Pozycje z etykietami ‘orban’

6 Luty 2012

wolacy w pociągu pokoju

l.enin pisze:

 

Najwyraźniej zamach smoleński powoli bankrutuje jako idea. Maleje zainteresowanie i nikogo prawie już to nie rusza, poza rzecz jasna jednostkami wybitnie chorobowymi.

Przeto Gazeta Wolska rusza do ataku, próbując w inny sposób odzyskać tracone systematycznie pozycje. Co wymyślili? Oto Kluby “Gazety Wolskiej” serdecznie zachęcają do Wielkiego Najazdu Na Węgry. Ów najazd ma być – w zamyśle wolaków – demonstracją okrutnej i niesłychanej wręcz przyjaźni, jaką narodowość wolska darzy narodowość węgierką, zwłaszcza zaś ichniego premiera Urbana czy Orbana (w każdym razie jakoś tak…). Początek ekspedycji został wyznaczony na 14 dzień marca, specjalnie wynajętym – jeśli dobrze zrozumiałem – pociągiem z Warszawy. Ów schnellzug  po drodze nawiedzi kilka wolskich peronów, zwłaszcza usytuowanych w zagłębiu małopolskiej kołtunerii (m.in. Kraków, Tarnów i Nowy Sącz), by zebrać  stamtąd na swój pokład zaciężne zagony niosących bratnią pomoc wolaków.

Wyprawa polskiego korpusu interwencyjnego ma kosztować po 340 zetów od łba czyli hełmu. Dziś jeszcze nie wiadomo, czy z bratnią pomocą pośpieszą do Budapesztu także pielgrzymki z Rosji. Jeśli się dołączą to w ostatniej chwili. Nie bardzo wiadomo jak zareagują Czesi i Niemcy,  bo jakoś nikt u nich nie chce się przyznać do spadku po Czechosłowacji i NRD. Jeśli już, to do polskiej wyprawy dołączy kilkunastu tamtejszych najemników ,ale raczej zupełnie incognito. Przygotowania trwają;  gromadzone są konserwy, herbata, cukier i śpiwory. O postępach w miarę możliwości będę państwa informował.

12 Styczeń 2012

Urban polskim Orbanem

 revelstein pisze: 

 

Im bardziej wokół nieszczęsnego premiera Orbana zaciska się europejska pętla niezadowolenia, tym bardziej garstki nawiedzonych polskich fanów Orbana bierze go w obronę i lamentuje nad jego ciężkim losem.

Ponieważ jednak ten Orban, raczej wcześniej niż później odejdzie w niebyt, więc martwię się nieco, jak nasi orbanolubni wypełnią sobie tę straszną pustkę po zdechłym bohaterze. Wydaje się że jest przynajmniej jedno szybkie i sensowne wyjście. Czym prędzej polskim premierem należy zrobić Jerzego Urbana. I to przynajmniej z dwóch istotnych powodów.

Po pierwsze nazywa się bardzo podobnie, bo przyznać należy, że różnica pomiędzy Orban a Urban jest raczej kosmetyczna. Po drugie, jak znam pana Jerzego, to naprawdę pomysłów ma co nie miara i stać go na wiele ekstrawaganckich decyzji, równie ekstrawaganckich co decyzje Orbana. Nie zawaha się na przykład by zdelegalizować jakąś partię i nie wykluczone, że na pierwszy ogień poszedłby PiS, jako organizacja wyjątkowo obrzydliwa, szkodliwa i wręcz zbrodnicza, z podtekstem lewackim. Jestem wręcz przekonany, że zamknie Kaczyńskiego, na co nie zdecydował się (przynajmniej na razie) Orban w przypadku lidera własnej opozycyjnej lewicy.

Analogii można by znaleźć pewnie jeszcze wiele, stąd należy poważnie rozważyć nominację Urbana na premiera polskiego rządu. Tym bardziej że kandydat jest obytym z ekonomią praktykującym kapitalistą, a także euroentuzjastą, choć sceptycznym i zdroworozsądkowym. Od Orbana jest też zdecydowanie inteligentniejszy, choć – zgoda – nie jest aż tak przystojny, ale swój specyficzny urok ma. No więc co Euroazjaci znad Wisły? Robimy przewrót?

3 Styczeń 2012

wpijcie sami to piwo

 revelstein pisze:

 

Przedstawiciel Fundacji Helsińskiej Adam Bodnar dziwi się (a może nawet lamentuje), że polscy politycy nie protestują przeciwko sytuacji na Węgrzech. Bo dzieje się tam bardzo źle.

Gdyby taka sytuacja miała miejsce w Polsce, to z pewnością byśmy oczekiwali, że inne państwa zareagują – dowodzi pan Bodnar. Cenię sobie pana Bodnara, ale przewrotnie powiem, że na szczęście w Polsce tak się nie dzieje. Węgrzy Węgrom zgotowali ten los, bo sami na własne życzenie wybrali sobie niezrównoważonego psychicznie megalomana. Jak go sobie taką większością wybrali, to niechaj go sobie teraz obalą, ostatecznie mają w tym wprawę.  Nie przypominam sobie również, żeby oni jak u nas panoszył się Kaczyński, w jakiś sposób nas wspierali.

Przede wszystkim zaś należy się uczyć. Polacy chyba lekcję odrobili (przynajmniej po łebkach), bo drugi raz wariata i frustrata już nie wybrali, choć oczywiście może to być również najzwyklejszy przypadek. Na budapesztańskim przykładzie przechodzimy teraz lekcje poglądową, co by było gdyby było. Pewnie w nieco mniejszej skali, bo umówmy się, że poziom nasycenia orbanopodobnymi kretynami, jest w Polsce nieporównywalnie mniejszy. Można przyjąć, że prawie w ogóle nie występuje, z wyłączeniem rzecz jasna pewnego osobnika z Żoliborza, ale on chory więc trzeba mu wybaczyć.

Swoją drogą Kaczyński musi być na swój sposób szczęśliwy, bo jego pupilek a nawet idol, robi to, co on, wielki polski wizjoner, uważał za  jedyne remedium na polskie dolegliwości. Jednocześnie skręca go totalny wkurw, bo Orban robi też to, o czym on, Kaczyński może sobie jedynie pomarzyć i to w średnio erotycznym śnie. No,  ale Polacy nie nadali się nabić w butelkę, co jest być może optymistyczną wiadomością, że wbrew pozorom są w Europie jeszcze głupsi i naiwniejsi od nas. To Madziary.

Tagi: ,
22 Listopad 2011

węgierski cud

Ulubieniec i idol prezesa Kaczyńskiego, węgierski premier Orban, jakoś nie może pochwalić się wielkimi sukcesami. A nawet wręcz przeciwnie, Węgry po równi pochyłej zmierzają ku gospodarczej katastrofie. Za chwile więc, mimo pożyczkom, Węgry będą bankrutem.

Oczywiście jest w tym duża część winy, poprzedniej, lewicowej koalicji, ale nie oszukujmy się, że tylko lewica jest winna katastrofie. Dzielny pan Orban niewiele zrobił żeby sytuacje naprawić, a w zasadzie zrobił wszystko, by ją dodatkowo pogmatwać. Zepsuł to, co jeszcze jako tako funkcjonowało. Wszczął wojny z tymi od których był uzależniony próbując ratować gospodarkę. Zadarł więc zupełnie bez sensu z bankami, firmami telekomunikacyjnymi, energetycznymi, mediami; skupił się na rozliczeniach politycznych zemstach, miast na tym co faktycznie istotne. Frazesy i prawicowo nacjonalistyczna gadanina, zastąpiły rzeczowy program naprawy gospodarki.

Teraz by zatuszować klęskę, odwrócić uwagę od spadającego poparcia i skanalizować społeczne niepokoje, Orban chce ścigać opozycyjną partię socjalistyczną za zbrodnie komunistów z lat… 1947-89. To nowatorskie podejście do gospodarki. Najprawdopodobniej węgierski premier pilnie uczył się od Kaczyńskiego, który istotą swej polityki w krótkich na szczęście rządach, uczynił rozliczenia i rozprawy z politycznymi przeciwnikami. Szczęśliwe Kaczyński miał gospodarkę w dobrej formie (bo taką zostawili mu poprzednicy, z lewicy) mógł więc pozwolić sobie na ekstrawagancje. Szybko jednak przegrał i skończył jak polityczny dziad i dziadem takim będzie do końca żywota swego.

Plotka niesie, iż z ofertą pomocy Orbanowi złożył słynny IPN, czyli Instytut Propagowania Nienawiści. Mają chłopaki doświadczenie w biciu nacjonalistyczno rozliczeniowej piany, z pewnością bratankom pomogą. To słuszna droga, bo czasu na zdecydowane działania coraz mniej. Kumpel i idol Kaczora bierze w dupę. Czas wyciągnąć pomocną rękę. Bo jak ten Orban nie przetrwa, to kto nam tu nad Wisłą zbuduje drugie Węgry?

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.