Pozycje z etykietami ‘media’

24 Kwiecień 2012

marny terrorysta

 revelstein pisze: 

 

Panie Płaszczak, gdyby terrorysta wyglądał tak jak Macierewicz na okładce Newsweeka, to nigdy nie mógłby być terrorystą.

Zatrzymałby go (za wygląd) pierwszy lepszy, czyli zazwyczaj głupawy do kwadratu funkcjonariusz straży miejskiej. Jeśli już Macierewicz kogoś przypomina, to po pierwsze siebie samego i przyznaję, że to już jest straszne i wyjątkowo niesmaczne.

A po drugie zaś – jeśli chcieć trzymać  się pewnej islamskiej retoryki – to ów Macierewicz w szmacie na łbie i ze zmierzwioną brodą, przypomina co najwyżej zapyziałego i niedomytego taksówkarza z Islamabadu. Niedorobionego fundamentalistę, co to jeszcze wczoraj rikszą powoził,  a dziś się przesiadł do 30-letniej Toyoty. I nie ma co dalej dyskutować, bo chuj zawsze będzie wyglądał jak chuj, nawet w najbardziej niecodziennym przebraniu.

I niech już Płaszczak przestanie szukać winnych i dopatrywać się „wścieklizny politycznej” u innych. Bo „wścieklizną polityczną”  jest to, co robi ów pan Macierewicz i spółka. I nie od dziś ale od zawsze. Ale Płaszczak jak to Płaszczak, woda w głowie a mózg w dupie. Jemu jak się kochanka puści z innym (o żonie nie wspomnę), to też będzie to wina Tuska oraz  rządu. I Newsweeka.

13 Kwiecień 2012

na poważnie czy tylko dla jaj

 revelstein pisze: 

 

Ponieważ głupiej prasy nigdy u nas dostatek, to z radością Państwu donoszę, że jest nowy tytuł. I to tytuł który brzmi niesamowicie prowokacyjnie – „Na poważnie”.

W ogóle to zastanawia ta niebywała łatwość z jaką ukochana polska prawica wynajduje dumnie brzmiące tytuły dla nadętych i nabzdyczonych bibuł i druków ulotnych. No bo jak może być na poważnie, skoro gazetkę promuje i reklamuje pan profesor Jan Żaryn? Jak można na poważnie traktować coś co wydaje się absolutnie czymś nie poważnym?

Bo wiecie co będzie w tym pierwszym a może i ostatnim numerze?  Wywiad z mecenasem Hamburą zwanym Hamburgerem (to ten gość w takich kurewsko kretyńskich okularkach), który to Hamburger kwestionuje wszystko, jeśli tylko zażądają tego od niego obrońcy „prawdy smoleńskiej”. Gwiazdą,  niestety mocno już wyblakłą i oklapłą, będzie też pani generałowa Błasikowa, która niezmiennie plecie trzy po trzy o jakimś bohaterstwie i zdradzie. No i oczywiście obowiązkowy w każdym szanującym się piśmie prawicowym, jakiś dyżurny biskup moralista, tym razem pan Antoni Dydycz, głos zabierający w kwestii „imperium kłamstwa”. Zapowiada się więc rozrywkowo i na pewno nie na poważnie. Co najwyżej dla jaj.

9 Kwiecień 2012

szykanują rodzinę

 revelstein pisze:

 

W około świątecznym szumie, jakoś tak przemknęła z cicha informacja,  iż jeden z najzabawniejszych polskich adwokatów Marcin Dubieniecki z Kaczyńskim został ukarany.

Ukarał go sąd dyscyplinarny Okręgowej Rady Adwokackiej w Gdańsku, za permanentne używanie wulgaryzmów w adwokackim życiu. Ponoć adwokatowi to nie przystoi. Pan – przepraszam za słowo – adwokat Dubieniecki z wyrokiem się głęboko nie zgadza, jest oburzony, czuje się pokrzywdzony i wręcz szykanowany, już zapowiadając swoje od wyroku odwołanie. Odwoływać się może, bo to jego prawo, acz zastanawia wyjątkowa skłonność mecenasa do używania wulgaryzmów. Była to też (oprócz wzrostu rzecz jasna) jego wspólna cecha z teściem, który od wulgaryzmów podekscytowany nie stronił, a jego słynne „spieprzaj dziadu”, zrobiło wyjątkową karierę. Jest wręcz pewne, że kariera owego powiedzonka,  była zdecydowanie większa niż kariera Kaczyńskiego jako prezydenta. Acz do historii przeszedł jako ofiara beznadziejnej katastrofy, pośrednio przez siebie samego wywołanej.

Czym (i czy w ogóle) do historii przejdzie Dubieniecki tego jeszcze nie wiemy. Pewnie „polegnie” w jakiejś katastrofie, dla odmiany drogowej, bo fantazję ma, choć wyobraźni to już nie za dużo (tu znów zbieżność z nieodżałowanym teściem). A pani Marta kolejny raz będzie miała okazję odkurzyć pokutną sukienkę i namiętnie szukać sprawców kolejnego zamachu.

1 Kwiecień 2012

wojna pod biskupim berecikiem

 l.enin pisze:

 

W kościele mamy coś, co od biedy można by nazwać sezonem ogórkowym. Wszystko z  powodu braku jakichkolwiek sukcesów.

Kościelni by odwrócić uwagę od pogłębiającej się degrengolady, lansują temat „walki z kościołem”. Dla nich każdy kto chociaż źle spojrzy się na księdza, już  jest wysłannikiem szatana i aktywistą ze wszystkich sił swoich walczącym z kościołem. Tu i ówdzie wysyłany na pierwszą linie frontu kościelny aktywista – najchętniej ksiądz o jako tako znanym nazwisku, albo strojny w szaty biskup – z ochotą zabiera głos w mediach. Dodajmy: mediach tylko tych polskich i patriotycznych. Najczęściej są to bezmyślnie wypowiadane formułki zwane „myślami”,  wcześniej przygotowane przez sztab kryzysowy episkopatu. To jest wojna – powtarzają „autorytety”.

Ulubione hasła-wytrychy to: „czas otwartej konfrontacji”, „medialna ofensywa nienawiści”, „pogarda dla wartości”.  I czytam sobie na przykład dla rozywki i poprawy humoru takiego księdza Chrostowskiego który oświadcza z powagą:

„Symbiotyczna struktura władza-media wykazuje pogardę dla wartości wyznawanych przez społeczeństwo, a twórcy medialnych fałszerstw i zmyśleń pozostają całkowicie bezkarni”.

No, dobrze panie Chrostowski, tylko po co mieszać do tego jakieś „społeczeństwo”, czyli zwykłych ludzi. Bo do czego potrzebny jest im ten cały kościół? Oni mają przecież kapitalizm.

31 Marzec 2012

związkowiec malopolski

 revelstein pisze: 

 

Pan Krzysztof Knapik, to przewodniczący Związku Zawodowego Kolejarzy Małopolskich i pracownik Przewozów Regionalnych.kolejowych (znów ta Małopolska). Jak każdy związkowiec, facet ma gest. 

Ów pan rozpiął gacie i bezceremonialnie odlał się na peronie dworca centralnego w Warszawie. Miał biedak wyjątkowe w zaworach ciśnienie, a poza tym pan Knapik jest zdaje się z tych, co to uważają, że jako kolejowemu związkowcowi wolno mu więcej, zwłaszcza na kolejowych dworcach.

Zdjęcie szczającego bossa związkowego pochodzi z serwisu skyscrapercity.com, który kolejowego fiuta nakrył na następnie wyczyn jego nagłośnił. Fiut trafił na komisariat i zapłacił mandat, acz przy okazji nie odmówił sobie pogróżek wobec dociekliwego reportera. Teraz pan fiut-związkowiec postanowił być nieuchwytnym i zszedł w chwilowe zanurzenie. Zmienił nawet numer telefonu jak wynika z oświadczenia jego sekretarki. Pewnie jednak na krótko, bo tu i ówdzie słychać, że przy okazji następnej służbowej podróży i w ramach retorsji, zamierza lać wprost z okna pociągu. Już ponoć ćwiczy. Nie ukrywam, że czekam na zdjęcia z treningu. A swoją drogą, kolejny raz mamy potwierdzenie w czym najlepsi są związkowcy. Mimo upływu lat bez zmian: w piciu, szczaniu i robieniu zadym.

20 Marzec 2012

skandal!

 revelstein pisze:

 

To skandal. Oto “Wiadomości” TVP przemilczały całkowicie polski Wielki Najazd na Węgry. Gdy tymczasem prawie non-stop i live, relacjonowały to niesłychane wydarzenia wszystkie światowe media.

Wedle organizatorów Najazdu, jest to „kolejny ewidentny przypadek łamania prawa widzów do rzetelnej informacji”. W związku z tym organizatorzy Najazdu za pośrednictwem swych publikatorów, wzywają do bojkotu firm, które wykupują reklamy bezpośrednio przed lub po “Wiadomościach”.  Co ma piernik do wiatraka jak zwykle nie wiadomo. Żeby Wolacy wiedzieli co ma autor na myśli, manipulatory zamieszczają, sprawdzonym już zwyczajem, gotowca. Należy go podpisać i wysłać  do którejś z nienawidzonych firmy. I powinien to zrobić każdy szanujący się obywatel Rzeczpospolitej Wolskiej, czyli rasowy Wolak i patriota. W liście czytamy:

„W związku z powyższą sytuacją informuję Państwa o podjęciu stosownych działań bojkotujących wszystkie firmy reklamujących się przed i po programie „Wiadomości”. Od dnia 20 marca br. nie kupuję jakichkolwiek państwa produktów, czy wyrobów. Czas mojego uczestnictwa w bojkocie uzależniam od działań kierownictwa TVP w tej sprawie. Mam tu na myśli przede wszystkim informowanie o polskim wsparciu dla Węgrów i reform antykomunistycznego rządu Victora Orbana”.

W wielu firmach panika sięgnęła zenitu. Niektórzy już liczą straty. W dzisiejszych trudnych czasach, stracić tych dwóch bojkotujących klientów, to nie lada problem. To katastrofa, wstyd i być może groźba bankructwa. Na razie nie zanotowano przypadków samobójstw prezesów.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.