości wyznawanych przez społeczeństwo, a twórcy medialnych fałszerstw i zmyśleń pozostają całkowicie bezkarni”.
No, dobrze panie Chrostowski, tylko po co mieszać do tego jakieś „społeczeństwo”, czyli zwykłych ludzi. Bo do czego potrzebny jest im ten cały kościół? Oni mają przecież kapitalizm.
















