Pozycje z etykietami ‘kościół’

1 Kwiecień 2012

wojna pod biskupim berecikiem

 l.enin pisze:

 

W kościele mamy coś, co od biedy można by nazwać sezonem ogórkowym. Wszystko z  powodu braku jakichkolwiek sukcesów.

Kościelni by odwrócić uwagę od pogłębiającej się degrengolady, lansują temat „walki z kościołem”. Dla nich każdy kto chociaż źle spojrzy się na księdza, już  jest wysłannikiem szatana i aktywistą ze wszystkich sił swoich walczącym z kościołem. Tu i ówdzie wysyłany na pierwszą linie frontu kościelny aktywista – najchętniej ksiądz o jako tako znanym nazwisku, albo strojny w szaty biskup – z ochotą zabiera głos w mediach. Dodajmy: mediach tylko tych polskich i patriotycznych. Najczęściej są to bezmyślnie wypowiadane formułki zwane „myślami”,  wcześniej przygotowane przez sztab kryzysowy episkopatu. To jest wojna – powtarzają „autorytety”.

Ulubione hasła-wytrychy to: „czas otwartej konfrontacji”, „medialna ofensywa nienawiści”, „pogarda dla wartości”.  I czytam sobie na przykład dla rozywki i poprawy humoru takiego księdza Chrostowskiego który oświadcza z powagą:

„Symbiotyczna struktura władza-media wykazuje pogardę dla wartości wyznawanych przez społeczeństwo, a twórcy medialnych fałszerstw i zmyśleń pozostają całkowicie bezkarni”.

No, dobrze panie Chrostowski, tylko po co mieszać do tego jakieś „społeczeństwo”, czyli zwykłych ludzi. Bo do czego potrzebny jest im ten cały kościół? Oni mają przecież kapitalizm.

25 Marzec 2012

michalikowe mądrości

 ksiądz jerzy pisze:

 

Drodzy Państwo, niedziela bez poinformowania o jakiejś kolejnej mądrości pana biskupa Michalika, to niedziela bezwzględnie stracona.

Trzeba więc zauważyć jego wystąpienie w Przemyślu, podczas jakiegoś lokalnego marszu dla życia i rodziny. Pan biskup w homilii mówił jak zwykle dużo, namiętnie i pokrętnie. Standard do którego przywykliśmy. To co nas szczególnie ujęło, to sugestie, iż rodzina z jednym a nawet dójką dzieciaków to rodzina patologiczna. Rodzina prawdziwa to taka, która ma furę dzieciaków, a wdzięczny im za to naród taką rodzinę powinien utrzymywać. Dlaczego? Bo, „to jest rodzina, która odważnie przyjmuje życie jako dar boży i chce to życie wychować”. Pan biskup powiedział też że:

„Nieraz trzeba zrezygnować z szans na wzbogacenie się materialne, jeśli odbywa się kosztem oddzielenia ojca od rodziny. Warto i trzeba razem pielęgnować miłość do dziecka, mieć czas dla niego, na rozmowę, wspólną modlitwę”.  

Rozumem więc, że kościół polski którego prominentnym przedstawicielem jest pan Michalik, wreszcie zrezygnuje z szans na dalsze, nie koniecznie uczciwe bogacenie się i poświęci się teraz pielęgnowaniu tych,  których różni koledzy pana Michalika poważnie skrzywdzili. Czyli wypłaci bez szemrania i bez czekania na sądowe wyroki sowite odszkodowania ofiarom gwałconym i w inny sposób molestowanym przez księży. Wspólną modlitwę w tej sytuacji możemy sobie darować, bo bezwartościowe dodatki są zbędne. Jednym słowem dobry ruch panie biskupie. Trzymamy za słowo.

18 Marzec 2012

kościelny autorytet

 od redakcji:

 

Jak arcybiskup Paetz, czyli ten co lubi świeże mięso,  stał się cenionym ekspertem od pedofilii. Szczegóły na stronie :kukluxkler:.

14 Marzec 2012

pedofile na własny rachunek

 ksiądz jerzy pisze:

 

Zero tolerancji dla pedofilii w polskim kościele, deklaruje rzecznik episkopatu Kloch. Jestem mocno zdumiony, bo do tej pory wydawało mi się, że polski  kościół jest czysty i wolny od pedofilii. 

Zresztą wielu biskupów przekonywało mnie, że tak właśnie jest. A tu taka zmyłka. Wychodzi na to więc, że księża zajmują się nie tylko swoimi kochankami (obojga płci), oraz klerykami, ale również dzieciakami. No, cóż widać kościelna moda z zachodu dotarła i do naszych rodzimych i narodowych krucht.

Ale, jak słyszeliście koniec z tym. Kochanki i konkubiny wolno będzie mieć, dobierać się do kleryków też będzie wolno (zresztą ci klerycy, nijako mają tego typu usługi wręcz wpisane w obowiązki), ale od dzieci wara. Oto nowa, ludzka twarz kościoła. „Nie ma żadnego zamiatania pod dywan, żadnej ulgi dla ludzi, którzy są winni” – grzmi pan ksiądz Kloch. Wyjaśnia przy tym, że sprawy rozpatrywane przez sądy kościelne

„kończą się niejednokrotnie tzw. wydaleniem ze stanu duchownego. Co to oznacza? Ten ksiądz przestaje być księdzem, nie wolno mu sprawować żadnych funkcji kapłańskich, po prostu wraca do społeczeństwa, choćby nie wiadomo, jakie miał zasługi”.

A ja się pytam przeto, czy to jest adekwatna kara? Przenieść albo wydalić, podrzucić zepsutą śliwkę społeczeństwu, niech ex księżulo dalej sobie dmucha nieletnich, ale już na własny a nie kościelny rachunek? Rozczulający jest do prawdy ten episkopat, a jeszcze bardziej rozczulające są jego pomysły.

9 Marzec 2012

wieści z kruchty i okolic

 finkel pisze:

 

W świecie katolickim, jak zwykle dzieje się wiele, zwłaszcza dobrego dzieje się wiele. Śpieszymy o tym donieść, bo pamięć jest ulotna i za chwilę nam to z głowy wywietrzeje.

Pewne stowarzyszenie pogrążonych w  wierze katolików pojechało na Haiti nieść pomoc potrzebującym  i ulżyć im w ich biedzie. Pomoc polegała na bezpłatnym rozdawaniu biblii, czyli zbioru bajek funkcjonujących z większymi lub mniejszymi poprawkami od mniej więcej 2 tysięcy lat. Biblie zostały przez biednych i głodnych przyjęte z wdzięcznością. Niestety, jak donoszą ci i owi, nie udały się wielokrotne próby ugotowania z biblii zupy. Zupełnie nie wyszedł też kotlet. Nie mniej Haitańczycy się nie poddają. Próby przerobienia półfabrykatu pod nazwą biblia na coś jadalnego mają trwać dalej.

Ma być teraz trudniej o tak zwany ślub kościelny. Kościół wyśrubowuje normy i wyznacza nowe horyzonty. Wedle biskupów, ma być dzięki temu lepiej. Im trudniej o ślub tym lepiej? Czy jest jeszcze ktoś na tym świecie, kto potrafi zrozumieć tych popaprańców? W epoce stale rosnącej ilości związków partnerskich (tzw. kocia łapa) i nieustannym krytykowaniu tego zjawiska przez ten sam kościół, wydawałoby się, że biskupi powinni robić wszystko, żeby do małżeństwa nie tylko zachęcać, ale żeby maksymalnie upraszczać procedury i ułatwiać życie. Tymczasem ma być jeszcze gorzej. Zamiast zachęcać, zniechęcają. Nikt normalny nie jest w stanie tego pojąć. To na chuj w ogóle ta instytucja? Chyba tylko do prania brudnej i nieuczciwie zarobionej kasy.

26 Luty 2012

kto szkodzi i kto biedę klepie

 revelstein pisze:

Ciągle podupadający na zdrowiu pan prezes Kaczyński, nie daje za wygraną i mimo zaleceń lekarskich nie siedzi w domu. Ostatnio pojechał do Lublina.

Pokręcił się po ulicach, narobił przeciągu a potem spotkał się ze starannie wyselekcjonowana „publicznością”.  Jakaś myśl prezesa warta uwagi? Jedna! „Kościół w Polsce jest instytucją narodową, depozytariuszem wartości i uderzenie w Kościół jest skandaliczne i szkodzące naszemu krajowi”. Teza mocno dyskusyjna, bo przecież nie bardzo wiadomo kto bardziej szkodzi krajowi – czy ci co niby kościół atakują, czy może ci, co kościół reprezentują, czyli półmózgi w kieckach i berecikach. Ostatnie występy pana Michalika daje dość jednoznaczną odpowiedź.

Ale Prezes wie oczywiście swoje, ale wolno mu tak myśleć, bo chorym zawsze wolno nieco więcej, choroba usprawiedliwia wszystko, nawet nieuczesane myśli. Prezes powiedział również, że  stare przeświadczenie “Kto ma księdza w rodzie, tego bieda nie ubodzie”, jest dziś już nieaktualne, bo nie ma nic wspólnego z dzisiejszymi realiami. No,  panie prezesie, bez jaj proszę! To co ostatnimi czasy,  między innymi za sprawą komisji majątkowej,  kościół nakradł i nagrabił,  absolutnie wskazuje że powiedzonko jest aktualne jak nigdy. Więc albo pan ma złych doradców, albo nie wie i nie rozumie pan co czyta, albo w ogóle pan nie czyta. Na wzrok też już padło?

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.